SZKOŁA KRAKOWSKA
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
Przesyłam tekst o Krakowskiej Szkole Logopedii, zgodnie z sugestią "Kotka" bezpośrednio na forum i nie w temacie
zapoczątkowanym przez mamę Juniorka, która nie jest nim zainteresowana.
SZKOŁA KRAKOWSKA
Szkoła Krakowska skupia logopedów pracujących naukowo w Uniwersytecie
Pedagogicznym oraz w poradniach i gabinetach z dziećmi i dorosłymi
przejawiającymi zaburzenia komunikacji językowej. W kręgu badań i oddziaływań
logopedycznych i terapeutycznych znajdują się:
Dzieci zagrożone autyzmem
Dzieci z zaburzeniami ze spektrum autyzmu
Dzieci zagrożone dysleksją i dyslektyczne
Dzieci z niezakończonym i opóźnionym rozwojem mowy
Dzieci z alalią i afazją dziecięcą
Dzieci z porażeniem mózgowym
Dzieci z niepełnosprawnością intelektualną
Dzieci z Zespołem Aspergera
Dzieci z Zespołem Downa
Dorosłe osoby z afazją
Dzieci dwujęzyczne
Teoretyczne podstawy badawcze opierają się na językoznawczych teoriach
Profesor Marii Zarębiny, dotyczących nabywania systemu językowego przez dzieci
oraz rozpadu tego systemu u osób dorosłych. Badania te kontynuują: prof. Jagoda
Cieszyńska, dr Marta Korendo, dr Sławka Orłowska-Popek, dr Danuta Pluta-
Wojciechowska, dr Mirosław Michalik, mgr Agnieszka Fabisiak-Majcher, mgr Elżbieta
Ławczys, mgr Agnieszka Bala, mgr Katarzyna Sedivy, mgr Małgorzata Świstowska,
mgr Anna Żywot.
Podstawy teoretyczne terapii ukształtowane zostały pod wpływem filozofii
humanistycznej i tez językoznawstwa humanistycznego sformułowanych przez
Profesora Władysława Miodunkę.
Praca diagnostyczna i logopedyczna urzeczywistnia się w metodzie
symultaniczno-sekwencyjnej opracowanej przez prof. Jagodę Cieszyńską.
Diagnoza symultaniczno-sekwencyjna opisuje zachowania, których b r a k w
rozwoju dziecka, a nie zachowania zaburzone. Globalne (symultaniczne) ujęcie sfer
rozwojowych i sekwencji następujących po sobie etapów rozwoju poszczególnych
funkcji psychicznych pozwala dostrzec wzajemne zależności i na tej podstawie
budować program terapii, ustalając etapy rozpoczęcia stymulacji dla każdej sfery
psychicznej.
Podstawą prowadzonej terapii wszystkich dzieci jest nauka czytania metodą
symultaniczno-sekwencyjną, której towarzyszą specjalnie opracowane ćwiczenia
ogólnorozwojowe.
Nauka czytania opiera się na:
- wynikach badań neuropsychologicznych, dotyczących powiązań
intermodalnych, budowanych podczas przetwarzania bodźców słuchowych i
wzrokowych.
- badaniach neuropsychologicznych potwierdzających, iż sylaba a nie fonem
jest najmniejszą jednostką percepcyjną
- założeniu, że percepcja słuchowa ma zasadnicze znaczenie dla budowania
systemu językowego dziecka
- wiedzy na temat funkcji symultanicznych (prawopółkulowych) i sekwencyjnych
(lewopółkulowych) oraz kształtowania się struktur umożliwiających przesyłanie
informacji między półkulami mózgu (spoidło wielkie, istmus)
- powtórzeniu sekwencji rozwoju mowy dziecka (od samogłosek, sylab, przez
wyrażenia dźwiękonaśladowcze, do wyrazów i zdań)
- naśladowaniu 3 etapów nabywania systemu językowego: POWTARZANIA,
ROZUMIENIA, NAZYWANIA (samodzielnego czytania)
- konstruowaniu dla potrzeb terapii podstawowych schematów składniowych i
minimalizacji systemów języka
- pobudzaniu „zwierciadlanych neuronów” (mirror neurons, Spiegelneurone)
Trwające 60 minut ćwiczenia z dzieckiem odbywają się w obecności rodziców.
Materiały do ćwiczeń konstruowane są przez logopedów Szkoły Krakowskiej i
wydawane w krakowskich wydawnictwach.
Terapeuci ze Szkoły Krakowskiej współpracują ściśle z Elżbietą Wianecką (Gabinet
Abecadło) oraz z logopedami, pracującymi w Warszawie - mgr Dagmarą
Śmiałkowską, mgr Iwoną Wójtowicz, mgr Justyną Pawelą oraz mgr Romą Frańczak.
Przystępując do pracy terapeutycznej terapeuci ze Szkoły Krakowskiej postawili
przed sobą biblijne zadanie czynienia sobie Ziemi poddaną, rozumiejąc
jednocześnie, że nie zawsze z wielu różnych powodów, będzie można osiągnąć
oczekiwane rezultaty.
Fakt, że prowadząc prace badawcze przedstawiciele Szkoły Krakowskiej są
czynnymi logopedami i terapeutami pozwala budować wnioski teoretyczne ściśle
przystające do rzeczywistości. Właśnie dlatego, że tyle za nimi i przed nimi
doświadczeń, mogą z całą odpowiedzialnością pisać o zagadnieniach praktycznych.
Wszystkie odklejone od rzeczywistości propozycje postrzegają oni jako intelektualne
igranie z losami wielu ludzi.
Anonim napisał/a:
"Podstawą prowadzonej terapii wszystkich dzieci jest nauka czytania metodą
symultaniczno-sekwencyjną[...]"
Okej. To ja mam pytanie. Skoro podstawą prowadzenia terapii WSZYSTKICH dzieci jest nauka czytania to - proszę mnie poprawić jeśli źle zrozumiałem - dotyczy to dzieci także z głębszą, w tym głęboką, niepełnosprawnością intelektualną? A dokładnie - autystycznych dzieci z głęboką niepełnosprawnością intelektualną?
I jeszcze jedno, nie pytanie, ale stwierdzenie.
Dalej w zamieszczonej przez anonima ulotce informacyjnej jest napisane:
"Diagnoza symultaniczno-sekwencyjna opisuje zachowania, których b r a k w
rozwoju dziecka, a nie zachowania zaburzone
No więc autyzm to przede wszystkim właśnie zaburzenie funkcji, które to zaburzenie POWODUJE braki. Dziecko autystycznie nie mówi nie dlatego, że nie mówi (pomijając ewidentne przypadki niesprawności aparatu mowy, słuchu..), ale nie mówi, dlatego, że ma autyzm - zaburzenie całościowe, dezintegrujące funkcje przede wszystkim poznawcze (myślenie symboliczne!), co wpływa bezpośrednio na deficyty komunikacyjne i społeczne.
Dla mnie przytoczony cytat wskazuje wprost, że terapeuci "szkoły krakowskiej" skupiają się na pracy nad EFEKTEM autyzmu (brak mowy werbalnej lub istotne jej ograniczenie). Tylko, że w takim wypadku wygląda to jak podawanie aspiryny na ból głowy spowodowany tumorem mózgu.
pozdrawiam
Wszystkim i tak chodzi o zarabianie kasy. A przynajmniej twórcom ,,nowych" metod zmieniających świat. Szkoda, że jeszcze nikt nie dostał nagrody Nobla za wyleczanie autystycznych dzieci.
Gdyby Pan zapoznał się materiałami ze strony „Konferencji”, lub choćby uważnie czytał tekst postu na który Pan odpowiada, znalazłby Pan odpowiedź na swe pytanie.
„- powtórzeniu sekwencji rozwoju mowy dziecka (od samogłosek, sylab, przez
wyrażenia dźwiękonaśladowcze, do wyrazów i zdań)”.
Terapia wg. "SK" jest próbą stymulacji, uszkodzonego przez autyzm mózgu.
Wczesna diagnoza i praca z dziećmi z zaburzeniami rozwoju mowy w b. młodym wieku (od pierwszego roku życia)
pozwala osiągać w większości przypadków spektakularne sukcesy.
Pozostając na poziomie pańskich mało śmiesznych porównań:
Pan w sprawie bolącej nerki zgłosiłby się z pewnością po radę do ortopedy.
"Wszystkim i tak chodzi o zarabianie kasy."
Absolwenci Logopedii wchodzacy w życie zawodowe, rzeczywiście oczekują zapłaty za swą pracę, lecz chyba nie ma w tym nic nagannego.(nota bene po 2-3 latach nieodpłatnej pracy jako wolontariusze)
Terapia prowadzona metodą symultaniczno-sekwencyjną zmieniła świat wielu dzieci, przywracając je do społeczności osób posługujacych się w komunikacji językiem.
Wielu rodziców, bardziej z powodu braku terapeutów Szkoły Krakowskiej w swej miejscowości, niż ze względów ekonomicznych, podejmuje terapię swych dzieci osobiście. Otrzymują oni bezpłatnie wskazówki jak terapię prowadzić. Nie chodzi więc o zarabianie kasy, Pani zarzut jest nieprawdziwy.
Nie ma sensu czekać na noblistę który wymyśli pigułke na autyzm.
Jedyny sposób to cieżka, codzienna praca z dzieckiem. Jeżeli Pani dziecko nie przekroczyło wieku trzech lat, to ma jeszcze wciaż olbrzymią szansę na normalny rozwój jezyka.
Proszę nie zaprzepaścić tej szansy.
Gdzie te bezplatne wskazowki moge otrzymac?
Dziekuje.
Witam,
Jestem mamą 2,5 letniej Nicolki. Od półtorej roku rehabilitujemy nasza córcię wg.zasad Szkoły Krakowskiej. Z dziecka, które było obojetne na wszystkie formy kontaktu z nami rozwija sie mała gadułka. Na pierwsze efekty długo trzeba było czekać i wydawało nam się ze mowa nigdy nie ruszy -a jednak.!Co prawda nie są to jeszcze zdania, ale powtarza i nazywa bardzo wiele. Ponadto sama próbuje nawiazac kontak słowny i co najważniejsze poprawiło sie znacznie rozumienie mowy. Oczywiscie poza terapia logopedyczną ma inne zajecia ogólnorozwojowe. Mysle, ze rodzice intuicyjnie dokonuja najlepszego wyboru co do terapii dla swojego dziecka. Wazne by sie w tej naszej walce nie poddawać, choc jak sama wiem bywaja trudne chwile.
Witam. Ostatnio, jako terapeuta metodą krakowską, uczestniczyłam w konferencji "terapia neurobiologiczna - doświadczenia praktyków". Jedna z pań, która opowiadała o swoich doświadczeniach powiedziała, że odkąd pamięta chciała pracować z dziećmi, które mają problemy rozwojowe. Skończyła wiele szkół, stosowała różne sposoby, by pomóc maluchom, ale czuła, że efekty są małe. Postanowiła więc studiować logopedię w Krakowie, przez długi czas wszystko oceniała krytycznie. Ale dziś, po latach pracy wie, że wybrała słuszną drogę.
Kiedy mówię "metoda krakowska" często spotykam się prawie z agresywnymi reakcjami, że co to niby za metoda, że nikt tutaj prochu nie wymyślił itd. Ci, którzy nie zadali sobie trudu zapoznania się z metodą skupiają się na jej aspekcie związanym z czytaniem i głoszą twierdzenia, jakoby była to rzecz zasadnicza. Prof. Cieszyńska zadała sobie trud opracowania terapii spójnej, uczy swoich studentów całościowego patrzenia na małych pacjentów. Podstawą jest określenie czego brak w rozwoju dziecka (tego na danym etapie się nie pojawiło) i taka stymujacja, by dana funkcja zaistniała.
Pojawił się w dyskusji także aspekt dotyczący tego, że absolwenci szkoły krakowskiej pracują prywatnie. Tak, ale jak poprowadzić skuteczną terapię przez 20-30 minut w gabinecie w przychodnii i to czasem raz na 2-3 tygodnie? Każde dziecko jest inne, każde wymaga opracowania indywidualnego programu. Przygotowanie 60 minut takich zajęć oznacza drugie tyle na przygotowanie się do zajęć. Istniejące placówki często nie dają takich możliwości. Przynajmniej ja nie znalazłam placówki, która zapewni mi pomoce dydaktyczne, da komputer, kolorową drukarkę, laminator do przygotowania indywidoalnie dla dziecka pomocy i zapłaci za czas jaki należy poświęcić na te przygotowania. Poza tym - bez przesady: lekcje angielskiego są droższe, a wątpię żeby któryś nauczyciel po 1-2 goddziny przygotowywał się do zajęć i wydawał krocie na materiały do pracy.
Powszechny pogląd o logopedzie to "osoba przed lustrem machająca językiem". Tymczasem szkoła krakowska uczy, że organizm to jedno, pojawienie się jednych umiejętności warunkuje nabycie innych. Stąd konieczność stymulacji wszystkich funkcji poznawczych, nie samej mowy jako elementu oderwanego od całości.
Metoda krakowska na pewno nie jest lekiem na każdy przypadek, takiego leku jeszcze nikt nie wymyślił, ale skoro często słyszę od mam "szkoda, że wcześniej do pani nie trafiłam", to oznacza to, że jest skuteczna.
no tu przymajmniej będę pisała w temacie hehehe
trochę poczytałam o "szkole krakowskiej" od razu zaznaczę, że nie jestem tu by bezrozumnie wszczynać kłótnie, jestem po prostu ciekawa, często czytałam o nowatorskim podejściu tej metody oraz o jej dużej skuteczności (naprawdę piszę to bez sarkazmu, więc proszę się z góry nie obruszać) i mam pytania:
1) jak radzicie sobie z problemem braku umiejętności naśladowania u osób z autyzmem?
2) jak sprawdzacie poziom zrozumienia wyuczonej mowy?
3) jak radzicie sobie z generalizacją?
4) jak radzicie sobie z nadwrażliwością bądź niedowrażliwościa słuchową?
5) czy pracujecie też z dorosłymi niemówiącymi osobami z autyzmem?
6) w jaki sposób motywujecie podopiecznych do pracy?
Zapomniałam o jeszcze jednym ważnym dla mnie pytaniu
7) jak pracujecie z echolalią?
Wspaniale, że głos zabrał też terapeuta metody krakowskiej! Dzięki Annno za pytania - z niecierpliwością czekam na odpowiedzi Bet.
ale skoro często słyszę od mam "szkoda, że wcześniej do pani nie trafiłam", to oznacza to, że jest skuteczna.
Bla, bla, bla.
W wątkach na tym forum, w których pojawia sie temat szkoły krakowskiej padły konkretne wątpliwości konkretne zarzuty i konkretne pytania. O komunikację, o Teorię Umysłu itd.
Proponuję je wszystkie dokładnie przeczytać i zanalizować zanim przystąpisz, zacna koleżanko, do dyskusji.
Nie ma żadnej agresji, jak już to skrajna irytacja, że zamiast konkretnych argumentów czyta sięw kółko "świadectwa" w rodzaju "pani Zdzisława skorzystała i już po dwóch miesiącach jej dziecko zostało absolwentem Harvardu, a pan Zenek nie skorzystał i dziś jego dziecko kiwa się przy kaloryferze w domu pomocy społecznej w Pętlicy Wielkiej".
pozdrawiam
l_u
Po pierwsze śpieszę wyjaśnić, że nie o agresję na tym forum mi chodzi (a dla informacji ponoć "lotnego -umysłu": jak pisałam - nie wierzę, że jakakolwiek metoda jest lekiem na cale zło i każdego posyła do Harwardu, stąd i tutaj słyszałam, bo nikt tego nie ukrywał, że były dzieci, które nie poddały się działaniom stymulującym, z reguły dlatego, że dziecko było już za duże i bez żadnych oddziaływań wcześniej). , raczej w środowisku bliżej
. Ja też się uczę i to, że pracuję jakąś tam metodą nie oznacza wcale, że nie słucham cudzych racji.
Postaram się odpowiedzieć jak umiem. Pracę z dziećmi, u których język się z róznych powodów nie rozwijał, zaczęłam 2, 5 roku temu. Przez 2 lata pracowałam w wolontariacie, a od pół roku prowadzę własny gabinet. Zapewne nie spotkałam się jeszcze ze wszystkimi problemami osób autystycznych. Dzieci, które prowadzę są w rozpiętości wiekowej 2,11 - 4,5 lat. Nie pracuję i nie zamierzam pracować z osobami dorosłymi (myślę, że tutaj trzeba już gruntownej wiedzy psychologicznej). Ponadto jak wynika z tekstu umieszczonego wyżej to nie jest metoda dla dorosłych. Na prawdę polecam Paniom książkę prof. Cieszyńskiej nie ku jakiejś tam propagandzie, ale dlatego, że odpowiedzi na w/w pytania będą czytelniejsze zapewne. Jeżeli chodzi o problem naśladowanie - u małych dzieci nie spotkałam większych problemów. Jeżeli dziecko nie wykonuje czynności to robię to na początku jego rączką. Dotąd, aż zacznie wykonywać zadanie samo. Echolalie staram się wykorzystywać (np jeśli dziecko powtarza za mną "daj misia do koszyka" to wkładam i mówię "widzisz, ja potrafię, teraz ty"). Nie stosuję dodatkowych wzmocnień w terapii - dziecko wykonuje zadania, które są zróżnicowane (nawet jeśli ćwiczymy to samo to na innym materiale, tak, żeby utrzymać ciekawość, te same zadania można wyciągnąć po kilku dniach). Nie godzę się by dziecko narzucało mi co chce robić, metoda krakowska stoi w opozycji do metody opcji, więc to ja wyznaczam zadania. Nie stosuję też biedronek czy cukierków jako nagroda czy kara. Owszem na początku jest bunt, ale ten z reguły szybko mija . Spośród tych dzieci, które prowadzę tylko jedno ma nadwrażliwość na bodźce słuchowe (generalnie raczej spotkałam się z niedowrażliwością na dotyk) i czasem"wybija się" z zajęć pod wpływem jakiegoś bodźca słuchowego, na który ja normalnie nie zwracam uwagi. Wówczas po prostu przywołuję dziecko spowrotem do zadania. Nie bardzo rozumiem pytanie o "wyuczoną mowę". To czego dziecko się uczy od razu wkładane jest w znaczenie i użycie (znów odwołuję Panie do książki, bo ja musiałabym tutaj napisać własną). Nie dopuszczam do sytuacji w której dziecko będzie na różne bodźce reagowało tak samo (nie zgadzam się, by dziecko dawało cokolwiek, dlatego, że mówię "daj").
Widzę, że gdy będę miała czas muszę odnaleźć wątki dotyczące tego jak Panie sobie radzicie z podobnymi problemami ...
Postaram się odpowiedzieć jak umiem. Pracę z dziećmi, u których język się z róznych powodów nie rozwijał,
No to mam pierwsze pytanie: czy uważasz (dajmy spokój panom i paniom), że istnieje jedna, taka sama przyczyna powodująca brak komunikacji werbalnej u dzieci z afazją i u dzieci z autyzmem? Czy też uważasz, że przyczyny te są różne?
Nie bardzo rozumiem pytanie o "wyuczoną mowę".
No więc pozwolę sobie rozwinąć. "Wyuczona" mowa oznacza, że dziecko technicznie potrafi wypowiadać słowa, natomiast nie robi tego spontanicznie. Co oznacza, że mowa ta pozostaje niefunkcjonalna. Podobnie jak echolalia (która niekiedy oczywiście może mieć aspekt komunikacyjny, ale często wypowiedzi echolalicznie nie mają takiej wartości).
Nie pytam o teorię, bo w teorii dużo rzeczy wygląda bardzo fajnie. Pytam o praktykę. Widzisz, trochę dłużej pracuję w zawodzie i różne rzeczy widziałem. M. in. zapoznałem się z co najmniej klikoma nagraniami z terapii logopedyznej metodą krakowską, które prowadziła p. Wianecka. Jestem w posiadaniu także kilku programów terapeutycznych sygnowanych pieczęcią terapeutek szkoły krakowskiej w tym samej pani prof. Cieszyńskiej. Programów nadmienię, dla dzieci w różnym wieku. Wielokrotnie rozmawiałem z rodzicami korzystającymi z terapii logopedycznej wg koncepcji szkoły krakowskiej, prowadziłem także terapię byłych małych pacjentów terapeutów SK. Na końcu - miałem możliwość bezpośredniej współpracy z absolwentką logopedii z Krakowa.
Otóż doświadczenia te absolutnie nie pokrywają się z Twoim stwierdzeniem, że...
To czego dziecko się uczy od razu wkładane jest w znaczenie i użycie
Z analizy ww. informacji stwierdzam, że dzieci są uczone przez Was mechanicznej mowy, nie mają zaleconego żadnego treningu komunikacyjnego. Są uczone dokładania obrazków do obrazków, etykiet do obrazków - co samo w sobie nie jest oczywiście czymś złym - tyle, że robią to bezcelowo, bo następnie nie mają zaleceń co do wykorzystania tych umiejętności w komunikacji z otoczeniem. Nie ma żadnej stymulacji do komunikacji spontanicznej.
Dla mnie to jest oczywiste, że praktyka nie zakłada czegoś takiego, ponieważ wg mnie błąd w teorii został popełniony już na etapie założeń. Mianowicie błędem jest uznanie, że z dziećmi ze spektrum autyzmu można pracować dokładnie takimi samymi metodami co z dziećmi z alalią i afazją.
Czy nie jest prawdą, że przedkładacie mowę werbalną nad inne formy komunikacji (np. wizualne - mam na myśli systemy obrazkowe czy gesty np. Makaton) - nawet jeśli nie ma to uzasadnienia terapeutycznego (głębsza niepełnosprawność intelektualna, stosunkowo późny wiek dziecka, które nie mówi, duże nasilenie objawów autyzmu)?
Do tych wszystkich zastrzeżeń dochodzi kwestionowanie koncepcji mówiącej o zaburzeniach Teorii Umysłu (w publikacjach SK), negowanie komunikacji alternatywnej (która, jak stwierdził jeden z obecnych na tym forum apologetów SK jest niczym innym jak "tarzaniem się po podłodze z piktogramami) i in,... A więc fundamentalnych rzeczy zarówno w teorii, jak i praktyce - jeśli chodzi o terapię dzieci ze spektrum. Nie fundamentalnych bo ja, lotny umysł, tak mówię, tylko fundamentalnych w świetle najnowszych badań i publikacji autorów uznanych na całym świecie (Cohen, Shore, Frith itd. itp. etc.).
pozdrawiam
l_u
Bet przeczytałam no i ... nic, nic odkrywczego, nie wiem na co liczyłam, pewnie na jakiś świeży pomysł, metodę, coś co mnie natchnie, oświeci.
Jeżeli zaś informacje zawarte w poście lotnego umysłu są prawdziwe (a naprawdę nie mam podstaw myśleć, że wyssał je z palca) to jestem wręcz zaniepokojona.
Mam kilka uwag "praktycznych" co do twoich odpowiedzi na moje pytania.
"Jeżeli chodzi o problem naśladowanie - u małych dzieci nie spotkałam większych problemów. Jeżeli dziecko nie wykonuje czynności to robię to na początku jego rączką"
trafili ci się doprawdy wdzięczni klijenci, chociaż raczej chodziło mi o naśaldowanie mimiki, ruchów języka, ust (wskazywanie jest dość prosty ruchem jeśli chodzi o naśladowanie). Mała uwaga co do kierowania ręką - tu trzeba być ostrożnym, gdyż u niektórych osób z autyzmem, bardzo trudno wycofać potem tego rodzaju podpowiedzi
"Nie stosuję dodatkowych wzmocnień w terapii - dziecko wykonuje zadania, które są zróżnicowane (nawet jeśli ćwiczymy to samo to na innym materiale, tak, żeby utrzymać ciekawość"
a skąd masz pewność, że dla dziecka nie są to dwa zupełnie różne zadania (pomio, że ćwiczycie w twoim zayśle to samo)? vide generalizacja
"Nie stosuję też biedronek czy cukierków jako nagroda czy kara."
mam nadzieję, że stosujesz chociaż nagrody społeczne, a co do "biedronek i cukierków" niektóre dzieci potrzebują tego typu wzmocnień, bo innych po prostu nie są w stanie pojąć, a dodatkowo jest to czesto, gęsto bardzo czytelny znak dla danej osoby ile jeszcze zostało do końca zadania, kiedy będzie przerwa itp
"To czego dziecko się uczy od razu wkładane jest w znaczenie i użycie"
Możesz zdardzić jak?
P.S Nie znajdziesz tu postów mówiących o tym, ja ja radzę sobie z takimi problemami, bo nigdy nikt mnie o to nie pytał 
Szanony Panie, tak też sądziłam dając się podkusić, by wypowiedzieć się na tym formum, że będę wciągnięta w niepotrzebną (przynajmniej mnie - ze zględu na czasochłonność) dyskusję. Odpowiem krótko: nie ma Pan racji sądząc, że terapię metodą krakowską prowadzi się tak samo wobec każdego dziecka - założenia są te same, przebieg terapii ma naśladować rozówj dziecka w taki sposób jak to się dzieje u dzieci bez problemów rozwojowych ( a tu raczej wielkich różnic nie ma - bo oto jeszcze żadne prawidłowo rozwijające się dziecko nie nauczyło się chodzić przed siadaniem czy mówić zdaniami przed sylabą), ale każda osoba jest inna, więc przysłowiowego "przepisu na ciasto" nie ma. Nie ma Pan też racji mówiąc, że zaczyna się od obrazka i nadawania im znaczeń. Przeciwnie - zaczyna się od konkretu. Wcale nie technika mowy jest najważniejsza, ale to czy dziecko wie, co mówi (stałabym w miejscu, gdyby technika była dla mnie najważniejsza - zresztą które dziecko w swoim rozwoju zaczyna od bezbłednej w mowy - co nie znaczy, że ten aspekt pomijany jest kompletnie).Pani Wianecka pisze dla swoich pacjentów programy dnia, w których każda czynność, rzecz (różnie w kolejnych etapach) jest nazywana, więc tu początek nie jest obrazkiem, a rzeczywistością. Naśladownictwo ruchów ust - wspieramy się gestami artykulacyjnymi (podpowiedziami), czasem (choc ja w ograniczonym zakresie) w poważniejszych przyadkach MTG. Proszę Pana, ja też spotkałam się z terapeutką, która ponoć prowadziła dziecko metodą krakowską, "nauczyła" już niemal dziecko czytać, a samogłosek nie rozróżniało... Nie chcę absolutnie nic zarzucać osobie z którą Pan współpracuje, ale coś tu nie do końca jest tak. Ma Pan rację - nie uznajemy metod niewerbalnych - tam gdzie mowę można wywołać (nie w każdym przypadku jest to możliwe i takie uogólnienie o jakim Pan pisze jest tu nadużyciem). Ja też widziałam wiele filmów m. im taki, który pokazał chłopca poddanego późno terapii - nie nauczył on się mówić nigdy, za to dobrze radził sobie w innych aspektach. Proszę mi wybaczyć, ale nasz język jest (choćby pod względem fleksyjnym) jednak bardzo różny od angielskiego. Bodajże Frith pisze, że w ZA język jest niediagnostyczny. Czyżby... jak Pan pisze ma Pan wiele lat doświadczenia - to na pewno zauważył Pan, że rozwój mowy u osób z ZA jest raczej niespecyficzny, a przez to dużo można ze sposobu jego użycia powiedzieć.
Reasumując: ja widzę efekty swojej pracy: rozmawiam z dzieckiem, które trafiło do mnie z poważnymi problemami - i (choć to może Pana zaskakuje) nie rozmawiamy dokładając etykiety pod obrazki, ani każde z nas o czymś innym. Jeżeli kiedyś trafię na metodę, która będzie bardziej przekonująca dla mnie - kto wie, może obiorę inną drogę. Rozumiem, że Pana metoda krakowska nie przekonuje, rozumiem, że są wg. Pana lepsze rozwiązania - proszę więc robić to, co uważa Pan za słuszne. A ja będę robić swoje. Z mojej strony to temat wyczerpuje - bez względu jak Pan to zinterpretuje.
Droga Bet. Dziękuję za wsparcie na tym forum. Chciałem Panią ostrzec, ale sama się Pani przekonała. Ci ludzie są nieprzemakalni. Tu się rozmawia tyko o piktogramach, behawiorce i tych wszystkich chemicznych świństwach którymi szpikowane są dzieci. Żadna z tych osób nie zadała sobie trudu by przeczytać, jakiejkolwiek publikacji prof. Cieszyńskiej, ale z góry wiadomo, że metoda Krakowska to nic rewelacyjnego, nic nowego.
Proszę robić swoje, cieszę się, że w stytuacji gdy nie mogła Pani znaleźć zatrudnienia, znalazła Pani odwagę, by w parę miesiecy po dyplomie założyć własny gabinet i że odnosi Pani sukcesy terapeutyczne. To efekt z trudu, który Pani podjęła pracując nieodpłatnie podczas studiów.
pozdrawiam
Janek
Szanony Panie, tak też sądziłam dając się podkusić, by wypowiedzieć się na tym formum, że będę wciągnięta w niepotrzebną (przynajmniej mnie - ze zględu na czasochłonność) dyskusję.
No cóż, dziwny argument z tą czasochłonnością. Skoro Pani nie ma czasu prowadzić dyskusji, to po co zapisywaćsię na forum?!
Odpowiem krótko: nie ma Pan racji sądząc, że terapię metodą krakowską prowadzi się tak samo wobec każdego dziecka - założenia są te same, przebieg terapii ma naśladować rozówj dziecka w taki sposób jak to się dzieje u dzieci bez problemów rozwojowych ( a tu raczej wielkich różnic nie ma - bo oto jeszcze żadne prawidłowo rozwijające się dziecko nie nauczyło się chodzić przed siadaniem czy mówić zdaniami przed sylabą), ale każda osoba jest inna, więc przysłowiowego "przepisu na ciasto" nie ma.
Pani nie zrozumiała. Ja wiem jakie są etapy rozwoju mowy i co po sobie kolejno następuje. Ja tylko próbuje Pani powiedzieć, że wg dostępnej wiedzy PRZYCZYNA zaburzeń w rozwoju mowy w autyzmie i afazji NIE JEST TA SAMA.
Jeśli dla Pani nie implikuje to RÓŻNYCH konsekwencji, no to trudno. Dla mnie implikuje. Głowa może kogoś boleć z różnych przyczyn, jeśli natomiast potraktuje się to zawsze tak samo, to może skończyć się przykro, nie uważa Pani?
Nie ma Pan też racji mówiąc, że zaczyna się od obrazka i nadawania im znaczeń. Przeciwnie - zaczyna się od konkretu.
Proszę mnie nie łapać za słowa, użyłem skrótu.
I nie w Krakowie wymyślili kolejne etapy przechodzenia od konkretu do słowa:)
Wcale nie technika mowy jest najważniejsza, ale to czy dziecko wie, co mówi (stałabym w miejscu, gdyby technika była dla mnie najważniejsza - zresztą które dziecko w swoim rozwoju zaczyna od bezbłednej w mowy - co nie znaczy, że ten aspekt pomijany jest kompletnie).
Ależ ja się z tym zgadzam.
Ja też widziałam wiele filmów m. im taki, który pokazał chłopca poddanego późno terapii - nie nauczył on się mówić nigdy, za to dobrze radził sobie w innych aspektach.
Tzn. jakich? W aspekcie komunikacyjnym? Jak?
Proszę mi wybaczyć, ale nasz język jest (choćby pod względem fleksyjnym) jednak bardzo różny od angielskiego. Bodajże Frith pisze, że w ZA język jest niediagnostyczny. Czyżby... jak Pan pisze ma Pan wiele lat doświadczenia - to na pewno zauważył Pan, że rozwój mowy u osób z ZA jest raczej niespecyficzny, a przez to dużo można ze sposobu jego użycia powiedzieć.
Nie rozumiem powyższego. Ja nic nie pisałem o języku angielskim, ani o fleksji. Ani nie pisałem o specyfice języka.
Ja cały czas piszę o KOMUNIKACJI, a nie o języku polskim, czy angielskim.
Skoro Pani uważa, że komunikacja niewerbalna - np. PCS, piktogramy czy Makaton, czy choćby zdjęcia - jest do bani, to proszę mi odpowiedzieć na pytanie, w jaki sposób Pani trenuje dziecko autystyczne, które potrafi wyartykułować słowo "pić" do spontanicznego wypowiadania tego słowa w adekwatnych sytuacjach.
Bo to co różni osoby autystyczne od osób z opóźnieniem czy brakiem mowy to fakt, że w zdecydowanej większości nie wykorzystują one swoich zasobów w sposób funkcjonalny.
Dziecko może echolalizować, a więc - mówić - a jednak echolalia nie jest komunikacją, prawda?
Więc ponawiam prośbę - proszę opisać w jaki sposób Pani to u dziecka autystycznego wywołuje, tj. spontaniczne wykorzystanie słów?
Jeśli Pani zechce ja bardzo chętnie opiszę Pani w jaki sposób prowadzi się trening komunikacyjny z wykorzystaniem technik alternatywnych, który skutkuje - u tych dzieci, które nie mają przeszkód artykulacyjnych czy neurologicznych - pojawieniem się funkcjonalnej mowy werbalnej. Ale panie przodem - proszę się pierwej podzielić.
I jeszcze jedno - pisze Pani na końcu, że temat jest wyczerpany. Wg mnie nie jest i ponownie dziwię się PO CO zapisała się Pani na forum, skoro unika Pani rozmowy.
pozdrawiam
l_u
Dodam jeszcze, w sprawie tego angielskiego - że przecież kolejne etapy rozwoju mowy, a także sposoby komunikowania się z otoczeniem są tożsame wszystkim ludom świata. Bo mówimy tu, rozumiem, jednak o podstawach komunikacji, a nie o rozbudowanej socjolingwistyce.
pozdrawiam
l_u
Do Janka - przeczytałam prawie wszystko, co napisała prof. Cieszyńska, (w domu mam 4 książki, łącznie z ostatnią), byłam na jednym warsztacie i jednej konferencji, a moje dziecko wiele lat było w terapii u Eli Wianeckiej, którą bardzo szanuję, mimo, że nie uznaję metody MTG i "uścisku kontaktowego" - nie wiem, dlaczego je wprowadziła do swojej pracy, bo przez wiele lat osiągała sukcesy bez tego. Więc myślę, że znam metodę być może nawet lepiej niż Pan.
Więc nie dlatego teraz jako terapeuta pracuję ABĄ, że nie znam niczego innego. I myślę, że to nie jest właściwa forma dyskusji - inni mają inne zdanie, tzn, że są głupsi od nas.
Do Janka - przeczytałam prawie wszystko, co napisała prof. Cieszyńska, (w domu mam 4 książki, łącznie z ostatnią), byłam na jednym warsztacie i jednej konferencji, a moje dziecko wiele lat było w terapii u Eli Wianeckiej, którą bardzo szanuję, mimo, że nie uznaję metody MTG i "uścisku kontaktowego" - nie wiem, dlaczego je wprowadziła do swojej pracy, bo przez wiele lat osiągała sukcesy bez tego. Więc myślę, że znam metodę być może nawet lepiej niż Pan.
Więc nie dlatego teraz jako terapeuta pracuję ABĄ, że nie znam niczego innego. I myślę, że to nie jest właściwa forma dyskusji - inni mają inne zdanie, tzn, że są głupsi od nas.
Każdy ma prawo do sweg zdania, tego nigdy nie kwestionowałem, mój zarzut o nieczytaniu a krytykanctwie apriori,
był uzasadniony, gdyż odpowiedzi na potok pytań kierowanych do Pani Bet, można bez trudu znaleźć w ksiażce p. Profesor.
Przykro mi że terapia p. Wianeckiej nie przyniosła w przypadku pani dziecka spodziewanych rezultatów, nie znam powodów dla których zdecydowała sie Pani na terapię ABA. Dziwi mnie to, bo pisze Pani że szanuje ją Pani i że terapia była wieloletnia, więc jest tu jakaś niespójność.
Założył Pan, że skoro cenię terapię ABA, to musiałam być zawiedziona terapią wg metody krakowskiej. Nie mam specjalnych zastrzeżeń do metody krakowskiej i myślę, że moje dziecko osiągnęło dużo zważywszy na truności, które miało (poza MTG i "uściskiem kontaktowym", bo na to nie zgadzam sie ze względów etycznych, a nie metodycznych), nie podoba mi się jedynie, że terapeci wypowiadają się z taką zacieklością na temat "behawioralki", jak Pan to ładnie okreslił, chociaż z opisu w ostatniej książce p.Profesor wynika, że naprawdę niewiele wiedzą na jej temat.
A tymczasem pani BET opisuje, jak to podaje coś ręką dziecka, póki dziecko samo nie potrafi tego zrobić - dokładnie podpowiedź fizyczna, opisana w terapii behawioralnej. Bardzo wiele procedur wykorzystywanych w edukacji swoje korzenie ma w terapii behawioralnej, nie ma co się oburzać.
I pewnie jest tak, że wielu terapeutów źle wykonuje swój zawód - dotyczy to z pewnością i terapeutów behawioralnych i terapeutów metody krakowskiej (bo jeśli jakaś pani z opisu którejś z mam podszczypuje dziecko, by pracowało, to chyba nie jest to wina metody,tylko problem tej konkretnej pani, a jeśli terapeuci ABA mowią kalkami z języka angielskiego to też nie jest winą metody, tylko tych konkretnych terapeutów (to znowu cytat z ostatniej książki). Ale argument, że dziecko zrezygnowało z terapii u p. Profesor, poszło na terapie ABA i przez rok nic nie osiągnęło i nic już nie osiągnie - po prostu zostało zmarnowane, moim zdaniem jest nieuczciwy. Nie ma żadnej gwarancji, że dziecko osiągnęłoby nie wiadomo jak wiele decydując się jednak na metodę krakowską - są dzieci, które prowadzone metodą krakowską jednak nie zaczęły mówić i ich funkcjonowanie nie uległo radykalnej poprawie. Sama znam kilkoro takich dzieci. I wcale nie uważam, że to koniecznie wina złej terapii - po prostu ich możliwości były mniejsze, problemy wynikające z autyzmu większe... Albo MTG tym konkretnym dzieciom przyniosło więcej szkody niż pożytku.
Ale argument, że dziecko zrezygnowało z terapii u p. Profesor, poszło na terapie ABA i przez rok nic nie osiągnęło i nic już nie osiągnie - po prostu zostało zmarnowane, moim zdaniem jest nieuczciwy. Nie ma żadnej gwarancji, że dziecko osiągnęłoby nie wiadomo jak wiele decydując się jednak na metodę krakowską - są dzieci, które prowadzone metodą krakowską jednak nie zaczęły mówić i ich funkcjonowanie nie uległo radykalnej poprawie. Sama znam kilkoro takich dzieci. I wcale nie uważam, że to koniecznie wina złej terapii - po prostu ich możliwości były mniejsze, problemy wynikające z autyzmu większe... Albo MTG tym konkretnym dzieciom przyniosło więcej szkody niż pożytku.
Oczywiście że takiej gwarancji nikt nie ośmieli sie udzielić. Ale miało ogromną szansę na opanowanie języka, gdyby mogło uczęszczać na terapię MK (wybór metody przez rodziców nastąpił nie ze wzgl.merytorycznych lecz logistycznych).
Mój argument nie jest nieuczciwy, jego szansa na normalny język została zmarnowana, gdyż po upływie roku miał już o wiele mniejsze możliwości, przeprowadzone testy wykazały to dokładnie, (pominę tu wpływ ABY ,by nie ranić pani uczuć zwolenniczki tej metody)
Czas jest tak istotnym czynnikiem , plastyczność mózgu pozwala osiągać niebywałe postępy dzięki terapii neurobiologicznej, ale tylko do 3 może 4 lat.
Dlatego przerażają mnie arbitralne decyzje terapeutów tak propagujących na tym forum piktogramy jako formę komunikacji. Sami nabywali swą wiedzę na studiach dzięki językowi, dlaczego skazują małe dzieci które mają jeszcze szanse na normalny język na niepełnosprawność. To tylko ignorancja wiedzy i własne lenistwo.
Również rodzice wydający krocie na leki, gdy stwierdzą po paru latach, że nie wywołały one wyczekiwanej,
mowy, będa sobie musieli zadać pytanie, czy zrobili wszystko dla swego dziecka.
Janek
I znowu - nikt nie proponuje piktogramów ZAMIAST mowy dziecku w wieku 3,4 lata. Piktogramy mogą wspomagać, bo pokazują dziecku po co ma mówić - jaką korzyść może osiagnąć, gdy ludzie obok niego będą rozumieli o co mu chodzi. Jest wiele badań wskazujących, że to tylko pomaga i dziecko zaczyna mówić i piktogramy można wycofać. Błąd polega na tym, że jeśli uprzemy się na mowę przez kolejne kilka lat, dziecko nie będzie miało żadnej innej możliwości komunikacji, a mowa jednak się nie pojawi - dziecko tylko na tym straci, nie mówiąc już o trudnych zachowaniach,które prawie zawsze występują u dzieci, gdy nie umieją się porozumieć. Statystyki mówią, że 30% dzieciaków nie zacznie mówić - jeśli uzna Pan, że to dlatego, że nie były właściwie prowadzone, to myślę, że jest Pan zbyt wielkim optymistą. Ja na szczęście jak dotąd nie trafiłam na dzieci z tych 30%, ale to nie znaczy że ich nie ma.
Jeśli nauczy Pan dziecko dobrze pisać i czytać, to przecież dziecko może potem przejść na tę formę komunikacji - nikt się nie upiera, że jakiś system jest najlepszy - dobieramy go do dziecka, a nie odwrotnie.
Poza tym jestem otwarta na krytykę, więc żadne krytyczne uwagi mnie nie ranią, bo nie jestem emocjonalnie przywiązana do żadnej metody. To nie jest religia, to jest narzędzie w mojej pracy, do ktorego należy podchodzic krytycznie, bo metody też się zmieniają, należy je zmieniać i udoskonalać. ABA teraz tez nie jest dokładnie taka sama jak 30 lat temu, bo wiemy więcej i o autyzmie i o mózgu i ciągle dowiadujemy się czegoś nowego. Chętnie mogę polemizować z uwagami krytycznymi, ale nie na poziomie "jakaś pani gdzieś prowadziła terapię jakoś i to dowód na to, że metoda jest zła", bo ciężko mi polemizować z tym, że ktoś być może źle pracuje. W końcu Bet stwierdziła, że są ludzie mówiący, że pracują metodą krakowską, ale tak naprawdę nie mają o niej pojęcia.
Chciałabym tylko, żebyśmy jako terapeuci byli otwarci, bo nie nauczymy się niczego nowego, jeśli uznamy, że już wszystko wiemy.
Dlatego przerażają mnie arbitralne decyzje terapeutów tak propagujących na tym forum piktogramy jako formę komunikacji. Sami nabywali swą wiedzę na studiach dzięki językowi, dlaczego skazują małe dzieci które mają jeszcze szanse na normalny język na niepełnosprawność. To tylko ignorancja wiedzy i własne lenistwo.
Już pisałem Panu, że się Pan nie zna. Niestety, Pan dalej brnie. Parafrazując krakowskiego profesora aktorstwa powiem krótko: "Pan tu robi za idiotę, nie my". Porównywanie dziecka z autyzmem do absolwenta studiów wyższych to już nawet nie jest straszne, to jest kuriozalne.
Ignorancją wiedzy jest wypisywanie idiotyzmów. CAŁY, CAŁY cywilizowany świat terapeutyczny - począwszy od behawiorystów, poprzez TEACCHowców, na terapeutach stymulacyjno-rozwojowych kończąc, od Polski, poprzez Skandynawię i Albion, aż po Stany Zjednoczone - CAŁY świat w terapii osób autystycznych używa komunikacji alternatywnej. Ale Kraków to nie świat. Co tam świat! Świat to za mało! Cały świat skazuje dzieci autystyczne na niepełnosprawność, bo używa AAC! Tylko MĘDRCY z Krakowa mogą zbawić świat. Alleluja!
Janek, jak jedna osoba Ci mówi, że masz ogon to zignoruj. Ja mówią Ci to trzy osoby to weź się chociaż obejrzyj, chłopie.
I znowu - nikt nie proponuje piktogramów ZAMIAST mowy dziecku w wieku 3,4 lata.
Ale oni tego nie rozumieją. Ja już im to tłumaczyłem, ale oni nie przychodzą tu dyskutować, tylko robić sobie reklamę.
Nie rozumieją, że techniki niewerbalne mają WSPOMAGAĆ rozwój mowy werbalnej u osób autystycznych, a nie go zastępować. Nie doszliśmy nawet do etapu, w którym móglbym im np. opisać jak wykorzystuje się piktogramy, czy inne obrazki w pracy nad rozwijaniem kompetencji narracyjnych czy dialogowych u dzieci i nastolatków MÓWIĄCYCH z autyzmem czy zespołem Aspergera. Tak, mówiących. Bo techniki niewerbalne WSPOMAGAJĄ rozumienie koumunikacji u osób, które myślą w przeważającej mierze niewerbalnie.
Tylko najpierw trzeba mieć jakiekolwiek pojęcie o autyzmie, żeby to rozumieć. Ci z terapeutów krakowskich, którzy wypowiadali się na tym forum - są w kwestii autyzmu niedouczeni. I to jest groza.
pozdrawiam
l_u
Od momentu, w którym zapoznałam się z metodą symult.-sekwencyjną prof. Cieszyńskiej, od pierwszych zajęć, na których zaczęłam ją wprowadzać - wysyłam w myślach słowa do Autorki/Autorów metody "DZIĘKI CI ZA TĘ METODĘ!".
Nie wiem, czy na forum są logopedzi, ale dla mnie naprawdę wiele spraw się 'poukładało' w głowie, to, do czego pchała mnie intuicja i skromne doświadczenie (np. czytanie sylabami), stało się oczywiste. Dziękuję.
Stosuję metodę u dzieci z autyzmem, z porażeniem mózgowym, z niedosłuchem (tutaj przeplatam z audytywno-werbalną), z upośledzeniem umysłowym, z ORM. Zapoznajcie się, przyjdźcie na konferencję.
Że sobie pozwolę - Kopernika też na początku odrzucono 
lotny umysł...dobrze że tu jesteś...miałam niestety nieprzyjemną możliwość słuchania wypowiedzi dr Pani Orłowskiej- Popek, która mnie tylko utwierdziła w tym,że jest to hermetyczne środowisko, z patentem na rozwój mowy. Negowała wszystkie terapie używając przy tym nieprzychylnych słów. Podważała autorytety z dziedziny logopedii,pedagogiki, psychologii klinicznej. Marta Bogdanowicz-profesor zw.dr hab psycholog kliniczny dziecięcy to osoba, której metody nie poparte są neurobiologią(!)dr Tomasz Smereka i dr Małgorzata Młynarska to wrogowie nr 1. Reszta to też banda imbecyli w jej mniemaniu. No Grabias jest ok(hehe)
Ja wiem jakie są etapy rozwoju mowy i co po sobie kolejno następuje. Ja tylko próbuje Pani powiedzieć, że wg dostępnej wiedzy PRZYCZYNA zaburzeń w rozwoju mowy w autyzmie i afazji NIE JEST TA SAMA.
nie jesteś sam- ja też to wiem...:)Dla mnie o fanatyzm ociera się ta metoda, bo jak słusznie piszesz ...czy przez wieki dziećmi z autyzmem zajmowali się nieodpowiedzialni terapeuci???wszystkie metody zostały przez nią zanegowane: alternatywne metody komunikacji, dogoterapia, hipoterapia, Metoda Dobrego Startu, Knill, Teoria umysłu,Doman, od obrazka do słowa,Knill i wiele wiele innych...a najgorszy wróg TOMATIS i muzykoterapia...padło z jej ust jeszcze jedno straszne stwierdzenie- dziecko które nie nabyło kompetencji komunikacyjnych nie powinno iść do przedszkola, najpierw powinno być poddane programowaniu mowy..(o zgrozo!)Czytałam książki pani Cieszyńskiej i Wianeckiej, mam również w posiadaniu kilka pomocy dydaktycznych i wykorzystuję je podczas pracy. Miałam okazję słuchać również wykładu pani Cieszyńskiej, z częścią rzeczy się zgadzam, wiele rozwiązań jest ciekawych, ale nie można popadać w taką skrajność, iż się uważa że ta metoda jest jedyną słuszną, a reszta psychologów, logopedów, pedagogów to banda debili...nie rozumiem też tłumaczenia terapii behawioralnej tym,że bazuje na biedronkach i cukierkach- to jest dopiero uproszczenie...Terapeutki szkoły krakowskiej nie podążają za dzieckiem, gdy wejdzie pod stół, buntuje się to stosują "ucisk terapeutyczny"(konsekwencja na złe zachowanie), sadzają przy stoliku i kontynuują ćwiczenia według swoich założeń, za prawidłowe wykonanie ćwiczenia wzmacniają werbalnie :brawo,świetnie zrobiłeś?Czym to się różni od behawioru??Za złe zachowanie jest konsekwencja, za dobre wzmocnienie werbalne. Dla mnie autorytetem natomiast nie jest osoba, która z wykształcenia jest językoznawcą i logopedą i w swojej karierze pracuje głównie z osobami niesłyszącymi, lub wysokofunkcjonującymi autystami, oraz dziećmi z ZA w normie intelektualnej. Wiedzę o terapii w komunikacji najpierw trzeba dobrze osadzić w wiedzy o autyzmie...a tu mi tego zabrakło i magiczne słowo neurobiologia w ustach językoznawcy brzmi jak czary- mary- hokus- pokus, bo neurobiologiem de facto nie jest
Przepraszam, że się wtrącę ale nie... wytrzymałem
Jestem rodzicem i nie znam tych wszystkich autorytetów których tu wymieniacie, nie znam się ani na neurologi ani na innych aspektach związanych z mową. Po prostu, po ludzku, poszukiwałem pomocy u specjalistów. Poczynając od NFZu, poprzez prywatne wizyty, OWI a każdy starał mi się pomóc. Tak mi się wtedy wydawało! Dziesiątki wyjazdów, godziny spędzone w poczekalniach, kupa wyrzeczeń a efektów brak.
Wreszcie przez przypadek trafiłem na osobę która po diagnozie i wysłuchaniu naszej histori, powiedziała mi mniej więcej tak: "Stracił Pan ponad dwa lata..." i dalej był cały szereg logicznych argumentów i punktowanie popełnionych błędów. Pomyślałem "nawiedzona"!
Dzisiaj tak nie myślę, dzisiaj jestem przekonany że wszystkie te osoby które przed nią starały mi się pomóc, niestety ale tylko się starały. Powiedziałbym, że wykonywały swoją pracę bez przekonania, zaangażowania, entuzjazmu i nie chciałbym użyć stwierdzenia "braku wiedzy" choć ciśnie mi się to samo na usta. Teraz też wiem, że ten czas był bezpowrotnie stracony na obiecywanki.
Dzisiaj jestem bardzo wdzięczny tej Pani za to co dla nas zrobiła. Gdyby nie ona, dalej tkwili byśmy w bezradności.
Na koniec dodam, że pracuje ona właśnie metodą krakowską.
Z tego punktu widzenia, dla mnie te ataki na tę metodę są... żałosne
Jeżeli Pana dziecku ta metoda pomogła i wyłącznie dzięki niej zaczęło sprawnie się komunikować werbalnie,to niewątpliwie jest sukces i z Pana punktu widzenia dyskusji nie ma. Z mojego punktu widzenia dyskusja jest, bo skoro terapeuci szkoły krakowskiej wylewają pomyje w swych osądach na wszystkich innych specjalistów, to ci powinni się bronić. Pisze Pan,że widzi Pan efekty pracy...do mnie natomiast trafiło kilkoro dzieci po "manualnym torowaniu głosek", które podczas zajęć wymiotowały(takie to normalne?panie ze szkoły krakowskiej zapewniają,że tak, taki odruch), u których następił regres w funkcjonowaniu, moczenie nocne, nasiliły się zachowania autoagresywne i agresywne- wszystko jest tłumaczone przez panie ze szkoły krakowskiej "fazą buntu". Rodzice jednak intuicyjnie wiedzieli,że aż tak drastyczna "faza buntu "być nie może, skoro dziecko nie chce już z rodzicem podejmować żadnych czynnośći, jest agresywne, przestraszone. Proszę mi uwierzyć,że nie łatwo jest na nowo w dziecku odbudować zaufanie do rodziców i do ludzi. Różne są dzieci, różnie reagują- patrzmy na nie podmiotowo.
Ja jestem mama dziecka ktore terapeutyzowane jest metoda Krakowska. I efekty sa swietne!!!!
i nie mi nikt nie wmawia ze to ze dziecko wymiotuje lub sie moczy na zajeciach jest pretekstem do zaprzestania zajec. Czy to dziecko wie co dla niego dobre? NIE! ono swietnie manipuluje wszystkimi dookola. Wie ze jak zwymiotuje to przedstawienie gotowe! Manualne Torowanie glosek nie powoduje odruchow wymiotnych!
Moje dziecko tez wrzeszczalo jak opentane przez 3 pierwsze zajecia. Ale przestalo a wrecz zajecia polubialo i cwiczy z usmiechem na twarzy. Jak nie usidlimy takiego 2-3 letniego dziecka i nie nauczymy ze na cwiczeniach sie siedzi i nic nie pomoze bo trzeba siedziec to potem jak bedzie mial kilka lat nic juz nie zrobimy!
Przez pierwsze 4 miesiace plątaliśy sie po innych Krakowskich osrodkach. I to co tam widzialam mnie zalamywalo....
Widzialam dzieci ktore chodza na zajecia terapia Opcji w Centrum Maltanskim i nie dosc ze nie umieja powiedziec ani jednego slowa to caly czas uciekaja, wyrywaja sie z miejsca. Nikt ich nie nauczyl ze jak trzeba to sie czeka, ze na zajeciach sie siedzi itp. Bo skoro wymiotowaly i krzyczaly to nie warto bo jeszcze sie na psychice dziecka odbije...
A jeszcze dodam cos
Terapie zaczęliśmy jak syn mial nie cale 2.5r, NIE UMIAŁ POWIEDZIEĆ NIC! ani jednego słowa, nie umiał zrobic papa, nie pokazywał palcem, o wszystko tylko wrzeszczał i ciągnął nas by pokazać nasza ręka
Moje dziecko po 6 tygodniach terapii Metoda Krakowska zaczęło powtarzać samogłoski, po kilku następnych słowa. Dzis jesteśmy po 2miesiacach i dziecko uzywa ok 15 slow (np. mama, tata, daj, auto, balon, lala, mis, pila itp) co najważniejsze używa ich do komunikacji!!!! do tego powtarza większość slow, tylko ze ich początki lub końcówki
Robi papa, cześć, rozkłada rece ze czegos nie ma, pokazuje palcem jak cos chce, jak cos ma fajnego to przynosi to do mnie zeby pokazac i sie pochwalic:)
I zanim zaczniecie cos krytykować to poczytajcie troche bo naprade warto:)
wiem ze trudno przekonać kogos o tak porostu bo jest tyle zlotych metod i srodkow ale nie krytykujcie jak nie widzieliście ani jednych zajec.
A to ze rodzica nie podobało sie ze dzieci plączą i sie buntują to jest to normalna sprawa.
Caly czas czytam blogi o dzieciach prowadzonych metoda behawioralna, metoda opcji bądź jakimś innym sposobem i cóż rewelacji nie ma. Jak czytam o wielkim sukcesie Filpka/Tympka/Kacperka ito ktory w wieku 4 lat mówi 1sze słowa to sie za głowę chwytam i współczuje....
Dziecko ma najwieksza szanse gdy rozpoczyna terapie w wieku 2 lat a nie 4!!!!
Nie czytałam do końca wszystkich wypowiedzi ale rzuciło mi sie w oczy ze ktos chce uczyc dziecko piktogramów żeby sie z nim porozumiewać! no commets...ja będąc matka chce zeby moje dziecko mówiło a nie pokazywało obrazki...
Ja jestem bardzo szczęśliwa ze jesteśmy prowadzeni metoda krakowska:))))
po kilku zajęciach na których się bardzo buntował moje dziecko zmieniło sie nie do poznania. Ono wie ze rodzice i terapeuta rządzi i trzeba stosować sie do ich reguł. Zaczął rozumieć świat, nie płacze w nowych miejscach i codziennie dochodzi mu nowe slowko badz umiejętność. I oczywiście nie jest to tylko dzięki tym kilku godziną u terapeuty (mamy wpaniala terapeutkę) ale naszej ciężkiej pracy. Codziennie ćwiczymy min. 2 godziny Metoda Krakowską w domu do tego ostro wzięliśmy sie za tzw naukę zycia. Koniec z wybiorczością jedzenia, jak mama gotuje to wszyscy jedzą. I tez byly plącze, wymioty i histeria. Ale po wprowadzeniu każdego nowego posilku w końcu mu przechodzi i dzis ładnie je zupy, kanapki. Jak sie zlituje nad nim teraz to w wieku 7 lat będzie jadł frytki z KFC i parówki (tak jak nie jedno dziecko z autyzmem). i wiele wiele innych rzeczy nad którymi pracujemy caly czas i na ktore sa niezbędne zeby dziecko funkcjonowało normalnie. Kilku letniego dziecka juz nikt nie utrzyma, nikt nie poprowadzi mu reki żeby zrobiło nowe zadanie nawet jak sie buntuje, nikt go nie przekona żeby zjadł kotleta...wszystkie zachowania będą tak głęboko utrwalone ze mozna tylko siąść i płakać...
Jak ktos ma jakies uwagi to chetnie poprosze o mądre slowa krytyki:)
pozdrawiam i kazdej mamie dziecka z autyzmem zycze takich sukcesow jak my:)
Dziecko ma najwieksza szanse gdy rozpoczyna terapie w wieku 2 lat a nie 4!!!!
Jeśli dziecko otrzymało diagnozę w wieku czterech lub pięciu lat, trudno jest rozpocząć pracę z nim w drugim roku życia. Takie stwierdzenia nikomu nie pomagają. Jeśli chodzi o postępy dzieci, nie można ich porównywać, każde dziecko uczy się w swoim tempie, każde ma inne problemy, każde ma inne możliwości (mam tu na myśli stopień upośledzenia). Umniejszanie sukcesów innych dzieci, osiągniętych mozolną i ciężką pracą, ogromnym wysiłkiem dzieci i rodziców, też nikomu nie pomaga. Mnie osobiście zrobiło się przykro po przeczytaniu Twojego postu.
Super, że tak szybko otrzymaliście diagnozę i że znalazłaś metodę, która dobrze wpływa na rozwój Twojego dziecka. Nie mniej stwierdzenia typu to sie za głowę chwytam i współczuje.... są zwyczajnie nie w porządku wobec innych rodziców.
Czy Twoim zdaniem czterolatków nie warto już poddawać terapii?? Jest dla nich za późno????? Więc co z nimi??? Stracili swoją szansę..... Usiąść i płakać, to jest rozwiązanie...
Nie chcialam nikogo urazic, chodzi tu o sytuacje jaka panuje w naszym kraju.
Sama napewno wiesz ze jest nad czym plakac i wspolczoc. Kazdy z nas (rodzicow) musi walczyc sam o swoje bo nie ma takich instytucjo aby cos same od siebie pomogly. Lekarze nie maja zadnej wiedzy i dzieci czekaja dlugo na 1sza diagnze.
Mi nikt jeszcze nie pomogl, mimo ze tyle lat place ciezkie piniadze na NFZ, a sama naszczescie nie choruje to i tak z moich pieniedzy nie moge leczyc dziecka bo autyzm to bardzo specyficzna choroba leczona w specyficzny sposob.
Cos tam niby jest, jakies osrodki sa ale co to jest w porownaniu to potrzeb dziecka z autyzmeme?
ja czuje sie bezradna wobec tego wszystkiego
pozdrawiam i zycze wszystkim duzo sil i wytwalosci
a co do metody to polecam z czystym sercem. Wiem ze ma glupia nazwe, nikt jej nie zna, opracowala ją jakas zwykla kobieta Z POLSKI, funkcjonuje glownie na poludniu Polski, dzieci sa w nij wrecz zmuszane na sile (na poczatku) to wspolpracy i wiele innych dziwnych rzeczy...
tez napewo bym podeszla z duzym dystansem jakby mi ktos tak na forum napisal...dlatego rozumiem wszystkich ktorzy nie moga sie przekonac.
Najlepiej umowic sie na wizyty to prof Cieszynskiej
my akurat bylismy u doktor Marty Korendo (ktora sama wydala wiele pozycji i pomocy do tej metody)
i co jest jeszcze istotne w tej metodzie ze nie kosztuje ona foruny!
mozna miec chociaz godzine z terapeuta a reszta wszystko w domu
My mielismy do tej pory 2 tyg i sami wszystko robilismy, krok po kroku z ksiazki i innych pomocy ktore mozna kupic samemu za niewielkie pieniadze.
Witam,
to miło, spodziewałam się raczej ataku, a tu proszę, takie zaskoczenie
.
Pewnie, że jest trudno. Publiczne placówki, zarówno oświatowe, jak i służby zdrowia, pozostawiają wiele, bardzo wiele do życzenia ;są zupełnie nieostosowane do potrzeb naszych dzieci. Wszyscy to wiemy i wszyscy się z tym borykamy, dlatego wyobrażałam sobie, że na forum spotkam osoby, które świetnie rozumieją problem i przez pryzmat własnych doświadczeń będą życzliwie nastawione do innych. Zaskoczeniem dla mnie jest to, że w postach przewija się sporo wrogości i krytyki - piszę o ogólnej sytuacji na forum.
Z dystansem jestem nastawiona do wszystkich metod, o których istnieniu wiem od niedawna. Sama wiesz, że metod tych jest całe mnóstwo. Aby dostosować coś do potrzeb własnego dziecka, metody te, moim zdaniem, trzeba poznać. Potem można zdecydować. Nie znam metody krakowskiej. Nazwa nie jest głupia, jest normalna i od razu wiadomo skąd pochodzi
. To, że stworzyła ją Polka, też nie skazuje tej metody na niepowodzenie, bo niby dlaczego? Fajnie, że tylu dzieciom pomaga. Ja jednak najpierw sobie poczytam, dowiem się tyle ile się da i może... z niej skorzystam, a może nie... w całości, lub w części.
Pomysł sam w sobie może być dobry. Zaczynamy od mowy, jednocześnie prowadząc działania w innych obszarach, może i tak... Sprawdzę to na pewno. Na dniach książka powinna do mnie dotrzeć
.
Również powodzenia życzę
.
Aha, i nie mam w zwyczaju krytykować coś, czego nie znam. Jeśli metoda krakowska pomaga Kubie, tzn. że dla Kuby jest dobra.
Nie ma się co dziwić, jak rodzic widzi efekt po miesiącu , bo dziecko nazywa i mówi, to trudno żeby metoda nie była aż tak popularna. Mam kilku pacjentów prowadzonych tą metodą, rzeczywiście zaczeli nazywać i mówić (mówienie to jeszcze nie mowa). Rodzice są zadowoleni, bo myślą że jak dziecko zaczęło mówić to będzie już tylko lepiej, trudno jest im wytłumaczyć jak ważny jest kontakt, nawiazanie relacji, bo bez tego nie ma komunikacji. Odnośnie metod alternatywnych, to ja osobiście wole tarzać się po podłodze z piktogramami, niż stosować terapeutyczny ucisk albo uderzać po rece niedominujacej . Nie oszukujmy się odsetek dzieci które będą wysoko funkcjinowały jest niewielki, przy dodatkowym założeniu że tylko ok. 30% naszych dzieciaków ma intelekt w normie. Mama z Krakowa pisałą o Opcji, ja na jej miejscu poczytałabym trochę, bo jest w dużym błędzie. Opcja przynosi efekt ale tylko wtedy gdy jest jedyną metodą i tylko wtedy gdy kontynuuje się prace w domu. Przykro mi kiedy czytam jej post, o tym że jej dziecko je to co ugotuje, nawet jak wrzeszczy, polecam "Dziwne niepojęte autystyczne dziecko" Delacato, tam są opisane sensoryzmy dzieciaków i to jaki ból moze im sprawiać jedzenie tego co mama ugotuje.
na zakończenie, pracuje z dziećmi atytystycznymi nie od dziś, do każdego dziecka podchodzę indywidualne, łącze rózne metody, najważniejsze żeby dziecko było szczęśliwe, czy to nazywając i powtarzając ( w met. Krakowskiej) czy komunikaując się swoją książką z piktogramami
To dziekuje Bogu ze nie pracuje z takim czlowiekiem ja TY.
Nie wiem jak inni rodzice ale ja zdaje sobie sprawe ze slowa to nie komunikacja. Ze to tylko kropla w morzu potrzeb mojego dziecka.
Skad wiesz kiedy dziecko z autyzmem ktore nie umie komunikowac swoich potrzeb jest szczesliwe???
Ono bedzie szczesliwe jak nauczy sie zyc jak normalny czlowiek a zeby to osiagnac trzeba sie poswiecic i nie da sie tego zrobic z usmiechem na twarzy. Autyzm to choroba i leczenie jej jest ciezkie.
SKAD MASZ TE DANE ZE 30% DZIECI MA INTELEKT W NORMIE?? ile lat maja ksiazki w ktorych to czytales? 20-30?
A ty czytales cos o opcji? ile dzieci procz Kaufmana funkcjonuje dobrze dzieki tej metodzie??
Kazda metode nalezy kontynulowac w domu.
Szkoda ze w Polsce jest tyle takich ludzi ktorzy zatrzymali sie w miejscu i ciezko im zrozumiec ze autyzm teraz to calkiem inna choroba niz ten z przed 20 a nawet 10 lat.
Musze dodac ze w Polsce swiadomosc na temat autyzmu jest bardzo niska. Lekarze i terapeuci uwarzaja ze niestety mozg dziecka jest uszkodzony i nic sie nie da zrobic. Wedlug najnowszych badan w USA tylko niewielki odsetek dzieci z autyzmem to choroba wrodzona. Reszta spowodowana jest przez czynniki zewnetrzne, glownie rtec z ktora da sie walczyc. Tylko trzeba wiedziec jak. Poczytaj troche, glownie na zagranicznych stronach. Po Polsku tez juz coraz wiecej mozna znalesc.
Dziecko które porozumiewa się za pomocą książki komunikacyjnej też się komunikuje, czego Pani chyba nie rozumie.Może Pani wtedy powiedzieć czy jest szczęśliwe czy nie, co chce zjeść, gdzie chce iść. Pani dziecko jest w tym momencie, jak maly robocik ktory powtarza i nazywa, to sie moze zmienic ale kiedy wprowadzimy formy niedyrektywne. met krakowska jest dobra ale to tylko baza, dobra ale nie doskonala.
Autyzm to jest choroba i niestety często sprzężona z niepełnosprawnością czy Pani się to podoba, czy nie. Pracuje z dziećmi z autyzmem i widze jakie są ich możliwości poznawcze (mierzone dostępnymi testami).Dane które czerpie z książek tak starych ze mają aż 10 lat, według mnie i innych specjalistów się potwierdzaja. Nie zmieni tego podejście rodziców, nawet jeśli bardzo by chcieli. Oczywiście z mojej strony uważam, że można poprawić poziom funcjonowania poznawczego dzięki intensywnej stymulacji ale niektórych brakó się nie przeskoczy.
To, że obecnie diagnozuje się autyzm u dzieci, u których 20, a nawet 10 lat temu stwierdzonoby zupełnie inne zaburzenie nie znaczy że autyzm to inna choroba, podejście się zmienia owszem, dzisiaj w USA nie ma rozgraniczeń pomiędzy ZA autyzmem czy łamliwym X wszystko to dysfunkcje rozwojowe i włacza się je w Całościowe Zaburzenia Rozwojowe.
Nie wiem skad przyszły Pani na myśl ze stetryczali specjalisci uwazaja ze glowna przyczyna Autyzmu sa uszkodzenia mózgu , w większości badań obiektywnych mózgu (tomografia, rezonans) lekarze nie odnajdują niepokojących zmian w mózgu dziecka, chociaż oczywiście są też przypadki gdzie EEG jest nieprawidłowe lub któraś struktura jest uszkodzona.
te najnowsze badania o których Pani pisze mają już jakieś 10 lat, nie u wszytskich dzieci poziom rtęci przekracza normę, tak samo jak nie wszystkie dzieci maja kandydoze
Odnośnie Rona Kaufmana, owszem on funkcjonuje świetnie ale nie tylko on, dzieci które są pod opieką opcji czy to w Polsce czy w USA mają dobre wyniki, ale jak już wcześniej pisałam kntynuacja musi być wszędzie. Nie może być sytuacji, często spotykanej w naszych warunkach, ze rodzice pracują opcją ale dostali logopedę na NFZ i raz w tygodniu woza tam swoje dziecko a Pani pracuje zupełnie inną metodą. Opcja musi być jedyną metodą i wtedy przyniesie skutek.
na zakonczenie, zycze pani swietnych efektow i troche wiekszego szacunku dla zdania innych, ktorzy takich rodzicow pelnych zapalu bo cos przynosi skutek mieli wielu, pozdrawiam
Oczywiście ze autyzm to choroba i wiąże się z niepełnosprawnością ale ponawiam pytanie skąd masz te dane ze tylko 30% nie jest upośledzonych umysłowo?
skąd Ty wiesz jak mówi moje dziecko? Moje dziecko nie ma jeszcze 3 lat a w ciągu 6 miesięcy nauczyło się powtarzać i mówić praktycznie każde słowo. Składa zdania z 2 i powoli 3 elementów. Komunikuje swoje potrzeby typu daj np. sok, mamo siadaj, Kuba nie idzie,Noga boli i wiele innych adekwatnych do sytuacji. Jak nie wierzysz to mogę Cie zaprosić i zobaczysz na własne oczy.
Czy faktycznie wszystkie te dzieci które spotkałeś po metodzie Krk mówiły jak roboty? Bo skąd masz taki stereotyp? Jeśli tak to musiały mieć kiepskich terapeutów. Dlatego tak często powtarzam że dobry terapeuta to podstawa.
Nie wiem jak inni ale ja wole aby moje dziecko komunikowało się słowami i postanowiłam zrobić wszystko aby nie musiał używać innych alternatywnych środków. I udało nam się!
Potwierdziłeś moja tezę że w Polsce jest bardzo dużo terapeutów, którzy po skończeniu studiów nie robią nic w kierunku douczenia się i opierają się na tym co nauczyli się np. 10 lat temu.
Wydaje mi się że nawet gdybym Ci podsunęła linki do najnowszych artykułów i książek na temat rtęci to byś je pewnie nie przeczytał skoro jak widać nie jesteś w temacie i nie masz na ten temat zielonego pojęcia.
przepraszam że dopiero teraz odpisuję. Dane o niepełnosprawności intelektualnej u dzieci z autyzmem znajdzie Pani w wielu opracowaniach min. E. Pisula " Małe dziecko z autyzmem" s.50 , rok wydania 2005
ciesze się że jest Pani oczytaną i świadomą mamą, proszę dalej pogłębiać swoją wiedzę, tylko radze wybierać pozycje oparte na rzetelnych badaniach, wiele już było teorii i poglądów, któe ostatecznie nie zostały potwierdzone
pozdrawiam i życze owocnej pracy, bez względu na metodę
Masz rację (wybacz że na Ty ale myślę ze na forach i w internecie nikt się nie obrazi) tak też w tej książce pisze. Jednak czytam teraz tą strone i wnioskuje że pani Ewa musiała gdzieś kiedyś takie badani przeprowadzić, bo skąd wie ze akurat 70-75% a nie 76-80%? W nawiasie umieszcza (zob. Pisula 2000) więc mogę sie domyślać że badania przeprowadziła wtedy. Całe 12 lat temu.
Polska to Polska i walka z autyzmem tutaj to niestety smutna rzeczywistość. Teraz jak jest internet to rodzice czytają i może jest łatwiej. Ale dawniej i niestety dzisiaj też, dzieci diagnozowane są za późno.
Ja uważam że kilkuletnie dziecko które zostało zdiagnozowane a terapia którą podjęło pozostawia wiele do życzenia nie ma szans na normalne funkcjonowanie i niestety upośledzenie umysłowe jest wpisane w jego rozwój.
Ja się nie dziwie p. Ewie P. która robiła badania ok 10 lat temu w Polsce że taki ogromny odsetek osób ma niepełnosprawność intelektualną.
Ale zastanów się jakby wyglądał wynik gdyby badaniu podano dzieci zdiagnozowane miedzy 2-3 rokiem żucia, poddane intensywnej odpowiedniej terapii. Do tego przebadane medycznie w celu wyeliminowania wszystkich czynników autyzmu (głównie rtęc, i zaburzenia jelitowe).
W Grait Plains Laboratory (USA) przebadano 200.000 dzieci z autyzmem i tylko w 12 przypadkach autyzm spowodowało zaburzenia genetyczne. Daje do myślenia prawda?
takie sa wyniki, nawet jeśli sprzed 10 lat , ostanio podobne wyniki ukazaly sie tez w jakimś nowszym opracowaniu ale nie pamiętam gdzie wiec przytaczam akurat te. ufam w to że w obecnej sytuacji gdy diagnozuje się dzieci wczesniej nawet przed 2 rokiem życia szanse na, osiągnięcie lepszych umiejętności poznawczych są większe, jednak pracuje z dziećmi z autyzmem, mam takie które były diagnozowane w wieku 5 lat i takie któe dostały diagnoze w wieku np 2 lat, intensywna praca może pomóc ale niektóych deficytów nie przeskoczymy. Smutne ale niestety prawdziwe
takie sa wyniki, nawet jeśli sprzed 10 lat , ostanio podobne wyniki ukazaly sie tez w jakimś nowszym opracowaniu ale nie pamiętam gdzie wiec przytaczam akurat te. ufam w to że w obecnej sytuacji gdy diagnozuje się dzieci wczesniej nawet przed 2 rokiem życia szanse na, osiągnięcie lepszych umiejętności poznawczych są większe, jednak pracuje z dziećmi z autyzmem, mam takie które były diagnozowane w wieku 5 lat i takie któe dostały diagnoze w wieku np 2 lat, intensywna praca może pomóc ale niektóych deficytów nie przeskoczymy. Smutne ale niestety prawdziwe
"Ty wiesz jak mówi moje dziecko? Moje dziecko nie ma jeszcze 3 lat a w ciągu 6 miesięcy nauczyło się powtarzać i mówić praktycznie każde słowo. Składa zdania z 2 i powoli 3 elementów. Komunikuje swoje potrzeby typu daj np. sok, mamo siadaj, Kuba nie idzie,Noga boli i wiele innych adekwatnych do sytuacji."
Nie widzę w tym niczego nadzwyczajnego, mam w swojej praktyce kilkoro takich dzieci, które trafiając na terapię miały poniżej 3 lat i nie wypowiadały słów. Dzisiaj komunikują się używając złożonych zdań, chodzą do integracyjnych szkół i świetnie sobie radzą, a oczywiście nie były prowadzone metodą krakowską. Nie świadczy to więc o skuteczności metody krakowskiej, a raczej o tym, że na efekt wpływa dobrze prowadzona terapia (niezależnie od metody) + potencjał dziecka. I niezalenie od stosowanych metod pozostaje grupa dzieci, która komunikacji werbalnej nie rozwinie, natomiast może porozumiewać sie za pomocą komunikacji alternatywnej i nie należy im tej możliwości odbierać. Co do procentów sprzed 10 lat, w praktyce jednak się potwierdzają.
Kolejną kwestią jest diagnoza autyzmu przed drugim rokiem życia. Oczywiście wychodzę z założenia,że dziecko jak najszybciej należy objąć terapią po zaobserwowaniu niepokojących objawów w rozwoju, ale uważam za nadużycie termin zagrożenie autyzmem, gdyż sugeujemy rodzicowi diagnozę, która stawiana w tym wieku często jest nietrafna (poparte wieloma przypadkami z praktyki - mylone z upośledzeniem umysłowym, alalią, zaburzeniami emocjonalnymi). Skutkiem tego jest niekiedy przekonanie rodziców (jak równie niektórych terapeutów) o wyleczeniu zaburzeń autystycznych. U dzieci po trzecim roku życia pomyłki diagnostyczne zdarzaja sie znacznie rzadziej, a jeżeli dziecko objęte jest wielomiesięczną terapią trudno o nieprawidłową diagnozę. Zaznaczam, że jestem za jak najwcześniejszym rozpoczęciem terapii, ale na bazie diagnozy zaburzeń rozwoju - możliwości uzyskania terapii właściwie takie same (st. niepełnosprawności - SUO, fundacje, stowarzyszenia, nfz).
Witam,
zalogowałam się na tym forum po raz pierwszy, choć czytam posty już od jakiegoś czasu.
Jestem studentką III roku logopedii na Uniwersytecie Pedagogicznym. Uczę się tzw. "metody krakowskiej", którą bardzo szanuję i stosuję na wolontariacie. Metoda przynosi widoczne efekty. Jednak nie o to mi tutaj chodzi.
Jak to mówi jeden z naszych wykładowców: logopeda musi pozostać sobą i prowadzić terapię tak jak czuje. Czasem intuicyjnie wprowadzam jakieś elementy, których się nie uczyłam na UP, do terapii dziecka i widzę, że coś dają. Np. zabawa z dzieckiem w "akuku"- z radością patrzę jak dziecko podążą wzrokiem za ukrytym przedmiotem i cieszy się, gdy nagle się on pojawia. Albo spontaniczne udawanie różnych odgłosów, zauważam że wtedy dziecko powtarza je bez zachęcania i jakby naturalnie.
Nie chcę się stać ślepym wyznawcą jednej metody, bo wiadomo, że czasem ona może nie przynieść skutków i warto wtedy spróbować innej. Dlatego też proszę, polećcie mi jakieś wartościowe publikacje, artykuły, strony online na temat innych skutecznych metod, które sama mogłabym zweryfikować, a może użyć?
Polecam Ci poczytanie o candidzie, zatruciu rtęcią i diecie w autyzmie. Są to bardzo istotne rzeczy. Bez medycznego leczenia dziecka ciężko coś osiągnąc. Brakuje takich teraputów którzy potrafiliby pokierowac rodziców na odpowiednie badania, ośrodki. Nie można im mówić że terapia jest najważniejsza, bo bez wyleczenia jelit i zatruciu organizmu metalami dziecko nigdy nie będzie funkcjonować dobrze.
Co do Metody Krakowskiej to jest w niej za mały nacisk na terapie społeczną. Wiem że najpierw trzeba dziecko nauczyć się komunikować żeby myśleć o funkcjonowaniu w grupie. Ale np moj syn umie już mówić a terapeuta nam tego nie zaproponowal i nie poradzil co zrobić żeby rozwinąć go społecznie. Sama musze coś wymyśleć:)
Dziękuję za rady 

Wspaniale! Bardzo dziękuję. Mam nadzieję, że tekst przyda się odwiedzającym stronę