Metoda Opcji
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
Jestem mamą 2 letniego Jasia, u którego w zeszłym miesiącu zdiagnozowano autyzm dzieciący. Jesteśmy na etapie wyboru ośrodka terapeutycznego. Jedna z placówek, nad którymi się zastanawiamy, bazuje m.in. na Metodzie Opcji. Bardzo prosiłabym Państwa o opinie dotyczące tej metody.
Tak mniej więcej nam to przedstawiano. Zastanawiam się po prostu, na ile takie podejście się sprawdza. Jakie są Państwa odczucia, doświadczenia?
Hmm... trudno mi powiedzieć, niektórzy rodzice bardzo sobie cenią takie niedyrektywne metody, czyli podążanie za tym, co robi dziecko, przebijanie się do jego świata. Na pewno na niektóre dzieci jest to bardzo pozytywne oddziaływanie. Jednak zgodnie z moją wiedzą najlepsze efekty przynosi metoda TEACCH i stosowana analiza zachowania, bazująca na terapii behawioralnej.
Terapia behawioralna ma zasadniczą zaletę - wg. różnych badań przynosi najlepsze efekty, jednak rodzice i niektórzy specjaliści skarżą się, że są to umiejętności "wyuczone" bezwiednie wykonywane, a nie nabyte, świadome i zrozumiane umiejętności. Kolejny problem jest taki, że w niektórych ośrodkach w Polsce obok tzw. wzmocnień pozytywnych (czyli nagroda dla dziecka za dobrze wykonane zadanie) stosowane są niekiedy wzocnienia negatywne (czyli kary, np. wąchanie octu
). Także wszystko chyba zależy od specjalisty na jakiego się trafi.
Powtórzę jeszcze, że najwięcej dobrego słyszałam o podejściu TEACCH. Informacje na ten temat może Pani znaleźć na stronie Fundacji Dom Rainmana (wystarczy kliknąć nazwę
). Pozdrawiam!
Bardzo dziękuję za odpowiedź! pozdrawiam!
Rzeczywiście Kaufmanowie strzegą jak mogą;)
http://blog.autismtreatmentcenter.org/
Metoda Opcji działa. My jesteśmy zadowoleni z efektów pracy. Nic dodać, nic ująć.
Pani Marto,
wczesna diagnoza pani synka sprawia, że ma on jeszcze szansę na normalny rozwój.
Na razie dysproporcje rozwojowe w stosunku do normy nie są duże i można je zniwelować, poprzez odpowiednią
terapię.
Podążanie za dzieckiem które ma problemy rozwojowe jest absurdem, to zostawienie go na pastwę świata z którego nic nie jest w stanie zrozumieć.
Behewioryści nauczą pani synka siedzieć spokojnie przy stoliku i podawać grzecznie wszystko co jest w zasięgu ręki,
bez zrozumienia o co w tym cyrku chodzi. Najprostrze słowa nabierają tam karykaturalnych wymiarów.
Po paru miesiacach takiego prania mózgu, nawet najlżej zaburzone dziecko nie bedzie już nigdy miało szansy na nabycie pełnego języka. Gwoli uściślenia: nie zawsze da się ten trudny cel w pełni osiągnąć stosując metodę Szkoły Krakowskiej, zwłaszcza przy późnej diagnozie, ale zawsze widać postępy w terapii dzieci bez obciążenia behawioralnego. Natomiast te które przeszły wcześnie Abę lub jej podobne, nie są w stanie podjąć, żadnych zadań terapeutycznych wychodzacych poza wyuczone automatyzmy.
Jeżeli, zechce Pani sama pomóc swemu dziecku polecam Pani, książkę "Wczesna interwencja terapeutyczna"
Terapia behawioralna (podobnie jak metoda krakowska) nie nauczy spontanicznego mówienia. Może natomiast nauczyć np. samobsługi (w czym jest jedną z najskuteczniejszych terapii). A jeśli weźmiemy 5 latka, który ciągle nosi pieluszkę, to można sobie wyobrazić, jaką ulgę poczują rodzice, jeśli się nauczy dziecko kontroli siusianiem. I nikt nie postuluje, żeby dziecko chodziło tylko na ABA, a nie uczęszczało do logopedy.
I wszyscy Ci, którzy krytykują piktogramy, chyba nigdy nie widzieli poprawy funkcjonowania dziecka, które nie potrafi się komunikować, a my pokażemy mu alternatywną formę komunikacji.
Oj Extensa mylisz się i to bardzo co do metody krakowskiej. Nauczy spontanicznego mówienia i to jeszcze jak.
Ostatnio czułam się jak na reklamie jak mój syn zawołał na placu zabaw w parku. MAMO KUPA!!!! a do domu daleko.
Powoli mu wytłumaczyłam, że musi wytrzymać, aż dojdziemy do domu. Wytrzymał i skorzystał z toalety.
Nigdy natomiast nie stosowaliśmy metody behawioralnej i piktogramów i nie mamy zamiaru a metodę opcji -na początku swojej drogi tak jak miał 2 lata.
Chodzimy ponadto na zajęcia pedagogiczne, logopedyczne (szkoła krakowska) SI, zajęcia ruchowe i w domu realizujemy program sekwencyjny plus leczenie biomedyczne. W ciągu 2-ch lat poprawa jest ogromna i przede wszyskim jest SPONTANICZNA KOMUNIKAJA SŁOWNA. I chyba nikomu nie muszę mówić jaki to powoduje skok w funkcjonowaniu dziecka.
A im dziecko lepiej funkcjonuje tym lepiej funkcjonuje jego rodzina:)
Oj Extensa mylisz się i to bardzo co do metody krakowskiej. Nauczy spontanicznego mówienia i to jeszcze jak.
Ostatnio czułam się jak na reklamie jak mój syn zawołał na placu zabaw w parku. MAMO KUPA!!!! a do domu daleko.
Nigdy natomiast nie stosowaliśmy metody behawioralnej i piktogramów i nie mamy zamiaru a metodę opcji -na początku swojej drogi tak jak miał 2 lata.
To świetnie bardzo się cieszę, że Twój syn zaczyna mówić. Nie przekreśla to oni zasadności piktogramów w terapii dzieci z autyzmem, anie terapii behawioralnej. Widziałam na własne oczy dzieci, które wspaniale po tych terapiach funkcjonowały. Widziałam też dzieci, dla których terapia behawioralna się nie nadawała. I widziałam dzieci po terapii metodą krakowską, które spontanicznie nie mówiły.
Chodzimy ponadto na zajęcia pedagogiczne, logopedyczne (szkoła krakowska) SI, zajęcia ruchowe i w domu realizujemy program sekwencyjny plus leczenie biomedyczne.
Zasmuca mnie, jaką karierę robi sformułowanie ,,leczenie biomedyczne". Czy wizyta u stomatologa jest bio? A leki przeciw grypie są bio? Może zaczniemy przepisywać dzieciom witaminę C i nazwiemy to leczeniem bio-nano-oxy-medycznym. Wtedy ludzie chętniej zapłacą 200 zł za naszą receptę.
[/quote]
To świetnie bardzo się cieszę, że Twój syn zaczyna mówić. Nie przekreśla to oni zasadności piktogramów w terapii dzieci z autyzmem, anie terapii behawioralnej. Widziałam na własne oczy dzieci, które wspaniale po tych terapiach funkcjonowały. Widziałam też dzieci, dla których terapia behawioralna się nie nadawała. I widziałam dzieci po terapii metodą krakowską, które spontanicznie nie mówiły.
[quote=Anonim]
Jeżeli , nie mówiły spontanicznie po terapii wg. Sz.K. to albo była późna diagnoza, albo za krótka terapia, lub prowadzona w zły sposób, lub mało intensywnie. Możliwe też że uprzednio zostały "przejechane czołgiem" bihewiorki
i nie są juz w stanie włączyć myślenia.
Świetne wnioski wyciągasz Exstenso, naprawdę godne naukowca, bo rozumiem że takie masz plany życiowe po studiach psychologicznych: Jeżeli są dwie możliwości terapii: nauka języka i nauka rozmowy obrazkami, to ta pierwsza wcale nie wyklucza tej drugiej. Część społeczeństwa może przecież powrócić do komunikacji z czasów jaskinowych, porozumiewać się znaczkami i nieartykułowanymi dźwiękami. Po co komuś takie wymysły jak język, komunikacja, nauka, dorobek cywilzacyjny tysięcy lat utrwalony pismem.
Właśnie że przekreśla, bo zła, lub mało skuteczna metoda zabiera dziecku czas, a rodzicom energię do działania.
Tego czasu jest tak niewiele, (optymalnie to zacząć już w końcu pierwszego roku życia, ale nie póżniej niż w trzecim) więc nie można go tracić na działania nieskuteczne.

O metodzie wiem np. to, że jest to legendarna metoda Kaufmanów, na której zbili majątek i strzegą jej sekretu jak mogą. Dlatego budzi mój niepokój sformułowanie "bazuje m.in. na Metodzie Opcji", ponieważ bazuje, a nie w pełni stosuje, więc właściwe mogą robić cokolwiek. Podejrzewam, że z metody opcji zaczeprnęli pracę rodziców w domu z dzieckiem i niedyrektywny typ terapii (czyli podążanie za tym, co robi dziecko i naśladowanie go, a nie "zmuszanie" do robienia określonych ćwiczeń)....