Helatacja ALA
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
Witam wszystkich. Jestem ojciem 9 letniego Marcina chorego na autyzm. Czy ktos mi może dokładnie wytłumaczyć na czym polega i jakie jest dawkowanie jeżeli chodzi o helatacje z metali ciężkich za pomocą kwasu alfa liponowego ALA. Jeszcze tego nie próbowałem. Pozdrawiam i z góry dziękuje.
Tytułem wstępu: jestem biologiem, nie chemikiem, nie lekarzem. Nie znam świata chelatacji dobrze, wiem tyle, ile osoba z moim tłem wiedzy może dowiedzieć się w kilka godzin spędzonych przy internecie. Tym niemniej myślę, że zebranie tej wiedzy razem w jednym poście, być może zapoczątkowującym wypowiedzi osób bardziej zorientowanych będzie wskazane. Mam nadzieję, że uda się kiedyś namówić kogoś, kto zna się na chelatacji i byłby w stanie rzetelnie opisać temat do stworzenia artykułu na forum. Ale to w przyszłości.
Chelatacja
Chelatacja to reakcja chemiczna polegająca na wyłapaniu cząstek jednej cząsteczki przez drugą inną cząsteczkę. W ten sposób tworzy się jedna wielka cząsteczka, zwana chelatem. Nie byłoby w tym nic fajnego, gdyby nie to, że wyłapywana cząsteczka to może być na przykład jon jakiegoś metalu, który w postaci jonowej jest reaktywny -- czyli może wiązać się z róznymi innymi cząsteczkami i oddziaływać na całe otoczenie, ale po związaniu przez nasz wyłapywacz: jest kompletnie bezbronny. Cały chelat też jest (może być) niereaktywny i w ten sposób można pozbyć się (wyłapać) jakiś związek chemiczny z całej mieszanki związków. Idea jak widać nie jest specjalnie skomplikowana.
Zatem gdy myślimy o chelatacji to tak naprawdę nie mamy na myśli magicznej operacji leczenia tylko operację wyłapania jakiegoś jonu ze środowiska. I to chyba wystarczy do rozumienia mechanizmu chelatacji.
Chelatacja w autyźmie
Gdy już wiemy czym jest chelatacja warto zastanowić się (czysto teoretycznie, na razie bez szukania niczego w google) nad jej potencjalną wartością w leczeniu autyzmu. Są osoby uważające, że autyzm wynik zatrucia organizmu dziecka metalami ciężkimi (szczególnie rtęcią). Sam temat ten był poruszany tutaj na forum. Dam kilka linków
http://www.forumautyzmu.pl/forum/aktualnosci/czy-autyzm-to-zatrucie-rtecia
http://www.forumautyzmu.pl/poradnik/inne/autyzm-szczepionki
http://www.forumautyzmu.pl/forum/aktualnosci/autyzm-mozna-wyleczyc
W skrócie: jest to dość popularna teza, chyba głównie ze względu na wyraźnie wskazanego "winnego" i stosunkowo jasno zdefiniowaną drogę leczenia. Teza ta generalnie nie odnajduje potwierdzenia w badaniach naukowych z tego co wiem, jednocześnie jednak wielu rodziców uznaje tę tezę za prawdziwą i twierdzi, że po zastosowaniu leczenia ich dzieciom jest lepiej. Na szczęście są dostępne testy pozwalające sprawdzić zawartość metali ciężkich w ciele dziecka. Ale o tym jeszcze za chwilę.
Chelatacja w leczeniu
Warto chyba powiedzieć generalnie o tym, kiedy stosuje się chelatację. W medycynie klasycznej z tego co wyrzuca google nie jest stosowana, jest to medycyna tzw. alternatywna. Warto tutaj chyba wytłumaczyć czym rózni się medycyna alternatywna od klasycznej. Żeby jakaś metoda weszła do kanonu medycyny klasycznej musi być gruntownie zbadana i musi być udowodnione, że jest skuteczna w leczeniu. Wynik tej skuteczności musi być powtarzalny i wskazane jest aby był niezależny od tego, czy lekarz stosujący to leczenie wierzy w jego skuteczność czy nie. Zrozumienie mechanizmu leczenia jest tu nieistotne, ważne są efekty. Mierzalne efekty. Gdy pojawia się nowa metoda leczenia, nowy pomysł, rzucają się na nią masy studentów i doktorantów, badając tę metodę na prawo i lewo, inwestując swój czas, w nadziei, że zaraz przed ich nazwiskiej pojawią się literki dr albo prof a ich nazwisko będzie sławne. Jeśli w tej loterii mają szczęście i metoda działa zwykle tak się dzieje i robią karierę naukową. Problem jest, gdy metoda okazuje się nie mieć wyników, albo mieć je nieistotnymi statystyczne (czyli nie mieć wyników). Osoby takie zainwestowały wiele lat życia w badanie czegoś... Można albo przekreślić kilka lat życia i zmienić dziedzinę, albo stać się parszywym cynikiem i kłamać, że metoda działa tylko statystyka kłamie (ha! ileż razy słyszałem na konferencjach że życie to nie statystyka i to, że wyniki nie są statystycznie istotne nic nie znaczy) albo można stracić trzeźwe spojrzenie i dalej być dobrym, wspaniałym człowiekiem, ale po prostu nie dostrzegać jakichś faktów. I tak rodzi się medycyna alternatywna. Która nie ma wstępu do poważnych czasopism, nie jest uznawana przez szerokie grono lekarzy, ale rozwija się dobrze na granicach medycyny, czasem pozyskując nawet duże nazwiska dla swojego rozwoju. Czasem nawet udaje jej się porwać wielkie koncerny, które czują niebywałe zyski przy zerowym ryzyku, jak jest w przypadku homeopatii. To, co łączy wszystkie metody alternatywne to niepowtarzalność wyników. Nie znaczy to, że one nie pomagają. Proszę pamiętać też o efekcie placebo, który jest istotny i o którym tak często zapominają zwykli lekarze. To placebo jest bezcenne i pozwoliło wyleczyć się już niejednej osobie.
Wybaczcie że się rozpisałem tak. Teraz bardziej konkretnie. Gdy szuka się w internecie informacji o stosowaniu chelatacji w leczeniu trafia się generalnie na pomysł wykorzystania jej w leczeniu miażdżycy (to przytłaczająca liczba stron), oprócz tego są kuracje odmładzające, inne choroby krążenia. Głównie oferowana jest chelatacja EDTA, koszty to kilkaset złotych za zabieg, zabiegów trzeba kilkanaście co jakiś czas. Czyli generalnie jest dość drogo. Ale są też inne metody, od kolendry zaczynając na wspomnianym w Twoim poście ALA kończąc -- to są opcje tańsze i znacznie bardziej ocierające się o homeopatię, bo bardziej "nic nie robiące" (tj o bardzo niewielkim działniu, podawanym w bardzo niewielkich ilościach bardzo rzadko).
ALA
ALA jest (podobno) sprzedawany bez recepty, to kwas alfa liponowy, Alpha Lipoic Acid. Przekracza on też barierę krew--mózg, więc działa też w mózgu. Jest chelatorem rtęci. Mechanizm jego działania jest nieznany.
Poniżej jest lista argumentów za i przeciw chelatacji.
Argumenty ZA stosowaniem chelatacji (z użyciem ALA)
- Jeśli wierzymy, że autyzm jest zatruciem rtęcią organizmu dziecka, jeśli zrobiliśmy badania na zatrucie organizmu dziecka rtęcią i wyszły pozytywnie i jeśli wierzymy, że wyłapanie rtęci pomoże naszemu dziecku prawdopodobnie można się zdecydować. Na forach internetowych które czasem ze zgrozą czytam trafiałem jednak na wypowiedzi rodziców, którzy badali np. dziecku włosy: brak śladów zatrucia rtęcią. Więc badali dalej tak długo, aż wreszcie przekonali sami siebie, że i tak warto zastosować leczenie, bo mimo że nic nie znaleziono to prawdopodobnie rtęć gdzieś tam się sprytnie ukrywa. To dość nieodpowiedzialne. Trzeba pamiętać o olbrzymiej odpowiedzialności jaką jest opieka nad dzieckiem. W przypadku najmniejszych wątpliwości nie wolno ryzykować i stosować tego leczenia na wszelki wypadek.
- Na forach znalazłem wypowiedzi rodziców, którzy twierdzili, że chelatacja im pomogła. Trudno szacować na ile jest to placebo a na ile nie. Na pewno skuteczność tej metody (w leczeniu autyzmu, nie zatrucia metalami ciężkimi) nie jest potwierdzona naukowo.
- Gdy stosuje się kwas ALA jest to stosunkowo tania terapia.
Argumenty PRZECIW stosowaniu chelatacji
- Ponieważ nie jest to metoda uznana zwykle przeprowadzana jest przez rodziców samodzielnie, bez konsultacji z lekarzem. Co jest szaleństwem. Trafiłem na wypowiedzi na forach rodziców, którzy pisali, że po zastosowaniu ALA dziecko miało gorączkę 40 stopni i biedni rodzice szukali na tym forum rady. Wpisy pod ich wpisem były uspokajające i tłumaczyły, że to z dziecka wychodza utajone choroby, które tam były ale niewidoczne. Wysoka gorączka tylko uzasadnia poprawną drogę obraną przez rodziców. Szaleństwo. Osoby te mówiły to nie widząc dziecka, nie wiedząc o jego historii, chorobach przebytych, o jego alergiach itp. Rodzice często wierzą, że autyzm ich dziecka spowodowany jest podawaniem w diecie cukrów prostych, eliminują je z diety, a w odpowiediz na sugestie podane na forach internetowych podają dziecku takie lekarstwa, które strach podać osobom zdrowym. I to im bardziej inwazyjne tym lepsze (wszak stosuje się ALA bo "wchodzi" do mózgu, nie jak DMSA, nie wiadomo dlaczego tak się robi, ot, ktoś tak wymyślił, obie metody są równie skuteczne/nieskuteczne, bo obie nie potwierdzone, ale ALA jest bardziej inwazyjna, więc lepsza). NIE WOLNO robić chelatacji bez konsultacji z lekarzem. To szalona nieodpowiedzialność.
- Są przypadki śmiertelne stosowania chelatacji (proszę skorzystać z google). Naturalnie przez zwolenników wyśmiewane, przez przeciwników uznawane.
- Działanie chelatorów jest dość podobne do chemioterapii. To jak zabijanie komara siedzącego na człowieku przez strzelanie w niego z moździerza. Jest szansa że komar zginie. Jednocześnie robimy spustoszenie w całej okolicy. ALA, DSMA, nawet kolendra nie są obojętne dla organizmu, nie działają wyłącznie na rtęć. To bardzo silna ingerencja w organizm dziecka.
- Zwykle rodzice decydują się na chelatację "z braku innych metod leczenia". Nie dlatego, że lekarz zwraca uwagę na objawy zatrucia rtęcią albo dlatego, że w badaniach wyjdzie duża zawartość rtęci w organizmie. Warto przeczytać sobie w internecie czym jest zatrucie rtęcią i zastanowić się, czy nasze dziecko ma takie objawy. Warto leczyć choroby, które dziecko ma, a nie te, na które jest dostępne stosunkowo tanie lekarstwo.
- Ze względu na pozostawienie samymi sobie rodzice zwykle stosują bardzo małe dawki ALA bardzo rzadko, zgodnie z protokołem Cultera. Przypomina to trochę homeopatię, gdzie też stosuje się minimalne dawki w minimalnych ilościach. Dzięki temu wyniki są nieweryfikowalne. Warto przed zastosowaniem terapii zastanowić się nad tym, jakich efektów oczekujemy. To co różni homeopatię od ALA to to, że ALA naprawdę działa i naprawdę jest tym "moździerzem". Tylko my strzelamy bardzo daleko od dziecka, więc szanse, że komar sam odleci zmęczony hukiem są dość spore. Gorzej, że dziecko jest też męczone hukiem i wciąż uderzającymi je podmuchami wiatru.
Podsumowując
i przechodząc bezpośrednio do Twojego postu: Chelatacja ALA to wyłapywanie rtęci (nie metali ciężkich). Jeśli uważasz i tak wyszło w badaniach Twojego dziecka, że jest ono zatrute rtęcią udaj się do lekarza i poproś o leczenie tego zatrucia (usunięcie rtęci z organizmu). Jeśli uzna on to za niepotrzebne a Ty uznasz, ze lekarz jest niedouczony, pójdź jeszcze do kilku. Jeśli wszyscy tak uznają: zaufaj im. Jeśli któryś powie Ci, że chelatacja -- i to chelatacja ALA -- jest sensowna: niech on zaleci Ci dawki. On będzie w stanie zaobserwować czy są zmiany i czy są one zmianami na dobre. On będzie w stanie poprowadzić leczenie i przerwać je w przypadku wystąpienia negatywnych objawów. Z całym szacunkiem: po przeczytaniu nawet wszystkcih wypowiedzi na forach nie będziesz miał tej wiedzy co lekarz, który zobaczy co dzieje się z dzieckiem i będzie potrafił zinterpretować 40stopniową ewentualną gorączkę dziecka.
Pozdrawiam, trzymam kciuki, powodzenia
To się nazywa odpowiedź 
Wszystko pięknie ale myślę że się nie zrozumieliśmy. Wylałeś tu mądrą teorię którą można wszędzie przeczytać,niezły popis,tylko takie wymądrzanie nic nie daje,bo to nie Ty jesteś ojcem dziecka autystycznego. Forum to takie cos gdzie wymienia się przeżycia i terapie które w PRAKTYCE były przez kogoś stosowane,a jeżeli chcesz się dowartościować teorią to bez obrazy proponuję Ci jakiś czat. Większość rodziców autystyków może napisać "prace magisterską" jeżeli chodzi o opis teoretyczny,także bardzo Cię prosze na drugi raz dobrze przeczytaj temat. Pozdrawiam.
P.S. Piszesz że ALA wytrąca tylko rtęć co jest nie prawdą i jeszcze dużo nieprawdziwych rzeczy napisałeś w swoim wywodzie ale nie chcę już tego opisywać bo nie mam czasu.
Forum to takie cos gdzie wymienia się przeżycia i terapie które w PRAKTYCE były przez kogoś stosowane,
Rozumiem, niestety nie potrafię więcej zaoferowac. Na temat stosowania ALA znajdziesz mnóstwo informacji "gdzie indziej", internet ugina się pod takimi informacjami, protokół Cutlera znajdziesz na 1000 stron. Może później wypowie się tutaj ktoś, kto to stosował. Nie chcąc powtarzać informacji które są w necie dodałem po prostu do istniejącej "tam" wiedzy moje przemyślenie, że protokół Cutlera to homeopatia, a przynajmniej stoją z nim te same zasady.
P.S. Piszesz że ALA wytrąca tylko rtęć co jest nie prawdą i jeszcze dużo nieprawdziwych rzeczy napisałeś w swoim wywodzie ale nie chcę już tego opisywać bo nie mam czasu.
Co do nieprawd ws. ALA: to informacje do których dotarłem. Jesli możesz je sprostować tutaj myślę że warto, bo posty pozostaną i będą "myliły" inne osoby.
Kolejny raz czytam madrale "studenta " i az mi sie krew gotuje .
Czlowieku , Twoje wypowiedzi sa tak plytkie i nie majace nic wspolnego z wiedza wspolczesna , ze az mi Ciebie zal .
Czy Ty naprawde uwazasz ,ze czarne to czarne a biale to biale ??Dorosnij .
Doucz sie !
Podam Ci haslo a Ty jesli bedziesz mial chwile poszukaj "zaburzenia metalothioniny" enzymu regulujacego absorbcje i wydalanie metali w organizmie ( nie tylko ciezkich ) .Poczytaj na czym to polega , jak sie objawia , jakie sa skutki .
W przypadku dziecka ( mowimy o dzieciach do 24 miesiaca ) kiedy zaburzenie jest malo aktywne po podaniu szczepionek lub chociazby wody pitnej z duza iloscia miedzi dochodzi do uszkodzenia mozgu ,watroby i innych narzodow .
Zabierasz glos w sprawie rteci .Czy Ty masz wogole pojecie jak objawia sie zatrucie rteci , jak wyglada redystrybujacja ,akumulacja i uszkodzenie .
Rtec po kilku dniach przebywania w krwi obwodowej jest spychana do mozgu i innych narzodow ,staje sie niewidoczna dla badan zatrucia .To dlatego ze organizm ludzki nie potrafi radzic sobie z metalami ciezkimi .Badania na porfiryny po latach od zatrucia wskazuja na zatrucie .Dopiero po daniu chelatora w tescie tzw challange mozna za pomoca badan laboratoryjnych przy uzyciu moczu zbadac zawartosc metali .Moja corka miala takie badania wykonane za granica przy uzyciu DMSA i wyszlo nam ze ma duzo arsenu i miedzi .Jak widzisz , nie chodzi tu jedynie o szczepionki , rtec ale o calosciowy metabolizm metali w organizmie .
Badanie genow na funkcje metabolizmu metali wykonuje laboratorium w USA .Sama widzialam kilka wynikow i bylam wstrzasnieta .Te dzieciaki nie mialy TEGO GENU!
Akumulacja metali nastepowala samoistnie , zupelnie tak jak my absorbujemy witaminy i mineraly .
Osobiscie znam rodzine z Tych ktorych corka po wykonaniu tego badania miala potwierdzone brak genu i u niej chelatacja zalecana jest 1 raz w roku w celu usunieciu zlogow.Dziecko po chelatacji TD DMPS chodzi do normalnej szkoly .
Teraz w kwestii samowoli .Widzisz , nie wszystko jest takie jednoznaczne .
Czas dziala bardzo niekorzystnie na te dzieci .Akumulacja metali w tym wapnia , miedzi i oczywiscie innych moze
stac sie przyczyna uszkodzen wielonarzadowych i w konsekwensji nie mozliwe bedzie ich dalsze funkcjonowanie .
ALA jest bardzo bezpiecznym chelatorem .Przede wszystkim jest silnym antyutleniaczem co w przypadku autyzmu ma wielkie znaczenie .U tych dzieci stres oksydacyjny jest ogromny ,zakloca prace mitochondiow .
Nie polecam samodzielnie stosowanie chelatacji , ale polecam zrobienie badania porfiryn i challange .
MJ
ZABAMONIKA cieszę się że ktoś oprócz mnie zauważył tego niedowartościowanego człowieczka. Masz całkowitą rację i zgadzam się z Tobą w 100%. Dognębiają mnie tacy ludzie jak ten marny studencik który liznął coś w książce i tu udaje profesorka nie mając zielonego pojęcia o praktyce. Uważam że temat jest zbyt poważny żeby z niego robić sobie żarty. Tak więc studenciku,tak jak Ci powiedziała zabamonika dorosnij, poducz się, nabierz praktyki i nie wypisuj tu bzdur których nie rozumiesz i o których nie masz zielonego pojecia. Dla Twojej wiedzy te forum przeznaczone jest w głównej mierze dla rodziców dzieci, dla wymiany poglądów i doświadczeń w praktyce. Ogarnij się studencie. Pozdrawiam.
Blogowanie nie jest moja pasja , ale kiedy widze jak razaco plytki sa wywody niektorych osob -nie moge sie powstrzymac .
I aby nie posadzac mnie o "trzymanie strony" i propagowanie "wodoo" nalezy jednoznacznie zaznaczyc w swoim profilu
czy jest sie "rodzicem" "terapeuta " czy lekarzem .To wyjasni wiele spraw .Tak sie skalda ,ze Forum autyzmu jest bardzo mlode - i juz zauwazylam kilka znanych mi "nikow " z forum "dzieci.org" ktore daly sie poznac jako "naganiacze " na SI .
UWAGA drodzy rodzice .Sekta SI atakuje ! Badzcie czujni .Jeszcze chwila a pojawia sie zastepy "magicznych " terapii typu "re-edu" w poszukiwaniu nowego narybku .
Prosze mi wierzyc .Ci ktorzy oburzaja sie "komorkami" i innymi sposobami sa zazwyczaj laikami i jedynie zyja z nas nie dajac nic .Ich "objetnice" polepszenia sa zalosne .Uwazam ,ze jedynie koordynacja - Biomed/edu daje efekty .
Ci ktorym sie udalo samym edu- prosze do tablicy .Chetnie bede korespondowac nawet z 10 latkami !
Zapraszam!
tego niedowartościowanego człowieczka.
jak ten marny studencik który liznął coś w książce i tu udaje profesorka
Tak więc studenciku,tak jak Ci powiedziała zabamonika dorosnij, poducz się
nie wypisuj tu bzdur których nie rozumiesz i o których nie masz zielonego pojecia
Ogarnij się studencie.
Zastanawiające jest dlaczego tyle nienawiści przelewa się na tym forum. To że Państwo jako rodzice dzieci z autyzmem są „kopani przez los”, nie upoważnia jeszcze do kopania wszystkich wokół. Dla mnie nie ulega wątpliwości, że ten młody życzliwy człowiek działał w dobrej wierze.
Kubeł pomyj którymi został potraktowany, może tylko poskutkować tym, że miast bezinteresownej chęci służenia, innym wycofa się na wygodną pozycję tumiwisizmu.
A pani zabomoniko radzę jednak mniej czasu trawić na brylowaniu po wszystkich forach, i studiowaniu wszystkich możliwych metod wodoo, a zajęcie się bardziej edu.
Polecam książkę prof. Cieszyńskiej, znajdzie tam Pani opis przypadku w którym:
„ sie udalo samym edu- „
Janek
Witam,
No cóż, ja też nie jestem specem od opisywania swoich doświadczeń na forach, a jednak ten temat też w pewnym sensie mnie dotyczy…
Ja reprezentuję grono rodziców, mam 7-letniego synka, u którego zdiagnozowano autyzm. Oczywiście rozważaliśmy z mężem możliwość zastosowania chelatacji. Wykonaliśmy badanie zawartości metali ciężkich we włosach synka. Kiedy otrzymaliśmy wyniki, byłam przerażona. Wg mojej interpretacji w organizmie synka występował nadmiar ołowiu, a przy tym niedobór niektórych metali niezbędnych do prawidłowego rozwoju. Dla lekarzy, którym przedstawiłam wyniki (m.in. psychiatra, pediatra, neurolog), nie znaczyły one absolutnie nic. Kiedy synek był hospitalizowany w Akademii Medycznej, nie wzięto od nas nawet kserokopii tychże wyników z uwagi na ich nieprzydatność w prowadzeniu diagnostyki. Miałam oczywiście ze sobą imponujący zestaw wyników wszelkiego rodzaju, które w większości zostały włączone do dokumentacji… Wracając, do wyników określających zawartość metali we włosach, otrzymałam załącznik określający rodzaj leków i suplementów (które należało sprowadzić ze Stanów), mających przywrócić moje dziecko do zdrowia. Lista i opis działania były imponujące. Jednak taka ilość leków (niepewnego pochodzenia) dla małego (każdego zresztą) organizmu, a choćby samej „tylko” wątroby, moim zdaniem, to ogromne obciążenie. Uważam, że leki (nie mam na myśli syropu na kaszel) można podawać wyłącznie po konsultacji z lekarzem i sama nie zdecydowałabym się na podanie dziecku jakichkolwiek leków, bo zwyczajnie nie znam się na tym, a w związku z tym, mogłabym wyrządzić więcej szkody niż pożytku. Lekarze (pytałam kilku) rzeczywiście odradzili włączenie tych specyfików do diety dziecka, co tylko utwierdziło mnie w moim przekonaniu. Byliśmy u masy specjalistów z różnych dziedzin, wiem, nie jest łatwo i nie każdy z nich ma chęć udzielić rzeczywistej pomocy, ale trafiliśmy na kilku, do których nabrałam zaufania, i z których zdaniem się liczę. Pani pediatra, która prowadzi synka (ona skierowała nas po raz pierwszy do Poradni Autystycznej), jest osobą o dużej wiedzy medycznej, życzliwą, serdeczną. Synek dobrze na nią reaguje i poddaje się badaniu
. Nasza pediatra cierpliwie wczytuje się w materiały gromadzone przeze mnie za pomocą internetu i radzi, które badania warto zrobić, a które zdecydowanie nie, i dlaczego. Chelatację bardzo nam odradzała, jako kurację silnie (negatywnie) wpływającą na organizm dziecka. Rozważaliśmy, czytaliśmy, radziliśmy się innych specjalistów, nikt nie chciał podjąć ryzyka prowadzenia tego typu leczenia. Tym bardziej ja, rodzic nie związany zawodowo z medycyną, nie odważyłabym się prowadzenia chelatacji na własną rękę, w oparciu jedynie o informacje zaczerpnięte z forów. Uważam, że student w wielu miejscach swej obszernej wypowiedzi miał rację i nie sądzę, by było to „mądrzenie się”. Myślę, że to młody uczący się człowiek, który chciał podzielić się swoją wiedzą i przemyśleniami, do czego ma oczywiście prawo tak jak każdy z nas. Na pewno zgadzam się z tym, że rodzic nie będący lekarzem, nie ma takiej wiedzy medycznej, aby w całym tym internetowym bełkocie, wśród wielu „cudownych” metod leczenia autyzmu, był w stanie świadomie podjąć decyzję o ich zastosowaniu, mając na uwadze ewentualne rezultaty, ale przede wszystkim możliwość wystąpienia komplikacji, skutków ubocznych itd.
Moim zdaniem dobre efekty daje głównie praca z dzieckiem, tak, indywidualny, dostosowany do potrzeb i możliwości dziecka program terapeutyczny, obejmujący m.in. terapię (może nie do końca behawioralną, moim zdaniem), uspołecznianie, logopedię, SI, alternatywnie hipo-, dogo-, hydroterapię, może zajęcia z psychologiem… Szczerze mówiąc, brakuje mi jedynie takiego „zbiorczego” specjalisty, który umiałby to wszystko ze sobą sensownie połączyć, tak, żeby dziecko się rozwijało, a jednocześnie żeby go nie zamęczyć. Ja w roli tegoż specjalisty nie czuję się najlepiej, bo wszystko wydaje mi się bardzo ważne, ale… co najważniejsze i najbardziej potrzebne?
Ponadto myślę, że oprócz tych wszystkich terapii ważne jest, aby poświęcać dziecku swój czas, którego oczywiście zawsze brakuje, wiadomo… Nasz synek nie bardzo potrafi zaproponować sposób spędzania czasu, raczej ucieka w świat stymulacji, ale zachęcony, świetnie bawi się z nami, kiedy proponujemy mu wybrane ćwiczenia metodą W. Sherborne. Polecam.
Na zakończenie dodam, że daleka jestem od krytykowania osób, które wybierają inne metody „leczenia” swoich pociech niż ja. W całym tym chaosie informacyjnym, trudno wybrać jedną właściwą drogę, jest to raczej masa maleńkich ścieżynek, biegnących w bardzo różnych, niekoniecznie zgodnych kierunkach. Wiadomo, każdy dla swojego dziecka chce jak najlepiej, a że nie ma jednego, spójnego, przetestowanego, najlepszego sposobu działania, jest jak jest … I myślę, że można o tym spokojnie rozmawiać …
p.s. Mam więcej niż 10 lat 
No cóż, trudno mi się nie zgodzić z wypowiedzią Janka.
Janku, jaki jest tytuł tej książki, o której wspominasz?
Pozdrawiam 
No cóż, trudno mi się nie zgodzić z wypowiedzią Janka.
Janku, jaki jest tytuł tej książki, o której wspominasz?
Pozdrawiam 
Dziękuję za wsparcie, żyłem od czasu stanu wojennego poza krajem i przeraża mnie czasem poziom życia społecznego i komunikacji w wymarzonej, wolnej Polsce.
Ta ksiażka to: "Wczesna diagnoza i terapia zaburzeń autystycznych. Metoda Krakowska".
Zamieściłem okładkę i spis treści na tym forum, w dziale przeglad-literatury
http://www.forumautyzmu.pl/poradnik/inne/autyzm-ksiazkach-przeglad-liter...
dostępna jest pod linkiem:
http://www.konferencje-logopedyczne.pl/Sklep.htm
i wielu księgarniach internetowych.
recenzja z Charakterów:
http://www.charaktery.eu/ksiaznica/3894/Wczesna-diagnoza-i-terapia-zabur...
Pozdrawiam serdecznie i mam nadzieję, że odnajdzie Pani w trakcie lektury tego: "specjalistę, który umiałby to wszystko ze sobą sensownie połączyć"
Janek
Witam,
bardzo dziękuję za linki. Zapewne w najbliższym czasie zamówię tą książkę. Zachęciłło mnie do tego zwłaszcza ostatnie zdanie zamieszczone w krótkiej charakterystyce dot. jej zawartości:
"Autorka omawia zagadnienie autyzmu szeroko i wieloaspektowo, podkreśla rosnące zagrożenie epidemiologiczne, pokazuje konsekwencje błędnych decyzji diagnostycznych i terapeutycznych, a także znaczenie języka dla prawidłowych efektów terapii. Przede wszystkim jednak daje nadzieję rodzicom i terapeutom, że walkę o dziecko z autyzmem można wygrać." Przecież muszę to sprawdzić
.
Jednak rozmowy na forum mogą być konstruktywne
...
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam serdecznie.
Ula
Jednak rozmowy na forum mogą być konstruktywne
...
Jeszcze raz dziękuję i pozdrawiam serdecznie.
Ula
Cała przyjemność po mojej stronie. Jest Pani jak dotąd jedyną osoba na tym forum, która z góry nie zakłada, że intencje innych ludzi są zawsze złe i podstępne.
Od ponad roku, staram się tu przekazywać informacje na temat osiągnięć całego zespołu naukowców i terapeutów
skupionych wokół prof. Cieszyńskiej, gdyż dane jest mi obserwować postępy jakie czynią dzieci z autyzmem, dzięki Metodzie Krakowskiej i Wczesnej nauce czytania, jako jej głównego filaru. Do tej pory reakcje forowiczów były podobne do tych które posypały się na studenta w ostatnich postach.
Opór "materii" jest duży gdyż wielu terapeutów związało się z metodami przeczącymi czasami zdrowemu rozumowi
i zwyczjnie chodzi o kasę. Rodzice z koleji, wydawszy krocia na różne "cudowne" metody muszą w nie wierzyć i ich bronić, gdyż musieliby się przyznać samym sobie, że popełnili błąd.
Metoda Krakowska jest taka skuteczna, gdyż naśladuje naturalny rozwój dziecka. Diagnoza wyznacza poziom rozwoju poszczególnych funkcji poznawczych, a terapia zaczyna się dla nich (tych funkcji) w tym miejscu w którym się nie pojawiły w sposób naturalny. Wszystkie genialne wynalazki są w gruncie rzeczy oczywiste i proste.
Pozdrawiam serdecznie i życzę owocnej lektury.
Janek
witam Was.
mam mało teraz czasu ale zaczytałam się i wracając do tematu bo troszkę tu od niego sie odbiegło ja chelatuję swojego synka!
Oliwier ma niespełna 4 latka i jestesmy po 4 seriach chelatacji DMPS-podaję w weekendy rano i wieczorem po czopku czyli 4 czopki na weekend. mielismy zrobione badania z krwi które potwierdziło u małego zatrucie metalami ciężkimi.
ALA będziemy właczac jak usuniemy z małego wiekszosc szkodliwych metali, bo tylko ALA pokonuje bariere krew mózg.
Mały od listopada jest leczony biomedycznie od miesiąca ma chelatację i efekt?????? moje jedyne dziecko NORMALNIEJE!!!!:) i nikt mnie nie namówi na przestanie leczenia! oczywiscie robimy to pod okiem lekarza a nie na własną rękę!
będę tu jutro to mogę jesli macie jakies pytania ,odpowiedziec. nie jestem specjalistą jak co niektórzy , nie chcę sie wymądrzać, namawiac- mogę tylko podzielić sie moim doswiadczeniem w zdrowieniu mojego synka:)
Ci którzy mają autystyczne dzieci wiedzą jakie to szczescie jak widac efekty pracy.
mój synek powiedział wczoraj "mama" -płakałam sie ze szczescia!
))
pozdrawiam Was dzielne mamy i tatusiowie:)
Do Uleńki sądzę, że powinnaś wiedzieć (o czym janek niestety "zapomniał" napisać), że metoda krakowska jest tak w zasadzie formą terapii logopedycznej, a nie całościowej. A książka jest przez niego polecana jako remedium na wszelkie posty zamieszczane na tym forum (czasami mam wrażenie zwykłego naganiactwa). To tylko tak dla uściślenia, nie zamierzam cię zniechęcać, w końcu i tak sama podejmiesz decyzję, czułam się tylko w obowiązku doprecyzować pewne fakty.
Ok, dzięki
. Pewnie i tak ją zakupię choćby dla samego sprawdzenia. Mam kilka pozycji p.Cieszyńskiej, właśnie związanych z logopedią, tak się domyślam, że na tym bazuje metoda. Jednak, ponieważ tej metody nie znam, muszę dowiedzieć się, na czym polega i zastanowić się, czy w przypadku mojego synka może być ona skuteczna. Mimo wszystko dziękuję za informacje, właśnie wymiany poglądów na temat stosowanych metod terapii spodziewam się po uczestnikach forum
. No i chciałabym poznać ten przypadek, w którym udało się wygrać walkę z autyzmem;-).
Pozdrawiam
.
Janku, tu nie chodzi o jakąś nienawiść czy też bluzganie. Żle to oceniłeś, sa chyba dobrze wiesz iż rodzice dzieciaków autystycznych i z innymi schorzeniami mają często już dość mądrych wywodów teoretycznych, bo nic ich tak nie irytuje jak brak możliwości działania,wiem to po sobie. Nie chwaląc się przeczytałem mnóstwo książek na temat autyzmu, większość wątków się w nich powtarza, owszem jestem mądrzejszy,ale co mi da teraz wchłanianie powtarzanej teorii? Książka którą poleciłeś,owszem jest skarbnicą wiedzy,poradnikiem i na tym się kończy.
Jeżeli jest jakaś osoba która stosowała leczenie metodą kwasu alfa liponowego proszę o podzielenie się wrażeniami.
Serdecznie pozdrawiam.
Marku
z tego co mi powiedziała nasza doktor to nie powinno sie używać od razu ALA do chelatacji, najpierw chelatory np tak jak my mamy DMPS dopiero pozniej ALA.
wytumałczyła mi to w ten sposób:
ALA wiąże cząsteczki metali z cąłego organizmu, z mózgu równiez wiec jak zbierze to wszystko to trafia to do głowy zeby z tamtąd tez zebrac i tym sposobem wszystko jest w głowie(sorki ze tak chaotycznie ale nie wiem jak fachowo to wytłumaczyc)
DMPS zbiera z organizmu i wydala- synek jak sie poci to jest niesamowity (brzydki )zapach od niego , podobnie jest w kąpieli czyli zznaczy ze z niego całe zło wyłazi. na koniec dostaniemy ALA zeby zebrało równiez z mózgu. bo taka kolejność jest wskazana.
ja tez sie upierałam (bo tak sie oczytałam w necie) ze chce od razu ALA , ale okazało sie ze tak robic sie nie powinno bo moze zaszkodzic dziecku. ja nie ryzykowalam , posluchalam lekarz - wiec działamy w taki to sposób.
duzo o ALA jest na dzieci.org tam jest chłopak ktory to stosował - moze zajrzyj to poczytasz jego doświadczenia.
ja nie ukrywam tez bym chciala zeby tu( to forum jakos bardziej jest "moje") znalazł sie ktos kto rowniez chelatuję, niekoniecznie tak samo jak ja, ale miłoby było podzielić sie doswiadczeniem.
Aga.i.Olis
To co napisałas to bardzo ważna informacja, bo ja też się upierałem odrazu przy ALA, widzisz ja się dowiedziałem że można stosować odrazu ALA, ale po tym co powiedziałaś rzeczywiście wcześniej warto zastosowac DMPS. Jakbyś znalazła chwilkę czasu i mogła napisać jak sprowadzić DMPS i czy jest na receptę to będę bardzo wdzięczny. Pozdrawiam.
Janku, tu nie chodzi o jakąś nienawiść czy też bluzganie. Żle to oceniłeś, sa chyba dobrze wiesz iż rodzice dzieciaków autystycznych i z innymi schorzeniami mają często już dość mądrych wywodów teoretycznych, bo nic ich tak nie irytuje jak brak możliwości działania
Książka którą poleciłeś,owszem jest skarbnicą wiedzy,poradnikiem i na tym się kończy.
Przy całym zrozumieniu stanów emocjonalnych rodzica dziecka z autyzmem, uważam że te słowa padły niepotrzebnie.
Co do książki, też jestem zdania odmiennego. Od niej prawidłowa terapia się zaczyna, a nie kończy. Przecież opisuje konkretne ćwiczenia które należy stosować. To nie są teoretyczne wywody wygłaszane ze szczytu wieży z kości słoniowej, lecz wnioski praktyka wyciagane na podstawie olbrzymiej liczby badanych dzieci. Stawiane diagnozy i opracowywane na ich bazie programy terapii, są stosowane przez terapeutów MK i rodziców w domu, bądź też wyłacznie przez rodziców, jeśli terapeutów brak, lub rodziców nie stać. Postępy czynione przez te dzieci są ogromne, zwłaszcza gdy zaczyna się terapię b. wcześnie. To jest kolejny przełom jakiego dokonuje autorka. Dzięki rozpoznaniu zaburzeń rozwojowych bardzo wcześnie, nawet przed upływem pierwszego roku życia, kiedy deficyty rozwojowe są jeszcze minimalne, a plastyczność mózgu olbrzymia i dzięki natychmiastowemu zastosowaniu terapii Metodą Krakowską osiąga się bardzo duże postępy. Dotychczasowe wysiłki innych naukowców, oraz osób diagnozujących skupiają się osiągnięciu stuprocentowo pewnej diagnozy autyzmu. W ten sposób, małe dzieci pozbawione terapii tracą swój najlepszy okres rozwojowy.
Sądzę że ksiażka, odkrywa dla rodziców ogromne możliwości działania. Gdybyś tę całą olbrzymią energię trawioną na poszukiwanie cudownej pigułki, zużył na prowadzenie SAMEMU terapii, synek znacznie lepiej by funkcjonował. Wiadomo, że w tym wieku rezultaty nie będą tak spektakularne jak u opisanego w książce Jasia, ale i tak warto.
Na koniec znamieny fakt, wielu rodziców prowadzi terapię Metodą Krakowską, lecz nie znajdziesz ich na żadnych forach, po prostu już nie szukają pigułki i szkoda im czasu. Bo każde pięć minut terapii, to nowy obszar umiejętności dziecka i ta nadzieja pozwala im działać i żyć.
Pozdrawiam
Janek
"Na koniec znamieny fakt, wielu rodziców prowadzi terapię Metodą Krakowską, lecz nie znajdziesz ich na żadnych forach, po prostu już nie szukają pigułki i szkoda im czasu"
równie dobrze fakt nieobecnosci rodziców stosujących metode krakowska na forach można tłumaczyć tym, że nikt jej nie stosuje, dlatego nie ma nikogo kto by o niej pisał 
ehh, nie lubię takich tanich chwytów, może lepiej skupmy się na merytoryce ,a nie na socjotechnice.
Ciekawi mnie temat chelatacji, szczególnie po poście Agi, gdyż ja z kolei znam chłopca poddanego chelatacji, u którego nie zaobserwowano żadnej poprawy. I teraz się zastanawiam czy to znów daje znać o sobie specyfika autyzmu (na jedne osoby z autyzmem coś "działa" na inne nie) czy coś popsuto podczas cheletacji?
Marku
my jak pisałam wczesniej robimy wszystko po okiem lekarza DAN, jestem zadowolona z leczenia i jak wpomniałam ja widze u synka efekty leczenia. Np synek bardzo stymulował sie oczami i odkąd lekarz zaleciła wszystkim znaną witaminę A -przestał! albo inny przykład -Olis zatykał uszy jak sie okazało (terapeuci twierdzili ze to nowa stymulacja) miał zapalenie wiec dostalismy antybiotyki potem leki na grzyba i co? juz tego nie robi!
nasze dzieci naprawde są medycznie chore i leki mogą im pomóc! ja w to wierze!
zrobilismy badanie na zawartosc metali cieżkich z krwi-badanie wykonane we Francji .
okazało sie ze mały na 7 metali ma 5 na bardzo duzym odchyleniu od normy!
dlatego chelatujemy! pierwsze co to dostalismy krem AUTHIA - on chelatuje delikatnie- to taki wstęp.krem jest do kupienia bez recepty z apteki w Holandii koszt ok 30 euro.zamawiamy go emailem na adres domowy.pieniądze wpłacamy na konto (polskie konto)apteki. od miesiaca stosujemy DMPS - czopki zakupione na recepte we Włoszech-recepte skanuje wysyłam emailem do Włoch, oni przygoowują dawkę spedjalnie dla małego i dostajemy je do domku po czym robimy przelew miedzynarodowy na ok 130euro(starczy na 3 miesiące),podobnie jest z zastrzykami MB12-również są z tej samej apteki we Włoszech na recepte-koszt podobny.
reszta leków i suplementów kupujemy w NUTRILABO w Holandii (tak jak authia) bez recepty.
może spróbuj kremu jest bardzo dobry,smaruje sie rano i wieczorem ciałko dziecka ok 1mm kremu:)
cynk i selen odgrywa wazą role w chelatacji- 5 dni w tygodniu daje małemu 2 tab cynku i 1 kapsułke selenu (wtedy tez smarujemy go authią) a w weekend tylko DMPS(+inne sumplementy)juz bez cynku i selenu.
ależ sie rozpisałam :) widzę ze jako jedyna chelatuję tutaj wiec chetnie bede sie z wami dzielić swoim doświadczeniem. powiem wam ze mały odkąd jest leczony zmienił sie niesamowicie. zrobił się bystrzejszy bardziej spostrzegawczy, zaczął kopać piłkę, łapac ją, rzucac(nikto go tego nie uczył) zaczął naśladować-wystarczy mu raz cos pokazac, bawi sie z dziecmi( tu równiez zasługi przypisuje przedszkolu i terapi).
od 2 miesiecy od leczenia synek zaczął siusiac na nocnik(po 2 tyg nauki) a po nastepnych 2 tyg zaczął tak samo robić kupkę( z zeszłym roku uczyłam go 2 miesiace i na nic nauka bo kibelek to był wróg)! wiec cos w tym jest.
intelektualnie Oliś jest na duzo wyższym poziomie niz przed leczeniem.
i teraz pytanie które zadają sobie wszyscy co czytają i ja sama- czy to wszystko to zasługa terapi czy leczenia????
uwazam ze leczenie +terapia daje takie efekty. nie zaryzykuje i nie przestane go leczyc ,ale równiez nie zaprzestaniemy terapii.
Dr Kulisz bardzo mądrze mowi o autyzmie - you tube sprawdzcie. to wszystko sie sprawdza. na wszystko jest wytłumaczenie.
mój mały skakał na całej półtorejgodzinnej bajce- nie robi tego.siedzi po turecu i ładnie ogląda. ale to tez nie tak ze lecze go 7 miesięcy i on jest zdrowy -do wyzdrowienia jest długa droga!!!!!
leczenie zakłada ze będzie trwało ok 2-3lat, i nie ma sie co nastawiac ze będzie szybciej. wiec ja mam czas-wkoncu tu chodzi o moje dziecko. zrobie wszystko zeby był zdrowym chodzącym do zwykłej szkoły dzieckiem i mam nadzieje ze to sie uda.
wyniki które zrobilismy czarno na białym pokazują co dolega mojemu dziecku - wiec czemu mam uważąc( bo tak twierdzą przeciwnicy leczenia) ze ktoś mnie naciąga. lekarze nie obiecują cudów!
moja lekarz powiedziała ze Oli ma bardzo dużą szanse na to zeby byc zdrowym dzieckiem i tego sie trzymam.
są dzieci na które leczenie nie działa:( znam nawet takiego chłopca:( , na mojego działa - przeciez jako matka to widzę.
gdyby mój synek juz mówił ( mamy nadzieje ze chelatacja to ruszy) to naprawde niewiele by nam zostało do naprawienia!
nikogo nie namawiam, nikogo nie zaniechęcam, nie wymądrzam sie - poprostu chce podzielić sie z wami jaki ja znalazlam sposób na wyzdowienie mojego synka! a czy sie uda? czas pokaze. za 2 lata wam powiem:)
jest to napewno nadzieja dla naszych dzieci! a nadzieji nikt mi nie odbierze:)
w razie pytań Marku jestem do dyspozycji:)
teraz uciekam z małym na wesołe miasteczko, bo sie tu rozpisałam za duzo hehe
pozdrawiam
Do rodziców stosujących chelatację...
Myślę i myślę na ten temat od kilku dni i chciałabym zapytać Was, jeśli można, czy nie boicie się stosować niesprawdzonej metody leczenia, nie potwierdzonej badaniami klinicznymi? To trochę takie leczenie "na czuja"... Nie jestem oczywiście wszystkowiedzącym specem od leczenia autyzmu, ale skoro nawet nieznane są przyczyny zaburzeń ze spektrum (za to jest cała masa przesłanek), to jak można leczyć go medycznie? Jaką macie Państwo pewność, że leki sprowadzane z krajów Europy, czy też ze Stanów, są dopuszczone do stosownia i kto poniesie odpowiedzialność, jeśli wystąpią, czego oczywiście nie życzę, jakieś skutki uboczne w wyniku ich podawania? I czy ktokolwiek będzie wiedział w jaki sposób z tymi skutkami sobie poradzić? Przecież stosownaie każdego sprawdzonego leku uzależnione jest od stanu zdrowia pacjenta, a wszystkie ulotki, choćby powszechnie stosowanych leków na przeziębienie czy grypę, zawierają szereg przeciwwskazań do stosowania, ostrzeżeń zaeeceń co do sposobu postępowania w razie wystąpienia objawów niepożądanych... Czy Państwo jesteście zabezpieczeni na tego typu okoliczności?
Znam jednego chłopca, u którego stosowana jest chelatacja. Jednocześnie otrzymuje MB12. Oczywiście ma też zapewnioną terapię. Stan chłopca, zdaniem jego mamy, bardzo się poprawił, zaczął mówić
. Poprawę tą rodzice wiążą ze stosowaniem chelatacji i podawaniem MB12. Jednocześnie jednak spadła odporność chłopca, częściej choruje...
Jakiś czas temu rozmawiałem mailowo z ojcem innego chłopca autystycznego. Chłopiec ten też poddawany jest chelatacji i suplementacji, z równoczesnym stosowaniem terapii. Ojciec pisze o poprawie, chłopiec coraz więcej mówi, uczy się samodzielności, zaczyna kłamać
. Jednocześnie pisze o zżółceniu skóry po podawaniu jednego z preparatów i biegunkach po stosowniu innego.
W obu przypadkach rodzice nie przerwali chelatacji ani podawania suplementów.
Mój synek też nauczył się samodzielnie/z małą podpowiedzią korzystać z toalety, myć zęby, ręce, ubierać się/rozbierać, jeść. Ostatnio nawet smaruje sobie chleb masłem. Nauczył się rzucać piłką, chętniej poduszką
i wiele wiele innych rzeczy. Terapię prowadzimy od trzech lat, bo dość późno mieliśmy diagnozę (Tymek skończył już7lat). Nauczenie się tych rzeczy nie trwało oczywiście kilka tygodni, lecz kilka miesięcy.. Jeśli chodzi o mowę, to u nas było tak, że Tymek mówił. Zaczął mówić mając ok. roku. Mówił bardzo wyraźnie i znał wiele słów. Dobrzez się rozwijał. Po ukończeniu trzeciego roku życia wszystkie nabyte umiejętności zaczęły się wycofywać, łącznie z mową. W końcu przestaliśmy rozumieć, co mówi, a potem używał już tylko pojedynczych słów: "jeść", "pić", albo "chcesz siku". Nie patrzył na nas, lub patrzył niewidzącym wzrokiem, pochłaniał go świat stymulacji, głównie kręcenie przedmiotami.
Teraz jest dużo lepiej, odzyskaliśmy kontakt wzrokowy, w ogóle mamy z nim lepszy kontakt. Szuka naszej obecności i tak, jak wspomniałam, wiele się nauczył. W związku z zakrywaniem uszu stosujemy terapię uwagi słuchowej met. Johansena (pomogło zwłaszcza słuchanie pierwszej płyty - ok. 6 tyg.). Nad kręceniem i dotykaniem stopami kątów udało się zapanować, niestety w to miejsce pojawiło się coś innego. Z mową jest tak, że jednak mało używa jej spontanicznie. Trzeba mu podpowiadać, co ma powiedzieć. Ale powtórzyć potarfi wszystko i mówi wyraźniej.
Chcę tylko przez to powiedzieć, że bez chelatacji i MB12 dziecko też może się rozwijać. Choć wymaga to sporo czasu... A jednak przy stosowaniu terapii organizm dziecka fizycznie nie ucierpi...
Pozdrawiam
Uleńka
czy Twój synek chodzi do zwykłej szkoły?
jesli chodzi o chelatację i leczenie to nie uważam tego za ryzyko.
niestety żyjemy w zacofanym kraju i wiele u nas rzeczy jest niedostępnych. ja miałam zamiar wyjechać do Stanów i tam leczyc mojego syna, jednak znalazłam lekarz która tu zaproponowała to samo.
wystarczy mi ze wiem ze dzieci z tego wychodzą po stosowaniu leczenia i terapi wiec to robię
nie boję się bo mam lekarza który rozwiewa moje wątpliwości,jesli takowe mam.
autyzm jest wyleczalny? u nas mówi się ze nie! w krajach wysokorozwiniętych tak.
sama mówisz ze Twój synio nauczył sie tego co mój ale trwało to ok.3 lat, u nas 6 miesięcy
dałam sobie czas aż mały będzie miał zacząć szkołe. mamy jeszcze 2 lata.
czas pokaże.
skoro widzę wynik przed sobą który mówi ze ma zatrucie rtęcią i innymi metalami to leczy się to ( w Polsce u dorosłych równiez) chelatacją.
skoro mam wynik ze ma chorą wątrobę to podaję mu na to leki!
częsc(niestety mała) leków jest z Polskiej apteki.
dostaję recepty na wiele rzeczy.
nie chodzę do znachora tylko do doktora wiec czego mam się obawiać.
do tej pory się sprawdza pozytywnie.
nieumiejętnie prowadzona chelatacja oczywiscie moze zaszkodzic(bez pomocy lekarza) ale jesli go masz to mu ufasz. lekarz pod wszystkim sie podpisuje wiec nie widzę podstaw do lęku.
moja obawa na dzien dzisiejszy jest jedna : czy to napewno pomoże? mam nadzięję ze TAK!
Aga.i.Olis
Dziękuje za wyczerpującą odpowiedż, oczywiście w razie wątpliwości będę jeszcze pytał. Aż serce rośnie jak czyta się o Twoich postępach. Pozdrawiam Was serdecznie:)
Janku1706
Piszesz że gdybym całą energie zużył na prowadzenie samemu terapii a nie na szukanie cudownej pigułki to mój syn byłby już w lepszym stanie.
Widzę że jesteś kolejnym "mistrzem teorii". Na jakiej podstawie i kto Ci dał do tego prawo żeby mnie osądzać? Nawet nie wiesz ile terapii już mój syn ma za sobą,gdzie z nim byłem i jakie miał badania, i nie szukam cudownej pigułki,bo realnie stąpam po ziemi. Z Twoich wypowiedzi widac że jestes nabuzowany teorią a praktyka chyba dopiero przed Tobą. Dam Ci Janku jedną pomocną radę na przyszłość, Nigdy nie oceniaj ludzi jak nie znasz podstaw tej oceny, bo to sie może wszystko obrócić przeciwko Tobie,czego Ci nie życzę. Pozdrawiam i życzę sukcesów.
To nieprawda, że żyjemy w zacofanym kraju i dlatego u nas tylko niektórzy prowadzą tę terapię. Tak samo u nas, jak i w Stanach nie jest to metoda uznawana przez świat naukowy i większość lekarzy w Stanach, zajmujących się autyzmem, z którymi miałam do czynienia.
maksik
nie czytaj między wierszami tylko patrz na całość!
jestesmy w zacofanym kraju co widać na codzień i taka jest prawda. ale każdy ma prawo do własnego zdania.
zeby zdiagnozować moje dziecko szukałam bładziłam pół roku-nikt nie pomógł, nie wiedzieli zastanawiali się!
który to wiek? ludzie!!!!!!
moj synek juz rok wczesniej mógł zacząc terapie zeby szybciej z tego wyjsc, ale fachowcy nie wiedzieli czy ma czy nie tylko brali kase a jak cos było na NFZ to wizyta raz na 3 miesiące.
przez nasze społeczeństwo które potrafi tylko wytykac krytykować wysmiewac tak bardzo boje sie o przyszłosc mojego dziecka.
nie wiem czy jestes mamą autystyka - ale jakbyś była to nie krytykowałabyś moich słów tylko rozumiała dlaczego tyle robię. jestem tu z innymi rodzicami zeby sobie pomagac,wymianiac sie doswiadczeniami a nie tłumaczyc "słów które tu napisałam"
czasami mam dosyc tłumaczenia ludziom co to jest autyzm. niektórzy myslą ze mam upośledzone dziecko które buja sie na fotelu cały dzien i nic innego nie robi, jak jestem z nim przy fontannie i macha rączkami z ekscytacji to patrzą na mnie i na niego takim wzrokiem jakbyśmy byli z kosmosu!!!!!! zacofany kraj i tyle!
ale wiesz co? mam to głeboko gdzies bo ja kocham moje dziecko i uczę go zycia zabierając je wszędzie a jak macha to i tak siedze obok z podniesioną głową bo to moje nadzwyczajne ukochane jedyne dziecko!
a będe używac metod do leczenia synka takich jakie uważam za słuszne i skuteczne! mam do tego prawo bo to moje dziecko moje pieniadze moj czas i moje poswiecenie! i nie rozumiem dlaczego znowu ktos to krytykuje! po co? skoro znasz lepsze motody na to zeby mój synek był zdrowy to pomoż mi - poradz! ale nie wypisuj tego typu komentarzy bo az przykro się robi!
przepraszam ale uniosłam sie troszkę!
na tym forum poznałam wspaniałych ludzi którzy tak mnie wspierają a ja staram się wspierać ich! wymieniamy sie doswiadczeniem swoją wiedzą i informacjami o terapiach, wiec nie zawracajmy sobie głowy czy kraj jest zacofany czy nie- co to zaproblem- chciałabym miec tylko takie!
Wydawało mi się, że moja wypowiedź była bardzo spokojna, więc zupełnie nie rozumiem oburzenia. Nie chodziło mi w ogole o dyskusję, czy kraj jest zacofany, czy nie, tylko o fakt, że to nie z tego powodu tak mało ludzi w Polsce zajmuje się tą akurat formą terapii.
Jestem mamą autystyka i nie krytykuję rodziców za to, że próbują wszystkiego co tylko mozliwe, by wyleczyć swoje dziecko - chodzi mi tylko o to, żeby rodzice mieli pełną świadomość ryzyka kiedy podejmują się terapii, które nie są sprawdzone. Także tego ryzyka, ktore jest odłożone w czasie. I mówienie innym rodzicom - ja zaryzykowałam i zajęło mi to 6 miesięcy - ty nie i zajęło ci to trzy lata, nie jest uczciwe - nigdy nie będziemy w stanie sprawdzić, czy gdyby tej terapii nie było, to i tak dziecko nie poszłoby do przodu. Ani, że tamto dziecko rozwinęłoby się szybciej. Znam wiele dzieci, które po terapii edukacyjnej rozwijają się rewelacyjnie i zajęło im to mniej niż sześć miesięcy - inne nie. I znam dzieci, które po terapii DAN nie ruszyły ani o centymetr.
Prawda jest niestety brutalna że pod względem autyzmu nasz kraj jest zacofany, i to bardzo. Aga.i.Olis ma rację. Wystarczy spojrzeć na fakt że wszystkie leki wspomagające czy też suplementy są dostępne w aptekach lub firmach wszędzie tylko nie w naszym kraju. Zdiagnozowanie autyzmu o mojego Marcinka to była droga przez mękę, totalna spychologia, każdy lekarz odsyłal do innego bo bał się podjąc decyzji, a diagnozy były wysuwane takie kuriozalne że ręce załamać. Jedyną osobą która potrafiła postawić diagnozę na podstawie obserwacji Marcinka i wyników zleconych badań była dr Esser, podczas wizyt we Wrocławiu. Niestety nie spotkałem się jeszcze z konkretnym lekarzem polakiem w tej dziedzinie. Owszem, odwiedziliśmy trochę "polecanych" lekarzy, nie będę wymianiał ich nazwisk bo nie o to tu chodzi, ale była to strata czasu, każdy miał swoją metodę leczenia i każdy podważał zdanie poprzednika.
Do wszystkich rodziców tak dzielnie narzekających na obecny system (wiem, jest mocno kulawy) jeśli się nie zorganizujecie i nie będziecie "mędzić i ględzić" w tej sprawie, to nikt tego nie zmieni. Brutalna prawda jest taka, że żadko kiedy sam z siebie jakiś urzędnik wpadnie na myśl "o! to można byłoby zmienić na lepsze!"
maksik
masz rację! dzieci są różne!
ja tylko z Uleńką wymieniłam się doswiadczeniami!
ostatnie co mogłabym zrobić to krytykowac innych za ich wybory! przecież każda informacja czy doświadczenie innego rodzica są dla nas cenne!
jak zapewne nie doczytałaś kochana napisałam ze mały zobił fajne postępy ale czy pomogło tylko leczenie czy tylko terapia tego nie wiem! poczytaj wiecej moich postów a zauważysz ze jestem osobą która by dała gwizdkę z nieba wszystkm niepełnosprawnym dzieciom zeby przywrócić im zdrowie! jestem z wykształcenia pedagogiem i kocham dzieci:) chciałabym miec wiecej niż jedno ale niestety raczej to sie nie uda!
nie oceniajmy siebie nawzajem bo chodzi nam wszystkim o to samo- o lepsze jutro dla naszych słodziaków!
tak bardzo bym chciała zeby mój synek był zdrowy zeby mówił chodził do szkoły , myśle o tym codziennie , czasem sie nakrecam, czasem płacze! dlatego jestem tutaj zeby rozmawiac o tym z innymi którzy mnie zrozumieją!
chwilami mam chęc sie wylogowac stąd bo ciągle jakies dziwne wpisy,łapanie za słówka, itd!!!
ten wątek jest o chelatacji wiec koniec gorzkich zali!!!!! 
rozpisałam sie jak zwykle hehehe pozdrawiam was kochani i wasze pociechy:)
Do Uleńki sądzę, że powinnaś wiedzieć (o czym janek niestety "zapomniał" napisać), że metoda krakowska jest tak w zasadzie formą terapii logopedycznej, a nie całościowej. A książka jest przez niego polecana jako remedium na wszelkie posty zamieszczane na tym forum (czasami mam wrażenie zwykłego naganiactwa). To tylko tak dla uściślenia, nie zamierzam cię zniechęcać, w końcu i tak sama podejmiesz decyzję, czułam się tylko w obowiązku doprecyzować pewne fakty.
Nieprawda, terapia obejmuje kilka sfer (np. oswajanie z zapachami, interakcje społeczne), wypadałoby napierw przeczytać, a potem pisać bzdury.
Prowadzimy od trzech miesięcy terapie wg. książki prof. Cieszyńskiej (wiek - 2 lata 8 m), z nadzorem terapeuty z 'Sylaby' i postępy są bardzo duże, niewiele mniejsze niż Jasia z książki. W tej chwili jesteśmy na etapie składania dwóch słów, i trudniejszych słów dwusylabowych, sylaby powtarza juz bardzon ładnie.
Moje opinie wysnułam na podstawie dyskusji na forum z panią, która podawała się za terapeutkę stosującą metodę krakowską. Niestety na moje pytania dotyczące pracy z różnymi "pozalogopedycznymi" problemami osób z autyzmem otrzymałam delikatnie mówiąc "blablanie". Być może zbyt pochopnie wysnułam wnioski. To zestaw pytań, które postawiłam tej Pani:
1) jak radzicie sobie z problemem braku umiejętności naśladowania u osób z autyzmem?
2) jak sprawdzacie poziom zrozumienia wyuczonej mowy?
3) jak radzicie sobie z generalizacją?
4) jak radzicie sobie z nadwrażliwością bądź niedowrażliwościa słuchową?
5) czy pracujecie też z dorosłymi niemówiącymi osobami z autyzmem?
6) w jaki sposób motywujecie podopiecznych do pracy?
Może Pani, zna odpowiedzi na niektóre z tych pytań? Z góry zaznaczę, że nie ma w tym żadnego złośliwego podtekstu tylko ciekawość.
Nigdzie nie napisałam, że wnioski wysnute są na podstawie książki, gdyż tej nie cztałam. Napisałam tylko o sposobie promowanai tej pozycji przez jednego z forumowiczów, który baaardzo delikatnie pisząc daleki był od zawodowej etyki.
Gratuluję postępów i trzymam kciuki! 
Zamówiłam polecaną przez Janka pozycję prof. Cieszyńskiej. Poczytam, i być może znajdę odpowiedzi na te pytania. Podzielę się, jeśli będziesz ciekawa. Swoją drogą metoda ta jest zachwalana przez wielu forumowiczów z południa i centrum Polski, chyba jeszcze do nas nie dotarła
, ale skoro jest tu tylu jej zwolenników, ktoś jednak mógłby się pokusić o udzielenie odpowiedzi na postawione przez annnę pytania. Przy pracy z dzieckiem autystycznym trzeba mieć przecież sposoby na: naukę naśladowania, generalizację nabytych umiejętności, pracę nad eleminacją stymulacji, nadwrażliwością, naukę samodzielności, motywowanie do nauki. Być może metoda krakowska wykorzystuje pewne elementy ABA (?).
Tym stwierdzeniem zapewne wywołam kolejne oburzenie u osób krytykujących ABA...
Cytat z ksiązki str 164:
Terapia obejmuje cwiczenia:
1. Słuchowe
2. Wzrokowe
3. Węchowe, smakowe i dotykowe
4. Umiejetność zabawy
5. Funkcji lewej półkuli mózgu
6. Zachowań społecznych
7. Motoryki
8. Pamięci
9. Kategoryzacji i myślenia przyczynowo skutkowego
10. systemu językowego
Wszytskie w/w sa dokładnie opisane z przykładami i rysunkami, fajne zestawy sa też tu www.arson.pl
Metoda polega na wyuczeniu (przejęciu) funkcji uszkodzonych neuronów (zwłaszcza neuronów zwierciadlanych odpowiadających za naśladowanie) inne neurony, na co pozwala plastyczność mózgu (największa do lat 3) - uczenie się nowych zadń przez neurony.
Kuba 3 miesiące temu miał zerowe naśladownicwo, każde ćwiczenie stymuluje naśladownictwo, po 6 tyg zaczął powtarzać samogłoski i wyrażenia dzwiękonaśladowcze, teraz zdarza mu się nawet spontanicznie powtórzyć gdy wyrwie mi się "ała" gdy się uderzę, on od razu tak samo "ała".
Bardzo lubi ćwiczyć choć na początku płakał i protestował, nie lubi tylko MTG, ale jest już ono coraz mniej potrzebne lub robi sie delikatniej aby troche pomóc.
Zrozmienie mowy - sprawdzamy zadając pytania na zdjęcia, obrazki co to? koto to? co robi? jak robi krowa? itd.
Jeśli chodzi o jedzenie to po dwóch miesiącach jedzenia pomimo płaczu, i odpychania łyżki (nie cały czas ale co np 3 minuty jedzenia zupy), je już zupę bez żadnych protestów. Po przełamania niechęci do zupy z resztą idzie juz łatwiej - dziecko widząc codzienna konsekwencje poddaje się łatwiej.
Trzeba dobrze umieć rozróżnić płacz manipulacyjny, który właśnie pojawia się gdy dziecko płacze gdy niec mu się złego nie robi czyli np. zupa. Czasem wystarczy przełamać, aby zjadło jeden gryz jakiegoś jedzenia i okazuje się że to tylko uprzedzenia ze strony dziecka.
Języka do komunikacji staramy się uczyć w codziennych sytuacja gdy dziecko jest zmotywowane, np. daj, wyjmij, chodź, zejdź.
Nie wolno dziecku korzystać z komputera, telewizora, komórki, radia, słuchać muzyki, gdyż stymuluje to prawą półkulę, a za mowę jest odpowiedzialna lewa (uszkodzona u dzieci z autyzmem).
Stymulację eliminujemy poprzez brak dostepu do w/w sprzętów, oraz zakazywnie, gdy widzimy, że kręci koło autka zabieramy autko lub pokazujemy jak się ma bawić trzymając auto jego dłonią - auto wjeżdza do garażu.
Na pytania dotyczące innych problemów życia codziennego (np. trudne zachowania) znajdą państwo na forum gdzie odpowiada pani prof Cieszyńska, oraz pani dr Marta Korendo (osoby z ogromnym doświadczeniem i sukcesami w terapi). Osoby prowadzące terapie ale bez wieloletniego doświadczenia nie są czsaem w stanie odpwowiedziec na pytania dotyczące problemów codziennych.
Pojawienie się jezyka sktutkuje zniknięcie wielu problemów, dziecko odczuwa ogromną radość gdy w końcu może o coś poprosić, powiedzieć że czegoś nie chce lub chce.
Do naśladownictwa - na początku przy braku, ćwiczenie wykonuje się ręką dziecka tak aby widziało co robi. Co do powtarzania mowy - Manualne Torowanie Głosek lub u dzieci ponieżej 3 roku zycia słuchanie płyt z seri "kocham mówić" Cieszyńskiej z jednoczesnym pokazywaniem obrazków z załączonych książeczek.
Bardzo dziękuję za tę wypowiedź
. My stosujemy terapię behawioralną, ale z małymi modyfikacjami,
np. terapeuta uważa, żeby mówić do synka głośno i nagradzać go, kiedy nie zakrywa uszu, podczas gdy my uważamy, że zachowanie to ma być wyeliminowane poprzez terapię uwagi słuchowej (np. Johansena) i terapię SI,
i nie mówimy do niego głośno, aby nie powodować zakrywania uszu.
Po pewnym czasie stosowania terapii ABA, już wiemy, w jakich sytuacjach staje się ona "sztuczna".
Wszystkie opisane powyżej działania (za wyjątkiem jednego, o którym jeszcze nie słyszałam), stosujemy w terapii naszego dziecka
. Czyli, tak jak sądziłam, metoda krakowska ma jednak spory związek z ABA.
Nigdy nie słyszałam o tym:
Nie wolno dziecku korzystać z komputera, telewizora, komórki, radia, słuchać muzyki, gdyż stymuluje to prawą półkulę, a za mowę jest odpowiedzialna lewa (uszkodzona u dzieci z autyzmem).
Wszystko super, to w naszym przypadku byłoby dość łatwo zastosować. Mały nie garnie się do komputera, telewizji, radia słuchamy rzadko, o komórce nie ma mowy. Jednak synek ma terapię uwagi słuchowej, codziennie wieczorem przez 10 min. słucha muzyki przez słuchawki. Czyli że metoda krakowska nie może być stosowana jednocześnie z terapią uwagi słuchowej. Może przy stosowaniu met. krakowskiej terapia słuchowa jest zbędna, no nie wiem. Musiałabym o tym gdzieś poczytać, podowiadywać się, jak się ma jedno do drugiego. Może coś mi się rozjaśni, jak przeczytam książkę
. Serdeczne dzięki za informacje.
Pozdrawiam
.
p.s. Mój synek potrafi powiedzieć, kiedy czegoś chce, lub nie chce
. Uczenie sytuacyjne jest także elementem terapii ABA.
Dziękuję za odpowiedź, pewnie wyjdę na czepialską (chociaż ja to nazywam dociekliwością
, ale brakuje mi w tych cytatch konkretów, np:
"Kuba 3 miesiące temu miał zerowe naśladownicwo, każde ćwiczenie stymuluje naśladownictwo" - jak, w jaki sposób?
"Zrozmienie mowy - sprawdzamy zadając pytania na zdjęcia, obrazki co to? koto to? co robi? jak robi krowa? itd" - w jaki sposób dochodzi się do tego etapu? większość osób z autyzmem nie wie, że krowa (ta żywa) to to samo co krowa na obrazku czy zdjęciu.
"Trzeba dobrze umieć rozróżnić płacz manipulacyjny," - znowu, jak to robić?
"Czasem wystarczy przełamać, aby zjadło jeden gryz jakiegoś jedzenia i okazuje się że to tylko uprzedzenia ze strony dziecka." - jak to zrobić? (te przełamywanie)
"Pojawienie się jezyka sktutkuje zniknięcie wielu problemów" - tu się zgodzę, jednak wiele problemów pozostaje, czy w książce jest opisane jak dalej pracować z dzieckiem, gdy ono już nauczy się komunikować,ale nadal np. uiwlebia kolekcjonować zakrętki od butelek i nienawidzi wkładać czystych rzeczy?
"Stymulację eliminujemy poprzez brak dostepu do w/w sprzętów, oraz zakazywnie, gdy widzimy, że kręci koło autka zabieramy autko lub pokazujemy jak się ma bawić trzymając auto jego dłonią - auto wjeżdza do garażu." - co robić z często pojawiającymi się w takich przypadkach zachowaniami agresywnymi czy autoagresywnymi?
co do uszkodzenia lewej półkuli u osób z autyzmem, znów mamy tyle teorii ilu specjalistów - tu się nie wypowiem, bo nie jestem neurologiem,
Byłabym wdzięczna gdyby ktoś pracujący metodą krakowską odpowiedział mi na te pytania. Znów podkreślam, nie mam na celu dezawuowania czegokoliwiek czy kogokolwiek, jestem ciekawa, może dowiem się czegoś innowacyjnego co mnie samej pomoże w pracy.
Pozdrawiam.
Annno, jesteś bardzo dociekliwa
, to dobrze oczywiście. Nie przyszło mi do głowy, aby takie pytania zadać. Założyłam poprostu, że metoda krakowska opiera się na behawioralnej, wg której wiadomo jak reagować w opisanych przez Ciebie sytuacjach. Ale być może zbyt szybko wyciągnęłam wnioski i jestem w błędzie. Poczekajmy zatem na wypowiedź zwolenników metody krakowskiej.... Też jestem ciekawa
.
Metoda krakowska być możema wiele wspólnego z ABA, ile nie wiem, praktycznie nic nie wiem o ABA. W ksiązce Cieszynskiej jest opisane po krótce jakie są różnice, m in. brak systemu nagrodowego w MK, podawanie obrazka bedącego najbliżej dziecka i nagradzanie go za to, wiecej pewnie jest w stanie napisać profesor Cieszynska: http://czasdzieci.pl/eksperci/id,50e5-psycholog_logopeda.html
Metoda krakowska opiera się w dużej mierze na słuchaniu w słuchawkach książeczek seri "Kocham mówic" - zaczynamy od samogłosek (czytane ze specjalnymi odstępami i przedłuzonym czasem trwania), wyrażen dzwiękonaśladowczych i sylab cz1. codziennie przez 20 min, więc słuchanie muzyki jest niepotrzebne, na poczatku protestuje i płacze, ale po przełamaniu nadwrażliowści (słuchamy nawet w po 30 sekund w seriach) słucha z przyjemnoscią. Słuchanie w słuchawkach właśnie służy skupieniu uwagi.
Stymulowanie naśladownictwa następuje przez aktywowanie neuronów podczas wykonywania ćwiczenia reką dziecka, więcej nie wiem bo to z ksiązki wyczytałem.
Słuchanie seri "kocham mowić" aktywuje tzw. schematy artykulatorow, które po 3 roku zycia zanikają (u dzieci z autyzmem) - to tez wyczytałem w tej książce.
Jeśli chodzi zrozumienie mowy to zaczynamy od plastikowych figurek i postaci, potem zdjęcia i obrazki, Kuba bardzo szybko przeszedł na obrazki nie zauważyłem, nawet tego etapu żeby nie potrafił tego powiązać ralnymi znaczeniami, np. jeśli widzi w parku psa pokazuje i mówi "hau hau", lub "ato" na auto. Nalezy też ćwiczyć na jak największej liczbie obrazków/zdjęc przedstawiających to samo czyli np. jabłko zielone, czerwone itd.
Z naszych doświadczeń, płacz manipulacyjny występuje w większosci przypadków, najczesciej bez wazniejszego powodu, nie uginamy się w takim przypadku i gdy widzi, że płacz nic nie daje przestaje, wiadomo nie zawsze tak musi być, ale w przypadku jedzenia i ćwiczeń i słuchania serii "kocham mówić" tak było. Zdecydowanie inny płacz jest gdy się uderzy. Najgorszy był płacz pzry odwiedzniu nowych miejsc, ale wraz z postępami w cześci rozwojowej praktycznie zaniknął.
Na pytanie o kolekcjonwanie nakretek i niechec do czystch rzeczy nie potrafie odpowiedziec, jeszcze nie mamy tego problemu (jakbym miał to w obecnym etapie zakładałbym czyste ubrania pomimo płaczu i protestów - jest jeszcze mały i da się go utrzymać, a jak pokazało doświdaczenie żelazna konsekwencja prowadzi do rezygnacji z protestów), w książce też nie widziałem, trzeba zadac pytanie pani prof. na forum strony czasdzieci.pl
Jeśli chodzi o zakazywanie stymulacji, to jesli chodzi o krecenie kołem to nie nie reaguje na zmiane zabawy żadna zlością, jeśli chodzi o np. zabranie komórki (jak przypadkiem znajdzie) to na płacz nie reagujemy i szybko przestaje widzac brak reakcji (typowy płacz manipulacyjny), przez pewnien czas też leżła na podłodze i płakał gdy się zabierało krzesło po ćwiczeniach (chciał na nim stać) ale po kilku tygodniach konsekwentnego zabierania krzesła bez reakcji na płacz, odpuścił.
Kuba zatykał uszy w sytuacji stresowej, ale zawsze zabieraliśmy rece od uszu i tez przeszło. Zatykał tez uszy na dzwięk odkużacza, ale odkąd nauczył się jak robi odkurzacz? "BUUU" juz się nie boi, podbie z wiertarką sąsiada ("WRRR").
Więcej tak jak mówłem - u źrodła na czasdzieci.pl.
Widze ze zaszla mala pomylka bo moj Kochany mąż (brusin) napisal z mojego konta:)
wiec prosze sie nie dziwic ze pisze w formie męskiej:)
Dziękuje za odpowiedź.
Mam wrażenie, że metoda krakowska to tylko jakaś mutacja aba z położeniem szczególnego nacisku na mowę.
Weszłam na polecaną przez Państwa stronę (konkretnie na porady p. Cieszyńskiej), wiele tam o problemach logopedycznych (o tym nie piszę, bo nie jestem logopedą). Ale nie wiele o problemach z socjalizacją, zachowaniami trudnymi itp.itd.
Dlatego ciągle funkcjonuje mi w głowie: metoda krakowska=logopedyczna. Jednakże cieszę się, że zanleźli Państwo sposób pracy z dzieckiem, który skutkuje takimi postępami. Trzymam kciuki 
Napewno ta metoda stawia na rozwoj komunikacji i mowy. Ja uwazam ze to bardzo wazne, bo jak dziecko bedzie umiec sie komunikowac to wiele innych rzeczy przyjdzie latwiej.
Jednak tak jak wyzej napisalismy pracuje sie na wielu sferach. Nie mozna np. uczyc dziecka mowic bez uczenia go poprawnych zachowan spolecznych. Czescia terapi sa takie proste i oczywiste cwiczenia jak np zabierania dziecka to miejsc gdzie jest glosno (basen, dworzec, lotnisko), walka z wybiorczoscia jedzenia, uczenia zucia roznych potraw, uczenie jezdy na rowerku, uczenie zabawy w odpowiedni sposob.
Podstawa to zeby cwiczyc wszystkie sfery jednoczesnie, bo jedno na drugie odzialywuje i bez np jezyka ciezko oczekiwac od dziecka aby ladnie bawilo sie z rowiesnikami.
Całkowicie się zgadzam, chodziło mi bardziej o to, że cała sfera oddzaiływań pozalogopedycznych tak naprawdę niewiele wnosi nowatorstwa.
Jestem ciekawa jak długi jest okres terapii? , bo faktycznie znacznie łatwiej bawić się z rówieśnikami umiejąc mówić. Jednakże z autyzmem jest tak, że fakt posiadania umiejętności mówienia wcale nie oznacza, że osoba taka nabierze ochoty na to komunikowanie się. Wcale nie będzie jej "łatwiej" nawiązywać kontakty, czy wchodzić w jakieś reakcje interpersonalne.
Jak w metodzie krakowskiej przeprowadzane jest wprowadzanie osoby z autyzmem do grupy? Być może to nie pytanie do Państwa, ze względu na wiek Państwa dziecka, ale tu właśnie jest pies pogrzebany. A ma wrażenie (być może błędne), że w metodzie tej mówi się - spoko, nauczymy dziecko mówić, komunikować się i wszystkie problemy znikną.
Mam wrażenie, że metoda krakowska to tylko jakaś mutacja aba z położeniem szczególnego nacisku na mowę.
Ma Pani błędne wrażenie.
Nigdzie nie napisałam, że wnioski wysnute są na podstawie książki, gdyż tej nie cztałam.
To typowe dla Pani: ataki na Metodę Krakowską bez podstawowej wiedzy na jej temat.
Lecz jak można nabywać wiedzę ignorując literaturę z dziedziny, którą się zajmuje.
Janek
Panie Janku proszę zatem naprostować moje błędne wrażenie.
P.S A komentownie zdań wyjętych z kontekstu, vide pana drugi cytat, jest dość dla Pana typowe 
Całe zdanie brzmiało następująco:
"Nigdzie nie napisałam, że wnioski wysnute są na podstawie książki, gdyż tej nie cztałam. Napisałam tylko o sposobie promowanai tej pozycji przez jednego z forumowiczów, który baaardzo delikatnie pisząc daleki był od zawodowej etyki."
Tak więc moja negatywna ocena nie dotyczyła treści książki, tylko akurta Pańskiego nachalnego jej promowania. Proszę następnym razem czytać ze zrozumieniem i nie ulegać zbyt pochopnie emocjom, bo one zancząco zburzają nasze zdolności poznawcze.
Panie Janku proszę zatem naprostować moje błędne wrażenie.
P.S A komentownie zdań wyjętych z kontekstu, vide pana drugi cytat, jest dość dla Pana typowe 
Całe zdanie brzmiało następująco:
"Nigdzie nie napisałam, że wnioski wysnute są na podstawie książki, gdyż tej nie cztałam. Napisałam tylko o sposobie promowanai tej pozycji przez jednego z forumowiczów, który baaardzo delikatnie pisząc daleki był od zawodowej etyki."
Tak więc moja negatywna ocena nie dotyczyła treści książki, tylko akurta Pańskiego nachalnego jej promowania. Proszę następnym razem czytać ze zrozumieniem i nie ulegać zbyt pochopnie emocjom, bo one zancząco zburzają nasze zdolności poznawcze.
Najważniejsze w owym cytacie jest to że nie zna Pani metody, lecz nagminnie ją krytykuje. Skróciłem cytat, bo nie chciałem powracać więcej, do pani niewyszukanych ataków i epitetów pod mym adresem, tylko z tego powodu że podałem pytajacej mamie informację na temat Metody Krakowskiej.
Sądzę, że nie można na forum zdobywać wiedzy fachowej,od tego są studia, podręczniki,literatura fachowa.
Zadziwia mnie Pani swą dociekliwością, lecz skierowaną pod złym adresem, bo przecież terapeuci powinni uczyć rodziców, a nie odwrotnie.
Zdziwił mnie też pani post z przeszłości, kierowany do Lotnego Umysłu, z prośbą o udostępnienie pirackiej wersji książki. Nie rozumiem tej sytuacji. Jeżeli jest Pani w złej sytuacji materialnej, lecz chce się uczyć i rozwijać, jestem w stanie podarować Pani ten podręcznik.
Janek
Janku czy Ty jestes terapeuta czy rodzicem? Przy jakim osrodku w Krakowie pracujesz? Pytam z ciekawosci bo sama chodze z moim dzieckime na terapie metoda krakowska I jestem bardzo zadowolona.
Ja sie nie dziwie komus ze pytal o elektorniczna wersje ksiazki….niestety prawie 70zl +przesylka piechota nie chodzi, jakbym nie wiedziala jak wartosciowa jest ta ksiazka sama bym pytala o taka wersje.
Przy takich wydatkach jakie maja rodzice chorych dzieci (ja tez!) trzeba sie 2 razy zastanowic zanim wyda sie kazda zlotowke.
"Lotny umyśle, mam nadzieję, że podzielisz się wrażeniami z lektury, gdyż ja dopieo zbieram na fajansiarski kominek"
Według Pana TO jest prośba o piracką wersję?????
To co Pan napisał w poście, wychodzi w związku z powyższym na pomówienie podlegające pod paragraf 212 kodeksu karnego. Wstyd!!!! A może po prostu lubi Pan tak się zachowywać?
Co o mojej dociekliwości. Rodzice jako jedyni zechcieli podzielić się swoją wiedzą na temat tej metody (bardzo im dziękuję). Terapeutka podająca się za osobę pracującą tą metodą sypała ogólnikami, a Pan - zadziwiające - jak najgłośniejszy jej orędownik, nie raczył ani razu wypowiedzieć się merytorycznie na zadawane przeze mnie pytania. Ich zestaw może Pan przeczytać kilka postów wyżej.
Zarzuca mi Pan, że krytykuję coś czego w ogóle nie znam, a ja mam wrażenie, że zachwala Pan coś o czym nie ma zielonego pojęcia. I naprawdę DOCIEKLIWOŚĆ to nie KRYTYKA - proszę sprawdzić w słowniku, jeśli Pan mi nie wierzy.
Bardzo ładnie zgnoiliście Pana Piotra, oczywiście specjaliści od leczenia autyzmu wszystkim czym tylko się da (a nawiasem mówiąc możecie się pochwalić rezultatami, macie już zdrowe dzieci????), a nie bierzecie pod uwagę faktu że poprawa u autystycznych dzieci może wynikać po prostu z naturalnego rozwoju dziecka???
Sebcio
też sie czasem nad tym zastanawiam!
czy duzy postep jaki zrobił mały zawdzieczac terapii, leczeniu medycznemu czy naturalnemu rozwojowi?
chyba wszystkiemu po trochu........ sam z siebie autystyk jest w stanie się cos nauczyc?
rok ciezkiej pracy za nami -postepy widac, mowy niestety brak nadal(14stego wrzesnia skonczył 4 latka), ale jest wiele innych widocznych fajnych postępów, wiec wielka praca nadal przed nami.
i zamiast zastanawiac sie co mu pomaga dalej bedziemy robic swoje co do tej pory bo cos tu na niego działa super ;p
pozdrawiam wszystkich rodziców i terapeutów -szacun dla wszystkich za cięzką prace i wielkie serca:))))
Poprostu rece mi opadaja jak czytam Pana wypowiedzi w których poucza pan wszystkich, i wszyscy są w błędzie. Jeszcze trochę a poznamy od Pana liczby totolotka. Żenada.
Oczywiście chodzi mi o Janek1706@tlenpl
Po wgłębieniu się w temat mamy zamiar zacząć chelatacje u naszego synka. Niestety rtęć to duzy problem. Jeszcze nie wykonaliśmy żadnych badan ale przeczytałam wiele na temat zatrucia rtęcia i jest to bardzo racjonalne, że wiele dzieci jest zatrutych rtęcią. U naszego syna są to następujące objawy
-brak włosów prawie do 2 roku życia
-rozszerzone źrenice (cały czas)
-brak pocenia się
- problemy z mową, komunikacją (AUTYZM)
-podwyższona temperatura ciała (37 stopni)
-podwyższone limfocyty we krwi
-podwyższone AST
Są to typowe objawy dla zatrucia rtęcią. Stwierdzone u ludzi którzy właśnie zatruli się rtęcią.
Mamy zamiar zacząć chelatacje ALA według A. Cultera. Zaczynamy od bardzo małych dawek, co 3h (również w nocy).
Polecam przeczytanie książki Cultera i wgłębienie się w jego wypowiedzi na forach.
W tym wątku pomieszane są różne protokoły do chelatacji, niektóre bardzo niebezpieczne dla zdrowia. Stąd ten negatywny stereotyp na temat chelatacjo. Sama tak myślałam zanim zaczęłam czytać odpowiednie rzeczy a nie wypowiedzi na forach ludzi którzy nie mają pojęcia na czym polega właściwa chelatacja.
Dziekuje za komplement, gratuluje postepow. W tej wojnie o zdrowie dzieci rodzice sa bohaterami. Szkoda tylko ze wladze nakazujace szczepienia zazwyczaj sie nie szczepia lub nie szczepia swoich dzieci. W swojej praktyce widze wiele dzieci ktore sie zmienily po szczepionkach. Wiele z nich wraca do zdrowia glownie DZIEKI RODZICOM. Jeszcze raz gratuluje i zycze powodzenia.
Witam,mam pytanie do Aga.i.Olis napisz jakie postępy Twój Synek robi podczas chelatacji,też leczę u doktor Cubały i jesteśmy właśnie przed chelatacją.Z góry dziękuję.
ZABAMONIKA cieszę się że ktoś oprócz mnie zauważył tego niedowartościowanego człowieczka.
Kurczę, ominęła mnie ta wypowiedź. Szkoda, że na tym forum takie trollowanie też się zdarza. 
Witam,
dopiero dziś trafiłam na to forum. Moja siostra miała autystycznego synka ale już chyba można stwierdzić że się wyleczył. Też był zatruty metalami ciężkimi. Oni mieszkają w USA i najlepszy efekt przyniosła im dieta bezmleczna i bezglutenowa oraz odtruwanie Glutationem. U nas w Polsce na razie jest trudno dostępny, a jesli już to w formie wspomagającej naturalne wytwarzanie glutationu w organiźmie. Moja siostra podawała glutation w płynie, który wchłaniał sie do naczyń krwionośnych w jamie ustnej. Cała rodzina zaczęła brać ten glutation i w efekcie wszyscy poczuli się doenergetyzowani, i minęła mojej siostrze depresja, mniej potrzebowali snu i wogóle bardzo byli zadowoleni. Czy miał ktoś praktykę z glutationem?
Serdecznie pozdrawiam
Anno-napisalam tobie prywatna wiadomosc

Usunęła mi się cała wielka wypowiedź przez przypadek. Wieczorem postaram się ją odtworzyć. Pozdrawiam,