Definicja terapeuty
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
Nie zgadzam się z Lotnym Umysłem (ale bardzo cieszę się, że mogę sobie na ten temat z kimś podyskutować
). Ideą, która stoi za uściślaniem wymagań wobec osób, które zajmują się terapią jest chronienie osób poddawanych terapii.
Ja rozumiem ideę, wskazuję tylko na istotne przeszkody, ale też i pytam o sens.
Nie wiem, czy dzisiaj osoby poddawane terapii są tak zupełnie niepoddane ochronie. Czasem wręcz mam wrażenie, że ochrona przydałaby się terapeutom;) Oczywiście przesadzam, ale zwróć uwagę, że w pewnym sensie rolę ochronną spełnia internet, w którym rodzice polecają sobie i odradzają nie tylko poszczególne instytucje, ale często też i pojedynczych terapeutów. I robią to w sposób bardzo otwarty i hmm... do bólu szczery.
Z drugiej strony, mniemam, że A. Samson posiadał stosowne certyfikaty i uprawnienia, podobnie jak prof. L. Gapik - czy to uchroniło ich pacjentów przed nadużyciami? Ile jest lekarzy, którzy rujnują ludziom zdrowie, czy nawet życie - czy to, że legitymują się dyplomem i przynależnością do izby stanowi wystarczającą ochronę dla pacjentów? Czyż nie ma nieuczciwych prawników? Albo zwykłych leni i obiboków?
Możesz powiedzieć, że przecież lekarz, psychoterapeuta, czy prawnik, którego niecne postępki wyjdą na jaw - utraci prawo wykonywania zawodu i już nie będzie krzywdził. Nie zawsze przecież tak jednak jest.
Oczywiście nie mam w głowie przygotowanej ustawy
, ale myślę, że można by to przygotować wzorując się na wymaganiach stawianych i jasno określonych wobec psychoterapeutów.
Okej. No przecież teoretyzujemy tylko. Może zastanówny się więc, jakie to mogłyby być kryteria?
Zacznijmy od rzeczy prostych, np. wykształcenie. Jakie ono powinno być? Czy licencjat z pedagogiki + 2 lata praktyki wystarczą?
Nikt nie mówił, że może powstać to jutro. I że będzie prosto.
Jest np. Porozumienie Autyzm-Polska. Nie jest szczególnie prężne w mojej ocenie, ale wydało np. stanowisko w sprawie etycznych aspektów terapii. http://www.synapsis.waw.pl/images/stories/asxxi/StanowiskoAP_dot_etycznych_aspektow_terapii_OZA-final-maj2006.pdf
No i fajnie, stanowisko jest. Czy praktyka się zmieniła? Nie uważam. A owo porozumienie skupia chyba większość organizacji działających w branży autyzmu. Rzecz nie w tym by wytwarzać dokumenty, tylko w tym, by zmieniać praktykę. A zaręczam, że jest wystarczająco wiele osób i instytucji, którym wcale nie zależy na zmianie praktyki. Bo ona jest opłacalna. Poza tym strzeże się kuchni! Jest biznes i obecny "trynd" jest taki, aby przypadkiem innemu ośrodkowi, czy nawet pojedynczemu terapeucie nic nie pokazać, nic nie udpostępnić, nie pokazać. Przynajmniej nie bezpłatnie.
W jednym z "renomowańszych" ośrodków terapeutycznych w renomowanej stolicy ojciec dziecka na pytanie czy może na zajęcia przyprowadzić ze sobą terapeutę ze swojej wioski, który z dzieckiem pracuje, ot żeby popatrzył o co chodzi, żeby dowiedział się czegoś, żeby po prostu wiedział jak ma z dzieciakiem pracować - usłyszał "byłoby to niepożądane". Kropka.
Ogólne mechanizmy podstawowej kontroli (superwizji) musiałoby wytworzyć samo środowisko. Tkwię w nim wystarczająco długo, by mieć poważne wątpliwości, czy jest ono do tego zdolne. Moim zdaniem tendencja póki co jest odwrotna i bazuje na mottcie "każdy sobie rzepkę skrobie". Brak standardów logicznie rzecz biorąc musi oznaczać, że w pewnych miejscach panuje terapeutyczna degrengolada, a także musi oznaczać, że jest z pewnością grupa terapeutów-degeneratów. Wprowadzenie mechanizmów kontroli oznaczałoby ujawnienie takiej degrengolady i takich degeneratów. Mogłoby się okazać, że np. któryś z sygnatariuszy rzeczonego porozumienia to drań. Powstałby kwas. A co by było, gdyby się okazało, że ów hipotetyczny drań czerpie profity ze wspólnych dotacji? Że jest partnerem w rozmaitych projektach? Ulotniłby się niezgorszy smrodek, nieprawdaż?
I owszem. Ale poruszany tu problem nie dotyczy osób, które są dobre w tym co robią, tylko jak rodzic ma ocenić, czy specjalista jest rzeczywiście specjalistą.
Tak jak mówię - rodzic może czytać, słuchać, oglądać oraz pytać.
pozdrawiam

Mam uczucie jakby cały Twój post nie zawierał argumentów przeciw uściślaniu definicji terapety (wręcz utwierdza mnie w przekonaniu, że tego typu zmiany byłyby potrzebne), ale opisuje od praktycznej strony, dlaczego takie zmiany nie będą wprowadzone lub będą napotykać trudności. Z czym trudno się nie zgodzić
Z drugiej strony, mniemam, że A. Samson posiadał stosowne certyfikaty i uprawnienia, podobnie jak prof. L. Gapik - czy to uchroniło ich pacjentów przed nadużyciami? Ile jest lekarzy, którzy rujnują ludziom zdrowie, czy nawet życie - czy to, że legitymują się dyplomem i przynależnością do izby stanowi wystarczającą ochronę dla pacjentów? Czyż nie ma nieuczciwych prawników? Albo zwykłych leni i obiboków?
Możesz powiedzieć, że przecież lekarz, psychoterapeuta, czy prawnik, którego niecne postępki wyjdą na jaw - utraci prawo wykonywania zawodu i już nie będzie krzywdził. Nie zawsze przecież tak jednak jest.
Myślę, że przykłady A. Samsona czy L. Gapika nie negują potrzeby obecnego uściślenia prawnego dotyczącego psychoterapeutów (choć jestem pewna, że w styuacji, gdy certyfikat psychoterapeuty dostaje ok. 10 osób rocznie (!) i sprawia on, że zarabiają o wiele, wiele więcej, prowadzi do masy nadużyć). To że jeden policjant kogoś pobił, nie znaczy, że policja jest zła. Natomiast bez kontroli prawdopodobnie ,,Gapików" byłoby znacznie więcej.
Okej. No przecież teoretyzujemy tylko. Może zastanówny się więc, jakie to mogłyby być kryteria?
Zacznijmy od rzeczy prostych, np. wykształcenie. Jakie ono powinno być? Czy licencjat z pedagogiki + 2 lata praktyki wystarczą?
Myślę, że takie, gdzie wystarczająco dużo nacisku zdąży zostać położone na kwestie etyczne pracy z pacjentem i części praktyczne, nie samą teorię. Np. na psychologii na ogół pierwsze trzy lata składają się głównie z teorii, chyba że student sam z siebie zaczyna pracować z dziećmi, itp. Inna sprawa, że (wydaje mi się niestety) nie sprawdzane są kompentencje społeczne osób przyjmowanych/opuszczających studia psychologiczne/pedagogiczne/medycynę. Większość z tych osób nie zostanie pracowąc naukowo na uczelni, tylko będą pracowąć z ludźmi, a w przypadku połowy jest to ostania rzecz jaką potrafią.
Jest np. Porozumienie Autyzm-Polska. Nie jest szczególnie prężne w mojej ocenie, ale wydało np. stanowisko w sprawie etycznych aspektów terapii. http://www.synapsis.waw.pl/images/stories/asxxi/StanowiskoAP_dot_etycznych_aspektow_terapii_OZA-final-maj2006.pdf
Nie widziałam wcześniej tego dokumentu i cieszę się, że zobaczyłam. Ale już pierwsze zdania wskazują, że takie uściślenia i kontrola nad pracą terapeutów są potrzebne:
W związku z kontrowersjami wobec metod terapii i edukacji dzieci z autyzmem, a zwłaszcza
programów pracy nad zachowaniami trudnymi osób z autyzmem, brakiem jednolitych
standardów z tym związanych oraz niewystarczającymi rozwiązaniami prawnymi, jak
również w związku z ujawnianiem w ostatnich latach informacji o poważnych nadużyciach w
terapii dzieci i osób dorosłych z autyzmem, Porozumienie AUTYZM-POLSKA przyjmuje
następujące stanowisko [...]
Wprowadzenie mechanizmów kontroli oznaczałoby ujawnienie takiej degrengolady i takich degeneratów. Mogłoby się okazać, że np. któryś z sygnatariuszy rzeczonego porozumienia to drań. Powstałby kwas. A co by było, gdyby się okazało, że ów hipotetyczny drań czerpie profity ze wspólnych dotacji? Że jest partnerem w rozmaitych projektach? Ulotniłby się niezgorszy smrodek, nieprawdaż?
Smrodek ulotni/łby się z pewnością. Ale właśnie dlatego dobrze jest o tym mówić, wskazywać na to i czuć potrzebę zmian, bo jeśli dużo osób będzie myśleć i czuć podobnie, to w końcu zmiany zostaną wprowadzone.