Czy 7-miesięczne niemowlę ma autyzm?
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
Witam serdecznie, Bardzo proszę o pomoc. Po obserwacji dziecka przyjaciółki jestem w lekkim szoku. 7-miesięczna dziewczynka w ogóle nie uśmiecha się, niezależnie od tego jak jest zabawiana przez swoją matkę, ojca czy babcie. Nie zwraca uwagi na to kto nosi ją na rękach (przez rodziców trzymana jest w pozycji odwróconej, przodem do świata nie rodzica). Kiedy matka ją całuje odwraca głowę. Trzymana buźką w stronę matki odpycha się. Nie zwraca uwagi na to kto wchodzi czy wychodzi z pokoju. Kiedy leży w łóżeczku próbuje się podnieść ale nie gaworzy, nie wydaje z siebie żadnych dźwięków. Najgorszy jest jednak wzrok. Niemowlę patrzy w oczy cały czas, jakby zahipnotyzowane naprawdę dziwnym, pełnym złości i nienawiści wzrokiem. Wygląda, jakby chciała zabić wzrokiem. Taka sytuacja występuje podczas trzymania na rękach i jazdy w wózku. Dziecko ma ciągle to samo spojrzenie "spod byka". Matka tłumaczy, że jest złe bo jest śpiące albo głodne. To było naprawdę przerażające. Zauważyła to również inna osoba i też była w szoku. Dziewczynka od urodzenia była wyjątkowo spokojna, ponoć nigdy nie marudziła. Zawsze była dość otyła. W wózku nagle odwróciła gowę i przyssała się ustami do daszku wózka a matka zinterpretowała to, że jest śpiąca. Nie marudziła, nie płąkała, nie macha rączkami, po prostu patrzy się przed siebie. Czapeczka spada jej na oczy a ona jedynie robi złą minę. Martwię się, że matka nie dopuszcza do siebie myśli, że coś może być nie tak. Byłam naprawdę w ogromnym szoku kiedy zobaczyłam jej wyraz twarzy, obojętność na wszystko. Widziałam inne niemowlaki i jeszcze nigdy nie spotkałam się z taką sytuacją. Bardzo proszę o diagnozę doświadczone osoby. Pozdrawiam serdecznie!
Dziękuję bardzo za odpowiedź. Problem w tym, że matka nie widzi nic niepokojącego, dla niej jest to normalne zachowanie dziecka. Ja sama nic nie mogę zrobić. Jednak sytuacja bardzo mnie zaniepokoiła. Chciałabym dowiedzieć sie, czy moje podejrzenia mają jakiekolwiek podstawy. Już raz spotkałam się z probemem wypierania przez matkę choroby dziecka, przez co autyzm został zdiagnozowany bardoz późno i dziecko straciło wiele cennego czasu.
Pozdrawiam serdecznie!
Asias czy Ty przebywasz z ta kolezanka czesto czy tak od czasu do czasu?? Zly wzrok to jeszcze nie wszystko.Trudno jest okreslic jak powinno prawidlowo zachowywac sie dane dziecko w naszej obecnosci jezeli jest to okazyjnie.Jesli przebywasz ciagle z ta osoba i jej dzieckiem i ono jest ciagle takie samo to moze jest powod aby cos sobie pomyslec.Moze dziewczynka w ciagu dnia zachowuje sie zupelnie odmiennie.Patrzy na Ciebie co jest duzym plusem gdyz dzieci autystyczne raczej nie patrza prosto w oczy.Osobiscie mysle,ze kolezanka wie ze cos jest nie tak jesli tak jest.Nie koniecznie rozglaszajac o tym wszystkim znajomym.Ja osobiscie mialam taka sytuacje.Nie dzielilam sie moimi domyslami o moim dziecku z wszystkimi i tym jakie wizyty juz odbylam aby dowiedziec sie czy rozwija sie normalnie i zachowuje w normie i mysle,ze mialam do tego prawo.Osoba /z rodziny !/ ktora dosc czesto nas odwiedzala aby zaobserwowac zachowanie mojego dziecka stala sie przez to moim wrogiem.Nie znaczy,ze jesli ktos nie mowi o czyms nie widzi tego.A na pytania odpowiada,ze wszystko jest ok bo po prostu nie chce dopuscic do siebie mysli,ze cos jest nie tak z jego dzieckiem.Widzi jednak to co widoczne.Matka jest z dzieckiem na codzien,nie moze byc inaczej.Jesli oczywiscie zachowanie dziecka ,ktore opisalas jest tak szokujace na codzien.
Większość rodziców widzi u swoich dzieci niepokojące symptomy ale często to wypierają i nieakceptują....
Miom zdaniem warto mamę tego dziecka przekonać do tego aby przeszła się do neurologa, trochę są niepokojące te objawy.....
Na pewno nie warto straszyć koleżanki. Raczej spokojnie z nią porozmawiać - zapewniając i uspokajając, że pewnie wszystko w porządku, ale lepiej dmuchać na zimne i poprosić lekarza, żeby obejrzał małą. Możesz też zawsze użyć argumentu, że jeśli wcześnie dostrzerze się niepokojące objawy (niekoniecznie autyzmu, raczej mówiłabym o tym, że być może będzie zalecane wsparcie pewnych sfer rozwoju), to szybka interwencja może sprawić, że po jakimś czasie wszystkie znikną. A zwlekanie może ewentualne problemy pogłębić.
Mój syn po urodzeniu "dał popalić" pielęgniarkom w szpitalu, jedna powiedziała "Takiego dziecka jeszcze nie miałyśmy". Darł się w niebogłosy, uspokajał się przy piersi. Czułam,ze coś jest nie tak,na moją prośbę został przebadany przez panią doktor od A-Z - wykryła wiotkość krtani,wodniaka jądra. W tym czasie były problem,bo dziecko miało zażółcone białka oczu,a inna pani doktor nie chciała mu zrobić poziomu bilirubiny. Pod presją zrobiła,okazało się, że poziom bardzo wysoki, kroplówki, naświetlania.Z kroplówki zrezygnowałam,bo małemu pękały żyły. Jak spał było okay,jak się budził krzyczał, panie nie mogły go nawet oszukać wodą z glukozą.
Kolejna rzecz to patrzenie w słońce. Inne niemowlęta odwracały twarz od słońca, mrużąc oczy- moje dziecko szeroko otwartymi oczami wpatrywał się w słońce. Na ok. 15 dzień po urodzeniu pielęgniarka środowiskowa zaleciła witaminę b i się zaczęło. 4 miesiące dziennego koszmaru- wycie po 6-10 godzin. Pediatra uznała, że to kolki.
Każde przestawienie rzeczy w pokoju powodowało jego wycie,przez kilka miesięcy spał z przerzuconymi przez poręcz łóżeczka czerwonymi śpioszkami. Budząc się w innym miejscu niż pokój -rozglądał się po ścianach i włączały się syreny alarmowe.
Zaczęłam przestawiać wszystko,żeby nic nie stało tak jak wczoraj,itd. Dzienne wycie ustało i zaczęło się nocne,wycie kilka godzin,nie poznawał mnie,miał taki nieobecny wzrok. Uspokojenie go trwało powyżej godziny.
Pierwsze zastrzyki dostał na anginę jak miał 1,5 miesiąca. W poradni,poradniach szpitalnych bywaliśmy bardzo często,bo ciągle był chory.
Chodził i mówił,ale po zakażeniu Candidą i złym leczeniu przestał.Też nikt nie widział problemu. Czekać,aż zacznie. Ćwiczyłam. Doszły stereotypie, patrzył na światło,ręce przed oczy, zamieranie i inne.
Nikt nie widział problemu, to ja miałam schizy.Tak stwierdziła pani psycholog,obarczając mnie winą za stan mojego dziecka. Neurolog też nie widziała problemów (słynna pani adiunkt). W końcu siódmy neurolog - pani porządnie go zbadała i wysłała nas na badania. Okazało się, że problem jest - tylko trzeba się ciut wysilić.
Generalnie diagnozę postawiono mu jak miał 10 lat.
Asias może uczul koleżankę, żeby wybrała się do poleconego,sprawdzonego specjalisty. Znalezienie takiego wcale nie jest taką prostą sprawą. Wszyscy mówią, że im wcześniej rozpoczęta terapia tym dziecko ma większe szanse. Pani dyrektor PPP zrobiła dwudniowy kurs dot. autyzmu i uzurpowała sobie prawo do stwierdzenia czy mój syn ma autyzm,czy też nie. Wyszło jej, że nie ma i nie chciała nam dać skierowania do Specjalistycznej Poradni Psychologiczno Pedagogicznej. Diagnozę stawia lekarz psychiatra,a nie psycholog. Może być problem ze znalezieniem specjalisty, który potwierdzi bądź wykluczy diagnozę u tak malutkiego dziecka.

Zaznaczając od razu, że nie jestem specjalistą: jeśli masz podejrzenia zrób co w Twojej mocy, żeby specjalista zobaczył dziecko. Niestety to taki problem, którego przez internet nie da się rozwiązać, a jesli ktoś spróbuje i na przykład uspokoi Cię albo nastraszy to później, jeśli ta diagnoza "przez internet" okaże się nieprawdziwa to albo dziecko straci dużo cennego czasu albo Ty mnóstwo nerwów. Konsekwencje wydania błędnej diagnozy (a ta przez Internet prawie całkowicie opierać się będzie na losowaniu) są zbyt duże, żeby ryzykować.
Innymi słowy: zrób co w Twojej mocy aby specjalista zobaczył i dziecko, jeśli tylko uważasz, że jakieś sygnały są niepokojące. A najlepiej udaj się do dwóch specjalistów.