Czy autyzm to zatrucie rtęcia
- Zaloguj się lub utwórz konto, by odpowiadać
Znalazłem taką informację:
"Oczywiście, że na tysiącu stron można przeczytać, iż strach przed rtęcią w szczepionkach to bzdura. Tyle, że z badań statystycznych wyszło coś zupełnie innego - okazało się, że jest ścisły związek między ilością rtęci wstrzykniętą dziecku a ryzykiem zachorowania na autyzm. Badanie jest uznane za "nie potwierdzone innymi badaniami"
Gdzie jest problem? Gdyby okazało się, że faktycznie rtęć tak działa, wszyscy ludzie w instytucjach które mogą badać wpływ rtęci na autyzm straciliby pracę. Osoba która udowodni, iż szczepionkami zatruło się dzieci, nie tylko wyląduje na bruku, ale też może skończyć w więzieniu.
Dlatego pomimo silnych przesłanek w badaniach statystycznych, pomimo tego że teoretycznie rtęć powinna powodować tego typu zaburzenia (co wynika z biologii komórki nerwowej), nie robi się żadnych badań mających potwierdzić bądź obalić tezę o związku rtęci z autyzme"
vegie.pl/topics80/3148.htm
Tutaj macie sposób wyleczenia autyzmu:
www.zdrowiej.vegie.pl/viewtopic.php?t=4267
vegie.pl/topics61/4526.htm
A mi w badaniach statystycznych wyszlo cos zupelnie innego: chcialoby sie powiedziec. I mojemu znajomemu tez. A on ma tate strazaka wiec jego racja jest bardziej racja niz Twoja racja.
Ale to juz bylo i nie wroci wiecej chcialoby sie zaspiewac. Temat szczepionek byl/jest nieslusznie walkowany mnostwo czasu juz, rowniez na tym forum byl: http://www.forumautyzmu.pl/forum/komentarze-do-artykulow/autyzm-szczepionki-komentarz-do-artykulu . Wiara w rtec to droga donikad, choc trzeba przyznac: bardzo wygodny sposob na znalezienie winnego. To sluzby specjalne trudno powiedziec ktorego kraju, ktore w ramach globalnej teorii spiskowej podaja szczepionki i tak truja nasze dzieci, a w krajach w ktorych nie uzywa sie rteci w szczepionkach a autyzm dalej jest po prostu znalezli lepszy sposob (dodaja do chleba prawdopodobnie albo wstrzykuja w kierownice samochodow).
Wybaczcie kpiny, ale jak inaczej zabic te hydre, ktorej po kazdej publikacji (juz chyba nawet Gazeta Wyborcza o tym pisala, ale wiadomo komu oni sluza), ktora zabilaby kazda inna teorie odradza sie i nadal jest walkowana mimo, ze nie pojawiaja sie zadne nowe argumenty.
Niestety autyzm to nieco bardziej skomplikowane zaburzenie niz zatrucie rtecia. I jedzenie kolendry, wyrywanie zebow... heh... najgorsze jest to, ze (nie wiem czy w tym watku do ktorego podajesz linka tez) kolejnym krokiem jest chelatacja metali, ktora -- w przeciwienstwie do jedzenia kolendry -- jest juz truciem dziecka.
A za sformuowanie "Tutaj macie sposób wyleczenia autyzmu:" powinno Ci sie wytoczyc sprawe karna. Szkoda slow.
Witam,
Wczesniej nie slyszalam o jedzeniu kolendry w celu wydalenia rteci z organizmu, ale po przeczytaniu tych wszystkich informacji tak sobie mysle, ze pewnie nie jest to sposob na wyleczenie z autyzmu (bo tez uwazam ze jest to bardziej skomplikowane) ale moze proces ten zlagodzi pewne cechy? Wiec moze jednak warto probowac?
Zanim będziecie znowu powtarzać argumenty "autyzm to nie jest zatrucie rtęcią. To badanie zostało dawno obalone", poczytajcie jak dobrze uzasadnia tą teorię użytkownik tomakin w tej dyskusji:
vegie.pl/topics80/3148.htm
I tu trafiłeś trolu? Z forum "Inny Świat" pogonili cię i teraz tutaj szerzysz swoje debilizmy?
Znalazłem jeszcze:
http://autyzmaszczepienia.wordpress.com/
Zatrucie rtecia jest powodem wielu schorzen... miedzy innymi jest jednym z powodow powstawania Autyzmu - jest to udowodnione naukowow wieloma badaniami.
Dr Kenneth Bock jest jednym z lekarzy i naukowcow, ktorzy odnalezli powiazanie ze zniknieciem starych epidemii tj. swinka, rozyczka itp. nowymi takimi jak Autyzm, ADHD, Astma i Alergie... ciekawym zbiegiem okolicznosci znikniecie starych nasynelo sie z pojawieniem nowych... jeszcze ciekawszym trafem okolicznosci jest to, ze stalo sie w tym samym czasie kiedy szczepionek skojarzonych, ktore zawieraja niesamowicie wieksza dawke Rteci niz stare szczepionki... daje to do myslenia...?
Autyzm, adhd, alergie czy astmy nie pojawiły się nagle po tym jak zaczęto uzywac skojarzonych szczepionek, wczesniej po prostu - jak w wypadku autyzmu i adhd ich nie diagnozowano - brakowało wiedzy, umiejętności i narzędzi,
Rece opadają jak czyta się takie pseudokonstrukty, ponaciągane tak, że aż boli samo czytanie.
Wypowiedzi Tosco i Piotra zajeżdżają mi jakąś sektą...
Wydaje mi się, że skupienie się na rtęci pomaga odwrócić uwagę od całego problemu ze szczepionkami. Wymienianie rtęci, jako głównego i jedynego winowjacy powoduje to, że ci którzy są przeciwko szczepieniom są mniej wiarygodni w dyskusji bo okazuje się, że wskazują na szczepionki, które nie zawierają rtęci, jako na źródło problemów neurologicznych u dzieci. A przecież szczepionki są konserwowane innymi metalami ciężkimi, nie tylko rtęcią, oraz formaldehydem, który jest również odpowiedzialny za uszkodzenia systemu nerwowego. Dlaczego więc wciąż tak głośno o samej rtęci?
W każdym razie ja się więcej zaszczepić nie dam, a mojego autystycznego synka również będę trzynać od szczepień z daleka.
Ale wogóle nie szczepisz syna? a co zrobisz jak Twój syn zachoruje dajmy na to na taką odrę i wdadzą sie powikłania??
uuuuuu, znowu dyskusja znana z innego forum....
Zapewne problem jest bardziej skomplikowany niż tylko szczepinki, bo nawet jeśli one wpływają na powstanie autyzmu to tylko jako 1 z czynników.
Zwolennic teorii spiskowych mogą sobie dorzucić smugi na niebie zostawiane przez samoloty, a jak to nie wystarczy to może spisek iluminatów coś pomoże albo wszystko na raz łącznie z UFO 
Skoro tak dobrze znana jest przyczyna autyzmu i istnieją "super sprawdzone metody leczenia" to dlaczego tylu autystó jest na świecie.
Annna, jak zachoruje, to później wyzdrowieje. Ja chorowałam na odrę, świnkę, różyczkę (na ospę, półpasiec i opryszczkę nie, bo chyba jestem odporna i to bez szczepień) i żyję. Nawet kiedyś miałam grypę (zdaje się, jak miałam 8 lat, bo opuściłam wtedy kilka dni w szkole). Prawdopodobieństwo powikłań w przypadku choroby wcale nie jest tak duże w porównaniu z prawdopodobieństwem powikłań po szczepieniach. Nawet śmierć łóżeczkową powodują szczepienia, bo dziecko w nocy nie jest obserwowane przecież przez nikogo, więc rodzice nie mogą zauważyć, że np. właśnie zemdlało lub się dusi. Po prostu "zaryzykuję", bo przecież miliony ludzi na świecie żyło i żyje bez szczepień, i jakoś nawet zdrowsi są niż ci szczepieni.
Ja zapytam, a co ty zrobisz, jak po szczepieniach umrze ci dziecko? Tak się bałaś, tak dbałaś, że zamordowałaś? Jak z tym żyć? A co, jak zafundujesz swojemu dziecku chorobę, jaką ma mój? A jeśli będzie to tylko paraliż, a może obumrze mu tylko część systemu nerwowego? A może tylko jakaś hiperaktywność albo np. szok anafilaktyczny lub sepsa? Wszystkich skutków ubocznych szczepień nie dam rady tu wymienić. Tu, gdzie mieszkam, nikt nie choruje na odrę. W głowie mi się jednak nie mieści ryzykować zdrowiem mojego dziecka i wprowadzać mu truciznę wprost do krwioobiegu. Gdyby chociaż przez układ pokarmowy, to może miałby jakąś szansę, bo wiele trucizn podanych w ten sposób organizm może jeszcze sam zneutralizować. Co zrobisz, jak żywy wirus ze strzykawki odry zniszczy jelita twojego dziecka, bo tam się zagnieździ, albo rdzeń kręgowy, bo tam też wykryto żyjące wirusy ze szczepień. A jak zachoruje po szczepieniu na odrę? Też się zdarza.
Wiesz, znam matkę, która chciała tak dobrze dla swojego syna, że nie chciała uwierzyć, że napletek może się odklejać do 14-15 roku życia. Tak się bałą, że synek może wkrótce potrzebować operacji, że poszła do pielęgniarza, który szarpnął za niego i siłą go małemu odkleił. Skutek - dziecko i tak wylądowało w szpitalu z zapaleniem w tej delikatnej okolicy. Teraz, jak tylko ktoś rękę zbliży do jego krocza, to się kurczy i reaguje krzykiem, a już 2 lata minęły.
Czasem niektóre sprawy lepiej pozostawić naturze.
Nie jestem pewna, czy w ogóle trzeba potwierdzać to, że rtęć ze szczepionek powoduje autyzm, bo już to przecież potwierdzono. Ileś tam lat temu ktoś ustalił dopuszczalne normy rtęci na 1 kg ciała. Jeżeli niektóre szczepionki podawane rocznemu dziecku (zwykle ok. 10 kilogramowemu) przekraczają dopuszczalne normy 60-70 razy, jeżeli do tego jest tych szczepień kilka, to co tu udowadniać. Przecież już po podaniu pierwszej szczepionki przekracającej choćby tylko 1 raz dopuszczalną dawkę rtęci na kg ciała istnieje ryzyko uszkodzeń układu nerwowego. Jeśli więc dawka jest przekroczona kilkadziesiąt razy, to ryzyko się tylko zwiększa, a nie zmniejsza. Dodam przekornie, że moje rozumowanie może być błędne wtedy i tylko wtedy, gdy ta prosta logika nie działa wyjątkowo w przypadku szczepionek, chociaż działa w przypadku czegokolwiek innego.
Autyzm to oczywiście nie tylko zatrucie rtęcią. Mój synek np. nie jest zatruty metalami ciężkimi. Ma on inną formę autyzmu. Zapalenie jelit spowodowało ich przepuszczalność i bez odpowiedniej diety zachowuje się jak typowy autysta. Na diecie zaś niemal wszystkie symptomy autyzmu zanikają. Mam nadzieję, że te 2 lata, bez diety nie spowodowały jeszcze permanentnych zniszczeń w mózgu i wyjdzie z tego całkowicie.
Chciałam jeszcze dodać coś dla tych, którzy mówią o tym, że kiedyś nie potrafiono zdiagnozować autyzmu. Do tej pory nie bardzo to się udaje szczególnie w przypadku dziewczynek, bo np. u nich mowa rozwija się wcześniej niż autyzm, więc może on zostać po prostu zauważony zbyt późno lub mylnie zdiagnozowany jako inne zaburzenie rozwoju.
Nie należy jednak lekceważyć wzrostu przypadków autyzmu. W 20-osobowej grupie mojego synka w przedszkolu jest 2 autystów, a w samym przedszkolu, w którym jest zaledwie 5 grup jest tych autystów już więcej niż 6 - o których wiem, a przecież rodzice raczej się z tym nie afiszują, bo np. tak, jak ja, boją się, że dzieci nie zostaną przyjęte do przedszkola (a to uniwersyteckie przedszkole są tu głównie dzieci wykładowców). Te maluchy nie utrzymują kontaktu wzrokowego, nie bawią się w grupie, zwykle sa na diecie bc, bb, bm i często są agresywne, więc się rzucają w oczy.
Oprócz tego znam jeszcze 4 autystycznych dzieci spoza przedszkola. Jeśli to nie epidemia, to co? A statystyki podają 1 na 99 dzieci, a nie jak kiedyś 1 na 20 000. Czy aby na pewno lekarze 10 lat temu byli tak niekompetentni, że nie potrafili autyzmu rozpoznać, czy też jego wzrost rzeczywiście waha się w granicach 200-400% rocznie. Ja uważam, że liczby mówią same za siebie, a jeśli nie, to niech zwolnią wszystkich wykładowców medycyny pracujących dlużej niż 10 lat, bo wypuścili z uczelni niedouczonych konowałów i dopiero teraz zaczęto uczyć rozpoznawania autyzmu.
"Ja zapytam, a co ty zrobisz, jak po szczepieniach umrze ci dziecko?"
Zrobiłam to samo co ty i zaryzykowałam , żadne z moich dzieci nie umarło po szczepieniu.
Zrobiłam to samo co ty i zaryzykowałam - bo ty też ryzykujesz śmierć swojego dziecka, które może umrzeć nie mając odporności na jakąś chorbę, nawet nie z samej choroby a z jej powikłań - chyba Ci to umkneło
Nie wierzę, że od szczepionek dostaje się autyzmu, wierzę, że szczepionka może być "czynnikiem spustowym" dla autyzmu siedzącego w genach) tak samo jak ciężka choroba, zatrucie, silne leki, uraz, szok, ciężka alergia etc. etc. Problem jest taki, że tak naprawdę NIE WIEMY co powoduje autyzm, a chronić dziecka przed WSZYSTKIM się nie da.
Nie neguję tego, że statystki wzrastają - ale tak dzieje się też z innymi chorobami, nie tylko z autyzmem - jaki jest tego powód? Tu też jest tyle teorii co specjalistów - a każdy i tak wierzy w to co mu łatwiej, wygodniej - nie wiem.
Generalnie nie widzę sensu w toczeniu tak jałowych sporów, bo wystarczy liznąć trochę psychologii by zdawać sobie sprawę z tego jak nasze postawy i przekonania wpływają na nasz dobór i selekcję spływających informacji (vide twoje dane o wzroscie rzędu 200-400%)
"Ja zapytam, a co ty zrobisz, jak po szczepieniach umrze ci dziecko? Tak się bałaś, tak dbałaś, że zamordowałaś? Jak z tym żyć? " - moje dzieci mogą umrzeć, zachorować może stać się z nimi milion złych rzeczy - nie uchronię ich przed nimi wszytskimi, ale tak naprawdę myślę, że napisała to zrozpaczona kobieta, która ciągle nie uporała się z traumą posiadania niepełnosprawnego dziecka.
Pozdrawiam i trzymam kciuki, bo wiem, że dacie radę.
To próba uchronienia dziecka przed tym czemu i tak nie możesz zapobiec.
Nie uchronisz dziecka przed wszystkimi rzeczami które mogą dziecko spotkać, nie pójdziesz z nim na spacer bo jest szansa 1 na 10000 że zaatakuje je pies czy też trafi przysłowiowy grom z jasnego nieba.
Z jakiego źródła te dane że choruje 1 dziecko na 99, to jakieś bzdury, to byłaby hekatomba, wszędzie byłoby pełno autystów
Co do szczepionek niczego nie udowodniono a artykuł mające to stwierdzać zostały uznane za nierzetelne.
Dane o 1 na 99 dzieci pochodzą ze statystyk w USA. Dane o wzroście 200-400% rocznie również z oficjalnych amerykańskich źródeł. To tam mówi się już o epidemii autyzmu, choć to nie jest choroba zakaźna. Dlaczego Annna piszesz, że nie wierzysz, że autyzm wywołują szczepionki. Przecież to nie sprawa wiary, lecz liczb. Wolę, by moje dziecko zaryzykwało kontakt z chorobą (no wybaczcie, ale szczepienie przeciwko ospie wietrznej albo grypie jest po prostu niedorzeczne) niż ryzykowało skutki uboczne szczepionek, bo są przecież częstsze. Liczę oczywiście na geny. Sama nie byłam szczepiona i żyję (zdrowo), więc i moje dziecko też pewnie przechoruje (jeśli w ogóle coś złapie) i nic mu nie będzie. Natomiast wprowadzanie dożylne skwalenu, aluminum, rtęci i innych świństw po prostu nie mieści mi się w głowie. Wypowidacie się tutaj na temat autyzmu i nikt nie ma zielonego pojęcia, co go prowokuje i jakie są jego odmiany. Ja czytam o tym kompulsywnie (nie jestem lekarzem) od kilku lat. Tak łatwo jest znaleźć w Internecie publikacje naukowe na temat autyzmu ze stron uniwersyteckich lub edytorów czasopism naukowych, że nawet dziwi mnie dyskusja o tym, czy szczepionki wywołują autyzm. Oczywiście, że tak i nie tylko. U tych, u których nie doprowadzają do zniszczenia układu nerwowego bezpośrednio, powodują w inny sposób. Np. najpierw po szczepieniach pojawiają się np. alergie, a może tylko ciągłe przeziębienia, które u małych dzieci kończą się zapaleniem ucha i użyciem antybiotyków. Później wysterylizowane jelita przechodzą zapalenia i w końcu przeciekają i znowu następuje niszczenie układu nerwowego przez składniki pokarmu, które nie powinny się dostać do krwi. Czasem po prostu układ odpornościowy dziecka rozchwiany przez szczepienia nie broni się przed pasożytami, które prowokują ten sam problem z jelitami i nie tylko. Powodują również alergie, które kończą się znowu cieknącym nosem i zapaleniami ucha, i znowu antybiotykami. Czasem to wszechobecna grzybica, która powoduje m. in. ten sam problem. Jak ktoś jest tym głębiej zainteresowany, to sam sobie poszuka informacji na ten temat. Kiedyś podawałam źródła wszystkiego w dyskucjach, ale ludzie i tak zachowywali sie tak, jakby linki nie istniały. Teraz sobie myślę, że po co się wysilać. Ktoś, kto się troszczy o zdrowie swoje i swojego dziecka sam się dokopie do informacji, a reszta? No cóż tak, działa ewolucja i naturalna selekcja: ci naiwni lub mniej inteligentni lub po prostu nieumiejący wykorzystać informacji zostaną wyeliminowani przez samą naturę. Muszą wymrzeć. Zostaną tylko silniejsi fizycznie i umysłowo.
Załamana ani zgorzkniała już nie jestem, bo mój synek jest na dobrej drodze do wyleczenia. Jego terapeuci mówią, że w tej chwili ma opóźnienie w rozwoju mowy, nieduże już zresztą. Inne symptomy autyzmu już znikły i tak długo, jak utrzymuje dietę się nie pojawiają. Szkoda mi tylko innych dzieci, bo to one przecież cierpią i to w różny sposób. Czasem przez niewłaściwą terapię (np. odbiera im sie ich ulubione puzzle, kiedy ich ukladanie przynosi im wielką ulgę), a czasem z innego powodu (sami sobie poszukajcie jak, jak wam na tym zależy).
Do sebcia
I wszędzie JEST pełno autystów, ale są jeszcze przedszkolakami, więc ich nie zauważasz. Już wkrótce, za kilkanaście lat, jak zaczną wpływać podania od ich rodziców o renty i zapomogi, zostaną zauważeni. Całe społeczeństwo zaś będzie płaciło na utrzymanie tych inwalidów, bo za późno się zorientowało, co się dzieje z dziećmi.
Szanowna Pani
Pani nie ma elementarnej wiedzy na temat sensu szczepień i epidemiologii zachorowań na choroby zakaźne. Proszę mi wybaczyć ten niczym nie poparty post, ale gdybym chciał na forum wytłumaczyć dlaczego jest Pani w błędzie, to musiałbym napisać elaborat, na który nie mam czasu, a i tak nikt by go nie przeczytał. Z premedytacją i prowakacyjnie powiem, że jest Pani pewnego rodzaj pasożytem - żeruje Pani na tym, że 99% populacji jest zaszczepiona i dzięki temu Pani dziecko jest wielokrotnie rzadziej narażone na kontakt z czynnikami zakaźnymi. Gdyby większość rodziców miało tak egoistyczne podejście do kwestii szczepień, to bardzo prawdopodobne, że i Pani dziecko już dawno zachorowałoby na którąś z chorób, które udało się wyeliminować lub ograniczyć ich zasięg wskutek masowych szczepień. A tak może sobie Pani radośnie powtarzać: nie zaszczepiłam, a dziecko nie zachorowało.
Jeszcze raz przepraszam, że nie tłumaczę dlaczego jest Pani w błędzie, ale proszę mi wierzyć, nie da się streścić nawet podstawowego wykładu z immunologi i mikrobiologii lekarskiej w kilku zdaniach.
A co do autyzmu i rtęci, to proszę Pani w Kanadzie od wielu lat nie używa się szczepionek z tiomersalem i jakoś liczba autystyków nie spadła.
do marektatonatalii
A jak dziala wstrzykniety dozylnie skwalen, aluminium i formaldehyd? Do spowodowania uszkodzen mozgu wcale rtec nie jest potrzebna. A czy te trzy substancje nie sa skladnikami szczepionek? A jesli nie, to od kiedy?
Ja na nikim nie zeruje, drogi panie. To producenci szczepionek przeciwko niegroznym chorobom zeruja na strachu, zdrowiu i pieniadzach nieswiadomych niczego ludzi.
Jestem wolnym czlowiekiem i mam prawo decydowac, co mam sobie i swojemu dzieku wstrzyknac. A jesli ci, co zaszczepili siebie i dzieci sa zabezpieczeni przed chorobami, to czego sie boja?
Do Anna_96
To co Pani napisała potwierdza tylko moją wcześniejszą tezę - nie ma Pani pojęcia o czym Pani mówi. Niegroźne choroby to wg Pani WZW typu B, gruźlica, błonica, tężec, krztusiec, poliomielitis, a także odra, świnka i różyczka. Tylko wydają się Pani niegroźne, bo stosunkowo rzadko się o nich słyszy, a to właśnie zasługa masowych szczepień. Te choroby, obok głodu i niedożywienia, są główną przyczyną śmierci dzieci w Afryce, gdzie szczepienia nie są upowszechnione.
Na szczęście w Polsce jest inaczej, a tacy rodzice jak Pani stanowią ułamek procenta. Gdyby większość rodziców nie szczepiła dzieci, to szybko usłyszałaby Pani o dużej zachorowalności i śmiertelności z powodu tych "niegroźnych" chorób.
I niech Pani tu nie wciska kitu o tym, że Pani na nikim nie żeruje. To jest pasożytnictwo, bo dzięki temu, że prawie wszystkie dzieci wokoło są wyszczepione, to Pani dziecko nie jest narażone na ekspozycję na czynniki chorobowe. Samo natomiast może być przenośnikiem tych czynników, gdy zetknie się z innym dzieckiem, którego mamusia także uznała, że krztusiec to niegroźna choroba.
Sens szczepień, droga Pani, to głównie ich populacyjny efekt. Gdyby w szkole lub przedszkolu, do którego chodzi Pani dziecko było bardzo dużo niezaszczepionych dzieci, to te zaszczepione byłyby poddawane wielokrotnej ekspozycji na czynnik chorobotwórczy. Prawdopodobne, że w końcu nawet niektóre z nich by zachorowały (te nie szczepione raczej na pewno).
Jak Pani tego nadal nie rozumie, to niech Pani popatrzy na przykład ospy wietrznej, na którą tylko niektórzy rodzice szczepią dzieci. Jeżeli w całym przedszkolu 75% dzieci jest niezaszczepionych, to wiadomo, że przywleczenie wirusa tylko przez jedno dziecko kończy się epidemią w całym przedszkolu. Jak w grupie 25 dzieci zachoruje 20, to niemal pewne, że któreś będzie miało kontakt z dzieckiem z innego oddziału i rozniesie się to po całym przedszkolu. Jeżeli jednak byłyby zaszczepione wszystkie pozostałe dzieci to jest niewielkie ryzyko, że choroba rozniesie się w klasie, a także w całym przedszkolu.
Póki co jest inaczej - większość dzieci choruje, przez co także te zaszczepione są poddawana na zmasowaną ekspozycję na wirus. Skutek jest taki, że u niektórych bariera ochronna wynikająca z wcześniejszej immunizacji zostaje przełamana.
Tak więc droga Pani, Pani podejście jest pasożytnictwem w najczystszym wydaniu. Gdyby większość rodziców nie wykonało obowiązkowych szczepień to bardzo prawdopodobne, że spędziłaby Pani wiele nocy w szpitalu przy łóżku swojego dziecka drżąc o jego życie. A tak może sobie Pani radośnie powtarzać, że szczepionki nie są potrzebne, bo Pani dziecko jest najlepszym przykładem, że można niezaszczepić, a dziecko i tak nie zachoruje.
Na szczęście skala "nie szczepienia" w naszym kraju jest tak mała (1.500 dzieci na 400.000 urodzeń rocznie = 0,37%), że ryzyko, iż Pani dziecko spotka takie niezaszczepione (i do tego jeszcze chore) jest bardzo małe. W przedszkolu liczącym 10 oddziałów (ok. 250 dzieci) jest szansa na spotkanie jednego niezaszczepionego dziecka i to jest właśnie Pani dziecko. Aby statystycznie mogło ono spotkać drugie nie zaszczepione dziecko w przedszkolu musiałoby być ok. 530 dzieci (20 oddziałów). Oczywiście od spotkania niezaszczepionego dziecka do zachorowania Pani dziecka droga jest jeszcze daleka. Po pierwsze to drugie dziecko musiałoby być chore, po drugie ekspozycja na czynnik musiałaby być skuteczna (podanie ręki, czy przebywanie w jednym pomieszczeniu, wcale nie musi skończyć się chorobą).
Jeżeli nadal Pani nie rozumie sensu szczepień to proponuję przejrzeć statystyki zachorowań właśnie np. na krztusiec z okresu przed wprowadzeniem obowiązkowych szczepień i po wprowadzeniu tego obowiązku (rok 1960).
Życzę Pani dziecku, aby jego mama w końcu zgłębiła temat i nadrobiła zaniedbania dopóki nie jest za późno.
Aha, i jeszcze jedno na koniec. Otóż droga Pani, to że jest Pani wolnym człowiekiem to prawda, jednak wolność oznacza także odpowiedzialność za otoczenie. Nie wolno okupywać swojej wolności kosztem ryzyka zdrowia lub życia innych dzieci. Przepisy ruchu drogowego także nie mają za zadanie chronić Pani przed Pani własną nieodpowiedzialnością tylko przed głupotą innych kierowców. Gdybym ja pojmował wolność tak samo jak Pani, to mógłbym powiedzieć, że wbrew prawu będę jeździć pod szkołą, do której chodzi Pani dziecko, z prędkością 140 km/h zamiast 40 km/h. Co prawda ryzyko, że od jednego drogowego idioty zginie jakieś dziecko jest niewielkie, ale jakby pod szkołą lub przedszkolem Pani dziecka z nadmierną prędkością zaczęła jeździć większość kierowców?
A gdzież to ja napisałam, że szczepienia są niepotrzebne w ogóle. Zaszczepię swoje dziecko (przeciwko ospie i śwince to na pewno nie) wtedy i tylko wtedy, gdy do szczepionek przestaną być dodawane neurotoksyny. Dlaczego w obecnej sytuacji mam się czuć odpowiedzialna za otoczenie, które wymaga ode mnie trucia mojego dziecka?
Nie porównujmy Polski do Afryki, bo ogólnie wiadomo, że liczba zachorowań na wiele chorób zakaźnych spadła wraz z poprawą higieny. Nie ma mowy o takiej poprawie w Afryce. Niektóre choroby znikły prawie zupełnie na wiele lat przed wprowadzeniem na nie szczepień, w związku z tym jeszcze raz pytam o zasadność szczepień w przypadku niegroźnych chorób, których przebycie daje odporność na całe życie.
Proszę jeszcze o opdpowiedź na pytanie, dlaczego miałabym zaszczepić dziecko przeciwko odrze, jeżeli śmiertelność po szczepieniu jest prawie taka sama, jak śmiertelność w przypadku zachorowania. Gdzie tu logika?
Moje dziecko zostanie zaszczepione tylko wtedy, gdy ilość związków toksycznych w szczepionce na kg jego masy ciała będzie w granicach bezpiecznych dla jego zdrowia, czyli dopiero za kilka ładnych lat. Szczepić się będzie tylko przeciwko chorobom, które zwykle kończą się śmiercią oraz tylko takimi szczepionkami, które nie będą szczepionkami kombinowanymi - czyli tylko jedna choroba na raz, a właściwie tylko jeden typ wirusa na raz. Jeśli takie szczepionki nie będą dostępne w sprzedaży, no cóż... Wówczas niech producenci szczepionek szczepią się sami.
Sens szczepien jest jasny.Chcemy uchronic siebie i nasze dzieci przed groznymi chorobami,ktore moga spowodowac nawet smierc.Jednak te szczepionki sa coraz bardziej "nowoczesne" i tym samym NIEBEZPIECZNE jak wszystko inne,ktore jest coraz bardziej modelowane.Nie bede tutaj pisala o tym,kto ma z tego zysk bo to jest jasne.Nie bede tez wspominala,ze z prostego powodu NIKT nam nie oglosi publicznie,ze szczepionki sa BARDZO NIEBEZPIECZNE.!!!!!Prawda natomiast jest,ze szczepimy sie i nasze dzieci bo sie boimy nie zaszczepic i umrzec.A tak naprawde czy jesli dziecko jest nieszczepione zaraz ma umrzec?????Moja tesciowa przechodzila ospe/byla nieszczepiona/w wieku 65 lat.Owszem bylo ryzyko,ale organizm bardzo dobrze sobie poradzil z ta choroba i tesciowa zyje do dzisiaj a ma 74 lata.Nie mozemy na wszystko sie szczepic i to samo dotyczy naszych dzieci.
Ja zaszczepilam moje dzieci i zaluje tego!! Szczepionki tak naprawde nie chronia przed wirusem w 100% skoro ludzie choruja mimo szczepien.
Co do autyzmu to fajnie jest zgonic wszystko na geny nie??? W takim razie cale to dzisiejsze spoleczenstwo jest chore i przekazuje to wszystko swoim dzieciom.
Nie rozumiem rowniez jak mozna tu mowic ,ze NIE WIEMY skad teraz tyle niepelnosprawnosci??? A co z zanieczyszczeniem albo z zywnoscia????Chyba nie bedziemy sie oszukiwac,ze jedzenie jest BEZPIECZNE,ZANIECZYSZCZENIA niczym nam nie groza no i SZCZEPIONKI z tymi swinstwami podawane noworodkowi zaraz po urodzeniu nie maja prawa zrujnowac jego nierozwinietego systemu nerwowego i immunologicznego!!!!!!
Ja podobnie jak anna 96 mysle,ze szczepienia przyczyniaja sie do choroby naszych dzieci dorzucajac jedzonko i swieze powietrze,ktorym oddychaja nasze dzieciaczki no i my.
Mam natomiast pytanie JAKA PRZYSZLOSC MA DZIECKO AUTYSTYCZNE ,,???????
Dlaczego autyzm jest liczny w ktajach ,ktore sa wysokorozwiniete ?
Dodam jeszcze,ze w Afryce panuje glod i brak higieny,wiec tam chyba jasna jest rzecza iz ludzie bardzo choruja i umieraja.
Do Doremi
Nie wiem po cholerę się odzywam, bo doskonale wiem, że to nie ma sensu. Nikogo nie mam zamiaru obrażać, ale naprawdę immunologia jest bardzo skomplikowanym działem medycyny/biologii.
Te uproszczenia, którymi często ludzie się posługują są wynikiem niewiedzy, a że wydają się logiczne, to wielu ludzi chętnie je podchwytuje i powtarza.
Nie można mówić, że szczepionki są coraz bardziej nowoczesne a to się równa niebezpieczne. Na podstawie jakich dowodów opiera Pani taką tezę? Równie dobrze można powiedzieć, że nowocześniejsze auta są niebezpieczniejsze od swoich poprzedników.
To że producenci szczepionek mają interes w tym, aby były one używane jest oczywiste. Nie można jednak wywodzić z faktu, że ktoś na czymś zarabia, to na pewno jest to szkodliwe. Każde przedsiębiorstwo jest nastawione na to aby przynosić zysk. Nie mam zamiaru bronić firm farmaceutycznych, ale nie można mieć do nich pretensji, że chcą zarabiać.
Proszę przeczytać jeszcze raz to co napisałem nt. sensu populacyjnego szczepień, bo wbrew temu co Pani twierdzi, jednak nie rozumie Pani sensu szczepień. To prawda, że to, iż się ktoś nie zaszczepi nie oznacza od razu, że umrze. Ale fakt, że wszyscy wokół są zaszczepieni powoduje, że taka niezaszczepiona osoba nie jest poddawana działaniu czynnika zakaźnego (otoczenie nie choruje, wiec osoba nieszczepiona nie ma okazji się zarazić). Wystarczy jednak, aby zjawisko nieszczepienia przybrało dużą skale i od razu osoby niezaszczepione będą poddane większemu ryzyku zachorowania.
To że Pani teściowa przeszła szczęśliwie ospę w tak późnym wieku nie może być argumentem przeciwko szczepieniom. Wiele osób, które przechodzą ospę w wieku dorosłym przechodzi ją bardzo ciężko. Bynajmniej nie jest to przesłanka za tym, aby powtarzać bzdurną i obiegową opinię (bardzo często to słyszę), że lepiej przejść ospę w wieku dziecięcym, bo musimy pamiętać o tym, że wirus ospy pozostaje w naszych zwojach nerwowych na całe życie, co wiąże się z ryzykiem półpaśca. Tak czy inaczej, to bez znaczenia, bo szczepienia przeciwko ospie wietrznej nie są obowiązkowe i póki co tylko niewielka część ludzi szczepi się przeciwko wirusowi.
Ma Pani rację, że nie możemy się na wszysko szczepić, ale i nie szczepimy się na wszystko. Wprost przeciwnie, szczepimy się tylko na ułamek chorób. Która Pani zdaniem obowiązkowa szczepionka jest niepotrzebna? Na którą chorobę możemy sobie pozwolić, aby wróciła w wyniku zaniechania szczepień? WZW typu B, gruźlica, błonica, tężec, krztusiec, poliomielitis, odra, świnka i różyczka?
Żadna szczepionka nie chroni w 100% czy to przed wirusem czy bakterią. Ale jeszcze raz powtarzam - szczepienia mają sens populacyjny i nie możemy analizować ich zasadności z punktu widzenia tylko czubka własnego nosa.
A co do genów, to bynajmniej nie uważam, że to fajnie aby je za wszystko obwiniać. Jednak póki co, w świetle dzisiejszej nauki, to właśnie czynniki genetyczne mają udowodniony związek z autyzmem. Być może za kilka lat dowiemy się, że zanieczyszczenie powietrza, wód, konserwanty w żywności oraz szczepionkach także mają z tym związek, ale póki co nie ma na to pewnych dowodów. Geny mamy jakie mamy i nic z tym nie zrobimy. Były co prawda w historii przypadki, że próbowana w różny sposób eliminować z populacji osoby z "niekorzystnymi" genami, ale wszyscy wiemy jak to się skończyło.
Jedna rzecz mnie cieszy, a mianowicie to, że poruszyła Pani kwestię zanieczyszczenia powietrza, skażenia żywności itp. To jest tak, że chcemy wierzyć, iż ułamki mikrograma konserwantów ze szczepionki powodują autyzm, podczas gdy nasze dzieci wdychają i zjadają daleko wiecej trujących substancji z powietrza, z wodą i z żywności.
Autyzm nie jest liczniejszy w krajach wysokorozwiniętych. Jeżeli ma Pani na to jakieś wiarygodne dane, to proszę je przedstawić wraz ze źródłem. Na pewno to zaburzenie, jak i wiele innych, jest częściej diagnozowane i poddawane terapii, co jest jedynie dowodem na to, że te kraje są lepiej rozwinięte od innych. W "mniej rozwiniętych" krajach mówi się po prostu debil, kretyn, idiota, a następnie zamyka na całe życie w domu wariatów. W tych w ogóle nie rozwinietych krajach jest jeszcze opcja zrzucenia ze skały, spalenia na stosie, utopienia lub wygnania z wioski.
Nie ma wątpliwości, że głód i poziom higieny np. w Afryce wpływa fundamentalnie na szerzenie się zakażeń. Nie jest to jednak dawód na nieskuteczność lub niezasadność szczepień, tylko na bezduszność i arogancję reszty świata.
A co do Pani pytania o przyszłość dziecka z autyzmem to niestety umiem odpowiedzieć na nie w ograniczonym stopniu. W naszym kraju niestety nie jest w tym względzie najlepiej, jeżeli na wartościową diagnozę trzeba czekać kilka miesięcy. Terapia przynosi często wspaniałe rezultaty, ale jej dostępność i wymiar jest bardzo ograniczyny. Prawda jest tragiczna - ci co mają pieniądze mają szansę pomóc swojemu dziecku. Inni niestety nie. My w Polsce mamy jeszcze inny problem - akceptacji społecznej. Przecież nasze dzieci są niewychowane, a raczej wychowane bezstresowo i dlatego wpadają w furię w sklepie. Kiedyś przecież nie było autyzmu, ADHD, ZA czy innych zaburzeń - wystarczyło raz gówniarzowi sprać tyłek pasem i od razu przechodziły mu różne wydumane choroby. A my sami jesteśmy durnymi rodzicami, którzy nie dość że spłodzili sobie niedorobionego bachora, to jeszcze ciągną olbrzymią kasę z opieki społecznej i uważają, że im się wszystko należy. Aha, nasze dzieci nie tylko nie powinny chodzić do szkoły z innymi "normalnymi", nie powinniśmy ich także zabierać do sklepu, do parku i na plac zabaw. Najlepiej zamknąć ich w wariatkowie albo posyłać do szkoły specjalnej - wtedy będziemy mogli sobie powiedzieć, że przecież nie ma autyzmu, ADHD, dysleksji itp. - tak jak ich nie było jeszcze kilkanaście lat temu.
Aha, ja mam dwoje dzieci. Jedno i drugie było szczepione podobnie, a tylko córeczka ma autyzm. Mało tego, większość szczepionek miała odroczonych, podawanych później wg. indywidualanego kalendarza, podczas gdy syn szedł wg schematu. Mógłbym powiedzieć, że to raczej syn powinien mieć autyzm po szczepionkach, a jednak ma go córka.
Czy tę amerykańską stronę rządową o wzroście zachorowań na autyzm uzna pan za wiarygodną?
http://iacc.hhs.gov/strategic-plan/2011/index.shtml
1% dzieci i każdego roku jest ich więcej. Trzeba naprawdę wierzyć silnie, że to tylko geny, bo 1% to wcale nie jest mało. Jeśli to tylko geny, to skąd ten nagły wzrost zachorowań?
Jeśli to pana córka, a nie syn, to pana geny są za to odpowiedzialne. Jeśli pańska córka będzie miała syna, to on właśnie, a nie jej córka, zachoruje na autyzm. Skąd to wiem? Statystyki pewnego ośrodka badawczego, nawet już opublikowane, ale oczywiście nikt w nie nie wierzy, co jest idiotyczne, bo liczby to nie sprawa wiary - liczby mówią same za siebie.
Jeśli to pana córka, a nie syn, to pana geny są za to odpowiedzialne. Jeśli pańska córka będzie miała syna, to on właśnie, a nie jej córka, zachoruje na autyzm. Skąd to wiem? Statystyki pewnego ośrodka badawczego, nawet już opublikowane, ale oczywiście nikt w nie nie wierzy, co jest idiotyczne, bo liczby to nie sprawa wiary - liczby mówią same za siebie.
Genetyka, to nie kwestia statystyk. Jeśli dziewczynka ma zaburzenia związane z chromosomem płciowym (o ile to chromosom płciowy, bo może być też masa innych...) to może odziedziczyć "wadliwego" X od matki i od ojca, bo jak wiadomo - ma dwa X. jeżeli będzie miała syna to on na 100% odziedziczy wadę (bo ma jednego X - od mamy) a jeżeli córkę - niekoniecznie (bo może odziedziczyć akurat X "bez wady" od mamy i "prawidłowego" od taty). jeżeli wada dotyczy innego chromosomu niż płciowe, to sprawy się znacznie komplikują i "statystyki" mają tu do rzeczy tyle co nic. Bo sposoby dziedziczenia wad są znacznie bardziej skomplikowane. Są na przykład takie, które dziedziczy się tylko wówczas, gdy oboje rodzice tę mutację posiadają. A np. większość tzw. mikrodelecji (znakomita większość) powstaje "de novo", czyli żadne z rodziców nie posiada mutacji. jeżeli dodasz sobie do tego mutacje w DNA mitochondrialnym, to wogóle sprawa się komplikuje, bo te dziedziczymy tylko po matkach. Tak więc, nie powołujmy się na jakieś statystyki, bo statystycznie człowiek ma 3 nogi. A genetyka rządzi sę określonymi prawami - jednoznacznymi.
Geny czy tendencje, to wszystko mi jedno, bo to nie ja twierdzę, że autyzmo, to kwestia genów, lecz marektatonatalii. Napisałam o tej statystyce, żeby się trochę zastanowił nad tym, co pisze, jak w te swoje geny tak wierzy. Taki specjalista od immunologii, a nie zna składu szczepionek, bo oczywiście zmarnował własne dziecko. Jego żona to chyba święta, bo jakby mój mąż zniszczył mojemu dziecku zdrowie wiedząc o ryzyku, ale dla dobra ogółu, to bym go na cztery wiatry wypędziła. Najpierw myślałam, że jest taki zajadły w swoich odpowiedziach, bo pewnie jest jakoś za to opłacany, ale wygląda na to, że się próbuje tu uniewinnić i stąd ta zacięta obrona szczepień.
Moja znajoma cierpi na ogólnosystemową grzybicę, bo jej ojciec lekarz nigdy jej z antybiotykiem osłony bakteryjnej nie przepisał. Cierpi bardzo i mawia, że szefc bez butów chodzi. Czarny to humor, ale grzybica przy autyzmie to pryszcz.
Szczerze mówiąc - ręce opadają jak się coś takiego czyta. To Ty szukasz "winnych". jest to całkowicie zrozumiałe. Kiedy okazuje się, że dziecko jest niepełnosprawne, rodzice przechodzą przez różne fazy przystosowania emocjonalnego. W jednej z nich pojawia się właśnie agresja wobec innych i poszukiwanie winnych. Współczuję, ale może warto pomyśleć o pomocy dla siebie, bo jeżeli tak się to utrwali (na pocieszenie - większość rodziców nie radzi sobie z przejściem do następnej fazy, choć to marne pocieszenie) to serio - grozi katastrofą. Najczęstsze wyniki przetrwałego życia wśród mechanizmów obronnych? Rozpad relacji interpersonalnych - bywa, że nawet rodziny, wykształcenie postawy roszczeniowej (skoro mnie coś takiego spotkało to mi się należy), ale to co najgorsze - budowanie w dziecku poczucia, że byłoby lepsze, gdyby nie niepełnosprawność, budowanie poczucia, że jest tragedią i czymś z czym należy walczyć. Dziecko nie odróżnia autyzmu od siebie. Dla niego to z jaką nienawiścią rodzic traktuje jego niepełnosprawność jest równoznaczne ze stosunkiem do niego samego. Także jeżeli masz poczucie, że masz "zmarnowane" dziecko - współczuję, Tobie i dziecku.
No to mnie potraktowałaś psychologią, kari :). NIenawidzę tylko i wyłącznie niemoralnych, sprzedajnych potworów, które pomimo swojego nieszczęścia próbują wpędzić innych w tę samą pułapkę. I kogo krzywdzą - dzieci - to już niżej chyba nie można upaść.
Moje dziecko wyzdrowiało, ale wielu innym autystycznym dzieciom się to nie uda. Jaki człowiek, wiedząc, że istnieje prawdopodobieństwo zachorowania po szczepieniu nakłania do niego innych?
Twoje współczucie, czy jego brak, cóż, nic nowego nie wniesie do mojego życia. Może za to tobie jakoś pomoże zrozumieć (jeśli rzeczywiście potrafisz się postawić na miejscu rodzica), że autyzm, to nie zabawa i jeżeli można uniknąć choćby jednego zachorowania, to trzeba zrobić wszystko, by tak się stało. Koklusz, czy świnka może się zdarzy, a może nie, a jeśli już to przejdzie w krótkim czasie. Autyzm to dużo psychicznego cierpienia i pracy, i może nigdy nie przejść.
Żywe wirusy ze szczepionek odkryto w rdzeniu kręgowym u dzieci oraz w ich jelitach. Co za różnica więc, czy mamy je ze szczepionki MMR, czy z przejścia przez chorobę naturalnie?
Ah, już wiem, różnica jest taka, że te zwykłe wirusy (nie ze szczepionek) nie zagnieżdżają się w jelitach i nie powodują ich zapalenia, a w poważniejszych przypadkach "przeciekania" jelit i w końcu jednej z odmian autyzmu.
Do Taty Natalii
Witam Pana.Przeciwnie uwazam,ze dobrze iz w jakiejs dyskusji zabieraja glos osoby o roznych pogladach.Gdyby wszyscy mieli podobne zdanie nie byloby moze motywacji aby dyskutowac i sie spierac o wlasna racje.Nie jestem naukowcem ani osoba wyksztalcona w kierunku biologii.Jestem mama dwojga chlopcow z ZA.Nie mam zamiaru z nikim sie spierac o to czy autyzm wywoluje to czy tez cos innego.Jestem pewna i to na 3000%,ze zyjemy w czasach jak dla mnie GLUPICH !!!!!!gdzie sami siebie na wzajem wykanczamy i co najsmieszniejsze doszukujemy sie dlaczego jest tak wlasnie.Zyjemy w srodowisku zatrutym,jemy BYLE CO!!!!Ii dziwimy sie,ze zapadamy na nieuleczalne choroby.Nie wiem jak inni,ale ja to co widze analizuje i wyciagam z tego wnioski i konsekwencje.Nie musi nikt sie ze mna zgadzac.Nawet jesli ktos sie nie zgodzi to i tak dla mnie nic sie nie zmieni w moich prywatnych rozmyslaniach.
Nowoczesniejszy i szybszy samochod nie zmieni faktu iz zanieczyszcza srodowisko i jest niebezpieczny!!!!!! Ludzie traca glowe dla tej nowoczesnosci.Gdyby bylo inaczej moze byloby mniej samochodow i wiecej swiezego powietrza.
Zyje zdala od Polski ,ale tu reguly sa podobne. Pieniadze= bardzo duzo.Nic tu nie ma za darmo a jesli to kompletnie niedostosowane do potrzeb dziecka.
Pozdrawiam Pana i absolutnie nie krytykuje tego co Pan probuje zaprezentowac.Jestesmy przeciez wszyscy w podobnej sytuacji gdyz mamy chore dzieci.Nic tego nie zmieni.Nawet fakt iz szczepienia sa absolutnie bezpieczne.
Jeszcze jedno pytanie do Pana.Czy jest Pan osoba kompetentna w sprawie tych szczepien czy po prostu interesuje sie Pan tak dla siebie tym tematem.
Do Anna_96
Czy tę amerykańską stronę rządową o wzroście zachorowań na autyzm uzna pan za wiarygodną?
Proszę Pani, mogę ją uznać za wiarygodną, ale to nie ma najmniejszego znaczenia. Ja po prostu bardziej skłaniam się ku twierdzeniu, że rośnie wykrywalność, a nie zachorowalność. Artykuł mówi także o ASD ogółem (a nie tylko autyzmie s.s.), a jak wiadomo, u wielu osób z ASD objawy zaburzeń nie są na tyle jaskrawe, aby budziły niepokój i w przyszłości nie były diagnozowane.
1% dzieci i każdego roku jest ich więcej. Trzeba naprawdę wierzyć silnie, że to tylko geny, bo 1% to wcale nie jest mało. Jeśli to tylko geny, to skąd ten nagły wzrost zachorowań?
Nigdy nie twierdziłem, że to tylko geny. Mało tego, wcale tak nie uważam. Niektóre badania wskazują na istnienie genów silnie powiązanych z autyzmem, ale to jeszcze nie pora, aby ogłaszać, że ponad wszelką wątpliwość istnieje gen autyzmu. Póki co, w świetle aktualnych badań możemy powiedzieć, że istnieją geny związane za autyzmem. Problem wydaje się być wynikiem współistnienia wielu genów. Nie ma pewności nawet czy ta zależność jest prosta, czy raczej nadekspresja niektórych "normalnych" genów prowadzi do autyzmu.
Jeśli to pana córka, a nie syn, to pana geny są za to odpowiedzialne. Jeśli pańska córka będzie miała syna, to on właśnie, a nie jej córka, zachoruje na autyzm. Skąd to wiem?
No cóż, to co Pani pisze po raz kolejny potwierdza, że Pani wiedza w tym zakresie jest bardzo powierzchowna. Niestety genetyka i dziedziczenie nie są tak prostą sprawą jak się Pani wydaje. Poza tym niech się Pani zdecyduje. Najpierw podważa Pani związek autyzmu z genami, a potem posuwa się Pani do bardzo twardych stwierdzeń, które wskazują wręcz na proste dziedziczenie autyzmu (oczywiście to bzdura).
Do Anna_96
Geny czy tendencje, to wszystko mi jedno, bo to nie ja twierdzę, że autyzmo, to kwestia genów, lecz marektatonatalii.
Otóż nie! Marektatonatalii twierdzi, że kłamstwo powtarzane wielokrotnie staje się w końcu prawdą!
Szanowna Pani, Marektatonatalii zabrał głos w dyskusji dlatego, że nie mógł znieść bzdur, które tutaj się wypisuje na temat szczepień. Marektatonatlii po prostu twierdzi, że jak więcej będzie takich rodziców, którzy przestaną szczepić dzieci, to i jego Natalka, któregoś dnia zachoruje, mimo że była zaszczepiona.
Tym "geny czy tendencje, to wszystko mi jedno" rozbawiła mnie Pani wyjątkowo. Dziękuję uprzejmie, bo poranek jakiś pochmurny i od razu poprawił mi się nastrój, czego i Pani życzę.
Taki specjalista od immunologii, a nie zna składu szczepionek, bo oczywiście zmarnował własne dziecko. Jego żona to chyba święta, bo jakby mój mąż zniszczył mojemu dziecku zdrowie wiedząc o ryzyku, ale dla dobra ogółu, to bym go na cztery wiatry wypędziła. Najpierw myślałam, że jest taki zajadły w swoich odpowiedziach, bo pewnie jest jakoś za to opłacany, ale wygląda na to, że się próbuje tu uniewinnić i stąd ta zacięta obrona szczepień.
Są gdzieś granice i Pani właśnie je przekracza.
Jeszcze jedno pytanie do Pana.Czy jest Pan osoba kompetentna w sprawie tych szczepien czy po prostu interesuje sie Pan tak dla siebie tym tematem.
Szanowna Pani. Bardzo dziękuję za ten zdroworozsądkowy ton.
Ciężko mi oceniać swoje kompetencje. Po prostu mam dziecko z autyzmem i dlatego staram się o tym wiedzieć jak najwięcej. Z tych względów starałem się także zgłębić kwestię ewentualnego związku szczepień z autyzmem. Nie będę ukrywał, że mam wykształcenie z zakresu biochemii i genetyki, bo nie ma co tu się krygować. Zawodowo także jestem związany z mikrobiologią lekarską, więc wydaje mi się, że trochę łatwiej jest mi zaabsorbować wiedzę dotyczącą tych związków (autyzmu z genami, szczepieniami).
Oczywiście dla Pani Anny jestem przedstawicielem Merck Sharp and Dohme, a najlepiej nawet Product Managerem odpowiedzialnym za MMR. Do tego jeszcze potworem (niemoralnym i sprzedajnym), który z pełną świadomością ryzyka zaszczepił swoją córeczkę i spowodował u niej autyzm. Dodam jeszcze, że codziennie rano patrzę jaką straszną krzywdę wyrządziłem swojemu dziecku i aby pokryć wyrzuty sumienia namawiam innych na szczepionki, aby mieli tak samo źle jak ja. Aha, żona się ze mną rozwiodła, a dziecko oddałem do adopcji - to dlatego mam tyle czasu na to aby namawiać innych rodziców, aby zafundowali swoim dzieciom autyzm.
Na częstszą zachorowalność na pewne choroby w obrębie jednej rodziny mają wpływ nie tylko geny, więc proszę mi wierzyć, że sobie samej nie zaprzeczam. Czasem nie piszę o czymś, co mi się wydaje oczywiste, okazuje się jednak, że nie zawsze to samo jest oczywistością dla innych.
Twierdzenie, że teraz diagnozuje się więcej przypadków autyzmu, bo lekarze dopiero teraz potrafią to robić poprawnie, nie jest prawdziwe. Wzrost liczby przypadków autyzmu jest obiektywny, każdy pracownik przedszkola może to potwierdzić. Można też zrobić swoją własną statystykę. Nie trzeba brać pod uwagę wszystkich objawów autyzmu, wystarczy izolacja od rówieśników, brak kontaktu wzrokowego, autostymulacje i opóźnienie w rozwoju mowy. Te są najłatwiesze do zauważenia. Może w przypadku dziewczynek umknie nam kilka przypadków, ale chłopców łatwo wyłapiemy.
Przypomnę tylko, że podstawowym obowiązkiem każdego rodzica jest ochrona własnego dziecka,a pan to zaniedbał szczepiąc dzieci tak wcześnie, a mając dostęp do informacji. Nie wiem, czy to zawód czy co innego wpłynęło na pańską decyzję, ale lepiej zmienić zawód i przekonania, zanim się skrzywdzi siebie, albo innych. Ja tak robię. Czytając pańskie posty wygląda na to, że mało jednak pan z moich wywodów zrozumiał. Dla pana jest juz za późno i wcale nie piszę tego z satysfakcją.
Ja chciałbym uściślić jedno, czy Twój syn Anna_96 zachorował po szczepieniu? Czy ma autyzm a Ty go nie szczepisz by go nie "pogarszać"? Raz piszesz, że Swojego autystycznego syna będziesz trzymała daleko od szczepień, raz że Twój syn wyzdrowiał z autyzmu.
Myślę, że zbyt pochopnie wytaczasz działa typu "pan zaniedbał dziecko" lub "rozmyślenie krzywdzicie swoje dzieci", strasznie dużo w tym niepotrzebnej agresji i prób wpędzania innych w poczucie winy. Wychodzisz przez to na rozhisteryzowaną babę nieradzącą sobie z emocjami. Może zamiast oceniać spróbuj zrozumieć inny punkt widzenia, tak jak oczekujesz by inni rozumieli Twój.
A napisałam gdzieś o którym synu w każdym momencie mówię? Ten autystyczny, to ten, który cierpiał na autyzm (to taki skrót myślowy, w nieoficjalnych rozmowach często się takich form używa). Mój syn był szczepiony przeciwko kilku chorobom (to był mój błąd, bo byłam w obcym kraju, fizycznie wtedy wyczerpana, półprzytomna z upływu krwi i poddałam się, niestety, nagonce, no i facet był naprawdę duży, jakby chciał, a wyglądało, że chciał, to wyszarpnąłby mi dziecko i jeszcze mu coś uszkodził). Wielu szczepień jednak odmówiłam. Reszty dzieci nie zamierzam szczepić, bo szczepionki nie spełniają podstawowych wymagań bezpieczeństwa (o tym już pisałam), szczególnie dla małego dziecka. A jeśli są takie bezpieczne dla mózgu, to dlaczego nie szczepi się dzieci z niedotlenieniem mózgowym?
Agresja jest naturalną obroną przed atakiem, prawda? W poczucie winy próbują wpędzić matki "wyznawcy" szczepień. To jest atak na matki, a najbardziej na niego podatne są kobiety, które zostały matkami po raz pierwszy. Jako atak odbieram również sianie strachu tam, gdzie nie ma się czego bać.
Ironia, podśpiewywanie pod nosem to też objawy ukrytej agresji. Ty pewnie podśpiewujesz? Ja jestem bardziej otwarta. Każdy jest inny.
A cóż to jest zatem zaniedbanie? Może znamy jakieś różne znaczenia tego słowa. Dla mnie zaniedbanie oznacza brak należnej troski o dziecko. Nastąpił on w momencie, kiedy opiekun odpowiedzialny za dziecko świadomie zdecydował zaryzykować jego zdrowie (bo przecież liczba skutków ubocznych szczepień jest długa, a jako ktoś zainteresowany medycyną pewnie je znał). Jego błąd, to ok, jego sprawa, ale namawianie innych do tego samego błędu... Ten pan również podaje kilka nieprawdziwych informacji na temat szczepień i ich skutków. Niektóre sprostowałam, o niektórych sprawach napisałam we wcześniejszych niż jego postach, a i tak zostały zignorowane.
Jeśli wpędzenie go w poczucie winy powstrzyma go przed reklamą szczepień, to mission accomplished. To mój jedyny cel w tym wszystkim.
W ataku histerii pewnie nie byłabym zdolna do wystukania jakiegokolwiek postu, tak mi się przynajmniej wydaje, bo nigdy nie doświadczyłam czegoś podobnego. Ciekawe zatem, jak dałaś radę zdiagnozować u mnie histerię. W zasadzie, to nawet rozumiem reakcję lekarzy, bo tacy, jak ja nie dają im zarobić na dodatkowy samochód, a ci co ratują życia są z reguły biedni i zapracowani, i szczepienia nie są ich problemem.
Zastanawiam się kto Pani dał prawo do do nazywania mnie niemoralnym i sprzedajnym potworem, który zmarnował własne dziecko? A cóż Pani może wiedzieć na mój temat, na temat mojej żony i dziecka? Walczyliśmy z żoną o Natalkę od 22 tygodnia i niemal ją straciliśmy. Poświęciliśmy oboje bardzo wiele, aby mogła przyjść na świat. Pewnie jestem jednym z nielicznych facetów którm McDonald kojarzy się z czymś innym niż barem szybkiej obsługi. Udało nam się utrzymać ciążę do 34 tygodnia i na szczęście dziecko urodziło się zdrowe. Patrząc retrospektywnie, pewne objawy autyzmu widzieliśmy już w 6. miesiącu życia. Było to jeszcze zanim dziecko dostało osławioną szczepionkę MMR. Natalka nie miała za sobą nawet wszystkich obowiazkowych szczepień, które każde dziecko w Polsce mieć musi, bo była szczepiona wg indywidualnego, opóźnionego kalendarza. To sprzedajny potwór woził dziecko na rehabilitację i do różnych specjalistów. To ja nie odpuszczałem, gdy kilku lekarzy i psycholog ignorowało zgłaszane przeze mnie objawy. To ja w końcu znalazłem psychiatrę dziecięcego, który poprawnie postawił diagnozę autyzmu. To w końcu ja, niemoralny potwór, ciężko pracuję aby nie zabrakło pieniędzy na intensywną terapię mojego dziecka. W jednym tylko ma Pani rację, otóż moja żona to anioł, bo potrafiła poświęcić atrakcyjną, dobrze płatną pracę zawodową, zrezygnować z własnych ambicji, aby pomóc Natalce być tak normalną jak tylko się da. Nie ma Pani fundamentalnej wiedzy nie tylko w zakresie szczepień i mikrobiologii lekarskiej, ale również genetyki molekularnej i nauk pokrewnych. Powtarza Pani jakieś chwytliwe bzdury, które świadczą o Pani bardzo powierzchownej znajomości tematu. Jak się Pani wskazuje ewidentne błędy w Pani twierdzeniach, to albo je Pani ignoruje, albo odnosi się Pani do nich w pseudonaukowy sposób, popełniając przy okazji kilka następnych pomyłek. W ten sposób można budować piramidalną dyskusję, w której każde Pani stwierdzenie wymagałoby obszernego wyjaśnienian które zwyczajnie nie mam czasu. Zresztą po co to robić skoro Pani nie dość, że ma z góry założoną tezę, to nie jest w stanie zrozumieć większości naukowych argumentów. Jak dla mnie to EOT, przynajmniej w dyskusji z Panią Anną_96.
Zupełnie nie rozumiem dlaczego fakt posiadania innego zdania niż Twoje Anno_96 odbierasz jako atak? Można się spierać nawet ostro, unikając jednocześnie osobistych wycieczek. które z taką lekkością fundujesz swoim adwersarzom.
Co do histerii, jak zapewne zauważyłaś, lecz zignorowałaś, nie pisałam o diagnozie tylko o odbiorze Twojej osoby przez innych, to są dwie diametralnie różne rzeczy.
Zrzucę to na karb moich braków poznawczych, ale tego "podśpiewywania" zupełnie nie zrozumiałam, więc kolejna złośliwość niestety zupełnie Ci nie wyszła 
Co do głównego tematu ja naprawdę nie wiem, czy i w jaki sposób szczepionki mogą, lub nie mogą wpływać na pojawianie się autyzmu. Ale zawsze mam przed oczami pytanie co wybrać: prawdopodobieństwo autyzmu czy prawdopodobieństwo guźlicy? Na autyzm (jakkolwiek to straszna choroba) się nie umiera, na guźlicę można. Przedstawiam Ci tylko tok mojego rozumowania, bo akurat na okres najbardziej burzliwych dyskusji o sczepionkach nałożył sie okres szczepienia mojego najmłodszego dziecka. Czy świadomie zaniedbałam moje dziecko (jak sugerujesz)? W moim odczuciu świadomie o nie zadbałam najlepiej jak mogłam i zaszczepiłam.
Nie dostało autyzmu - chociaż według Ciebie zapewne powinno.
Tak, myślę, że EOT
Proszę nazywać mnie histeryczką i czym tam jeszcze chcecie. Moim obowiązkiem jest podzielić się informacjami, które pomogły w wyleczeniu mojego dziecka. Ciągle jednak nie mieści mi się w głowie, że pomimo ostrzeżeń o skutkach ubocznych szczepionek, rodzice autystycznych dzieci dolewają jeszcze oliwy do ognia. Jestem rozgoryczona, oczywiście, ludzką głupotą i niczym innym. Mój kolega w czerwcu zaszczepił swoją 2-letnią córeczkę, która też padła ofiarą skutków ubocznych szczepionki (diagnoza - encefalopatia poszczepienna). Na ok. 40 osób w moim zakładzie, mniej więcej połowa ma dzieci, z tego sześcioro dzieci ma trwałe problemy po szczepieniach. A o ilu przecież nie wiem, bo rodzice o tym nie mówią.
Jedna uwaga. Czy aby na pewno chroniąc dziecko przed wszelkimi chorobami nie popełniacie błędu? Ja na przykład sygnały poprawy widziałam zawsze kilkanaście minut po ustąpieniu wysokiej gorączki. Czasem później następowało pogorszenie, ale czasami nie. Dlatego nawet, jeśli upieracie się, że wszystkie związki toksyczne i alergeny ze szczepionek nie mają żadnego wpływu na zdrowie małych dzieci, to zastanówcie się nad tym, czy może nie dopuszczając do jakiegokolwiek zachorowania (bo przecież szczepionka na grypę to oczywisty tzw. przekręt) nie szkodzicie tym własnym dzieciom. Może jednak choroby to nie tylko zło konieczne i czemuś służą naszemu ciału. Może jednak powinniście być mniej bezkrytyczni w stosunku do produktów przemysłu farmaceutycznego i żądać poprawy jakości jego wyrobów. Może w końcu poczekać z większością szczepień, aż system odpornościowy będzie na nie przygotowany.
Dlaczego to ja jestem tą złą i głupią? Bo nie zadowalam się niską jakością wstrzykiwanych miksturek, a może śmiem zabierać głos i łamię jakieś tabu? Gdzie jest napisane: szczepionki to temat tylko dla lekarzy. Jeśli tak jest, to niech tylko oni się szczepią. W czasach Internetu większość ludzi ma dostęp do wszelkiej informacji. Wystarczy wpisać hasło w Google i można przeczytać encyklopedie, artykuły naukowe, wątpliwości zwykłych ludzi i ich doświadczenia. Lekarzom trudno jest pogodzić się z utratą kontroli, bo większość ludzi ma w zasięgu ręki odpowiedź na swoje pytania, wyobrażam sobie jakie to kłopotliwe dla lekarza.
Pani Anno-96, nie podoba mi się że atakuje Pani innych użytkowników, takie stwierdzenia ze ktoś zaniedbał swoje dziecko albo jest sprzedajnym potworem są absolutnie niedopuszczalne. Już z innego forum odeszłem przez 2 agresywnych użytkowników.Pisze to jako członek rodziny gdzie osoba na autyzm już jest chora 20 lat. Pani postawa jest charakterystyczna i jest typowo bitewno-roszczeniowa.
Wolność do podejmowania decyzji nie jest nieograniczona, kończy się tam gdzie zaczynają się prawa innych osób np. prawo innych dzieci do przebywania w bezpiecznym środowisku. Do przedszkola, zerówki czy szkoły powinny być przyjmowane dzieci z wykonanymi obowiązkowo szczepieniami.
A wolności wyboru i nienaruszalności ciała mojej i mojego dziecka to nikt nie bierze pod uwagę? Jeśli ktoś siłą zmusza do szczepienia, to kim on jest dla osoby, którą traktuje brutalnie? Jeśli ktoś agituje na rzecz szczepień (i to na forum o autyzmie), a szczepienia wciąż są dyskusyjne, to trudno nie myśleć, że nie ma w tym jakichś zysków.
Proszę się nie martwić, nie wrócę już na to forum.
No co jak co ale zysków z opowiadania się za szczepieniami nie mam, a szkoda!!! może nie musiałbym korzystać z pomocy społecznej

Zobaczcie tutaj:
http://www.zdrowiej.vegie.pl/viewtopic.php?p=55729